niedziela, 5 marca 2017

Post informacyjny

Od razu chciałabym zaznaczyć, że post ten nie zwiera żadnych istotnych informacji, a służy jedynie temu, by blog nie wyglądał jak umarły - bo jeszcze żyje ;) 
Jestem, zaglądam tu i tam, ale pisanie aktualnie odłożyłam na półkę, bo po prostu mi nie wychodzi - dlatego nie mogę wstawić tutaj nic godnego uwagi. Coby się nie odzwyczaić zupełnie czasem sobie coś skrobię i próbuję stanąć na nogi, jak na razie z marnym efektem, ale może cierpliwość popłaci. Nie znaczy to, że nie ma mnie w blogosferze - w sumie ciężko będzie się mnie pozbyć.

Mam nadzieję, że u wszystkich wszystko dobrze, przynajmniej lepiej niż u mnie i do napisania, przeczytania - weny! 

AA.

czwartek, 12 stycznia 2017

Tak sobie myślę... #6

Stół

Siedzieliśmy za zakłamanym stołem: ja, ty, on, ona, oni, one, wy, i tak rzucaliśmy w przestrzeń zakłamaną prawdy obarczone kłamstwami i kłamstwa podszywane prawdą — nieświadomie. A głosy niosły się echem przekrzykiwane.
I każdy mówił:
— Potrzebuję.
Ja potrzebuję
Ja bardziej potrzebuję.
A ja najbardziej ze wszystkich. Bo przecież ja.
A nikt nie potrzebował dla nikogo, tylko wszyscy dla ja i każdy głośno potrzebował — zdecydowanie, zaciekle.
Więc siedzieliśmy wszyscy za zakłamanym stołem: ja, ty, on, ona, oni, one, wy, i tak potrzebowaliśmy wszyscy najbardziej, nie potrzebując dla nikogo. Mówiliśmy nierówno: nie mamy nie damy — nam dadzą my nie mamy. I wszyscy nie mieliśmy, i równie mocno nie dawaliśmy — bo przecież inni mają. Kłamią. Gdy my nie mamy.
Nic.
I w przestrzeni zakrzyczanej tkwiliśmy wszyscy potrzebujący, oczekując na potrzebowane tak mocno — najmocniej z nich wszystkich potrzebowałam ja. Spojrzeniami gromiącymi nienawiścią splątaną walczyliśmy o swoje ja nad ja innych, a każdy oręż dzierżył nadzwyczaj dzielnie, jakby wyszarpywał to, co się mu należy — potrzebujący.
— Ja, ja, ja… — niosło się echem niestrudzenie, twarze popękane wykrzywione — walczące dokoła stołu zakłamanego, a przecież tak niedawno dzień zaledwie temu obietnice wzajemne padały podniośle. I serca latały pod niebem wspólnym, tworząc sieć niewidzialną plątały nas wszystkich — dla siebie wzajemnie byliśmy. Bo ja dla ciebie wszystko, mówił on do niej, a oni do wy wtórowali równie gorliwie — wy nad my na zawsze, szeptami wyznań podszywane zewsząd trwały nieprzerwanie.
A potem każde ja zapragnęło dla siebie — odrzuciło ja twoje, moje, jej, jego, ich, wasze, sieć zrywając rękami nogami ciałami spragnionymi rozpaczliwie. I wyrzuciliśmy wszyscy zgodnie obietnice dnia poprzedniego. Niewarte. Niegodne. Ja.
I tak siedzimy przy stole zakłamanym oczłowieczeni nadzwyczaj, a każdy palce zaciska na blacie zakurzonym, nogami zagradza krzeseł odnóża i przestrzeń dla wstępujących — unosi w powietrze zakrzyczane swoje ja mosiężne. Spoglądam więc zaciekle na ja twoje, jej, jego, ich, wasze — nienawidząc umniejszając — zapominam, że jeszcze wczoraj moje ja dla waszych było otwarte.







Kilka słów ważnych:

Jako że ostatnio było mnie nieco mniej dla Was niestety, chciałam się tylko pożegnać na chwilę – najbliższe 3 tygodnie. Długo bym musiała tłumaczyć, ale to tylko sesja. Tylko i aż. W tym roku trapi mnie nadzwyczaj, ale nic nie poradzę – zdać wszystko trzeba.
I dlatego chciałam tylko napisać, że 3 lutego, gdy wszystko (oby) dobiegnie końca, zawitam tam, gdzie powinnam.
Zamieszczę już rozpoczęty komentarz do „Na kartkach pamiętnika…”, nadrobię po ostatnim rozdziale „Niezależności” i „Walczę i zwyciężę”, mając szczerą nadzieję, że do tego czasu pojawi się u Was więcej. I poszukam nowych opowiadań, bo ostatnio przegrzebując się przez otchłanie Wattpada (do którego się trochę przekonuję), jestem zdumiona, co ludzie czytają (głównie chodzi mi o wykonanie i płytkość, której tak się kibicuje). Ale znajdę! Na pewno znajdę coś wartego uwagi tak mocno, jak to, co czytam do tej pory.
Także weny i mocy! I do przeczytania niebawem ;)

AA.