sobota, 21 marca 2015

Rozdział 1 - Obłęd

Pokój wypełniony był gęstym dymem cygara unoszącym się aż pod sam sufit. Przy niskim stoliku na środku pokoju siedział mały chłopiec ze spuszczoną głową, pocierający nerwowo ręce o brzeg krzesła. Tylko spostrzegawcze oko dojrzałoby siedzącego za nim mężczyznę w chmurze dymu. To właśnie on i jego palące się cygaro było przyczyną nieznośnego zapachu w całym pomieszczeniu. Mężczyzna wstał z fotela i wolnym krokiem zbliżył się do chłopca, podniósł jego głowę i spojrzał mu prosto w oczy. Zobaczył tam tylko jedno. Strach.
— To nie jest mój syn — powiedział sam do siebie i odłożył cygaro na popielniczkę, ciągle wpatrując się w oczy chłopca. Jego ręka prawie miażdżyła mały, delikatny podbródek, ale mężczyzna w ogóle się tym nie przejął. – Mój syn się nie boi, nie wie co to strach.
Jego głos stawał się coraz donośniejszy. Chłopiec próbował radzić sobie z bólem, ale łzy cisnęły mu się do oczu.
— Ojcze, ja się wcale nie boję — wyszeptał, z trudem łapiąc powietrze w płuca i spoglądając w twarz swojemu opiekunowi. – Przecież wiesz, że jestem w stanie to zrobić.
— Nie boisz się powiadasz? – Mężczyzna puścił chłopca i zaśmiał się szyderczo. – Twój strach cuchnie na odległość. Poczułbym go stojąc przy oknie. – Wskazał palcem na okiennicę znajdującą się po drugiej stronie pokoju. – A nawet przy drzwiach! — Teraz mężczyzna już krzyczał. — Gdybym wyszedł na zewnątrz, wiedziałbym, że w tym domu znajduje się tchórz, którym jesteś właśnie ty.
Jego pięść zbliżyła się do klatki piersiowej dziecka i kilka razy uderzyła w nią z niezwykłą siłą. Chłopiec nie opierał się, wiedział, że niedługo skończy się nauka ojca i będzie mógł wrócić do swojego pokoju. Działo się tak przecież każdego wieczoru. Teraz nie może być inaczej.
Mężczyzna znowu oddalił się od przerażonego syna i zaczął chodzić nerwowo po pokoju. Na jego twarzy widać było szaleństwo, w głowie kotłowało się tysiące myśli. Jak zmusić go do posłuszeństwa? Jak wybić mu z głowy strach? Jak pozbawić go tej dziecięcej niewinności?
— Wstań! – krzyknął w pewnym momencie. — Już! Podnieś swój leniwy tyłek i stań koło okna!
Chłopiec był jeszcze bardziej przerażony niż przedtem, lecz natychmiast wstał i podszedł powoli we wskazane przez ojca miejsce.
— Pospiesz się głupcze! – wrzasnął mężczyzna. — Mój czas jest cenny, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż wychowywanie takiego smarkacza jak ty.
Dziecko stało posłusznie koło okna tak, jak wskazał mu ojciec i czekał na to, co miało za chwilę nastąpić. Spojrzał na swojego opiekuna z wyczekiwaniem.
— Co się tak gapisz? – Mężczyzna chwycił młodego za kark i wystawił jego głowę przez otwarte okno.
— Boli, tato, puść, proszę, strasznie boli! – krzyczał chłopiec, gdy niesamowity ból przeszył jego ciało i stawało się to nie do zniesienia. — Przecież za chwilę spadnę. Tato, proszę!
— Widzisz, jednak nie jesteś taki odważny, jak ci się zdaje — odrzekł mężczyzna szyderczo i puścił syna. – Patrz przez okno, co widzisz?
Chłopiec rozmasowując sobie kark, spojrzał na krajobraz przed domem. Przyglądał się chwilę i myślał. Żadna dobra odpowiedź nie przychodziła mu do głowy. Jak mógłby zadowolić swojego ojca? Co powiedzieć, by nie otrzymać kary?
— Nic, ojcze — odrzekł cichutko. — Tylko nasz ogród i droga za ogrodzeniem. Nic innego tam nie ma.
— Nic innego? Chcesz mi powiedzieć, że jesteś nie tylko głupi, ale też ślepy? – zapytał ze złością i sięgnął po kolejne cygaro. – Przypatrz się dobrze.
Chłopiec przyzwyczajony już do obelg padających pod jego adresem, nie zwrócił na nie uwagi. Starał się odgadnąć, co miał na myśli ojciec, kiedy kazał mu patrzeć za okno. Co miał znaleźć? Co mogłoby zainteresować jego ojca na tyle, by tracić czas na takie sprawy?
— Ojcze, ja naprawdę nic nie widzę. Ogród, droga, domy sąsiadów.
— A widzisz! – wykrzyknął mężczyzna. – Jednak coś jest. Domy sąsiadów. Więc powiedz mi który dom najbardziej ci się podoba?
Chłopiec zdziwiony reakcją ojca odpowiedział po chwili:
— Dom Owenów.
— A to dlaczego tak ci się podoba dom Owenów?
— Jest najbardziej zadbany. Ma duży ogród, taras, w środku też jest piękny — opowiadał z przejęciem mały.
— Tak, tak, oczywiście. Bogaty, piękny, zadbany — przedrzeźniał go mężczyzna, lekceważąc każde wypowiedziane przez syna słowo. – A wiesz kto w nim mieszka?
Chłopiec skinął głową i wyszeptał:
— Emilia Owen tato.
— Dokładnie. A wiesz kim jest ta kobieta?
Dziecko potrząsnęło przecząco głową.
— To stara oszustka. Nic niewarta. Złodziejka. Dzięki temu jest taka bogata i ma ten twój piękny i zadbany dom. – W jego tonie głosu dało się wyczuć złość. – A wiesz synu co robimy z takimi ludźmi?
Chłopiec podniósł głowę i spojrzał na ojca. Nie znał odpowiedzi na to pytanie.
— Jasne, że nie wiesz. Jesteś tylko głupim dzieckiem. Nic nie wiesz. – Mężczyzna odwrócił się do niego plecami i zaczął mówić: – Widzisz, my, to znaczy ja i ty, nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mamy większe prawa niż inni. Mamy prawo dawać życie i je odbierać. Mamy prawo eliminować tych, którzy powinni zostać wyeliminowani. Zabijać tych, którzy powinni zostać zabici. Torturować tych, którzy powinni być torturowani. – W jego głosie słychać było pasję i wiarę we własne słowa. — Widzisz synu, społeczeństwo dzieli się na różne grupy. My należymy do tych, którzy mają władzę nad życiem innych. Reszta to tylko głupie wszy, które zatruwają nasze życie. Ich właśnie należy się pozbyć.
Chłopiec z przerażeniem słuchał słów ojca. Jego wykłady zawsze były drastyczne i obejmowały przemoc wobec niego, ale ojciec nigdy jeszcze nie mówił o takich rzeczach. O zabijaniu. Przecież tak nie można, nie wolno pozbawiać nikogo jego życia.
Mężczyzna odwrócił się powoli w stronę syna z uśmiechem na ustach. Kucnął przed nim i zapytał.
— Chcesz żeby twój tato był zadowolony, prawda?
Chłopiec skinął głową.
— Nie chcesz go zawieść, prawda?
Chłopiec skinął ponownie.
— Zrobisz wszystko, bym był z ciebie dumny?
Skinięcie.
— Dobrze – odparł ucieszony. – W takim razie mam dla ciebie zadanie. Jeśli je wykonasz, będziesz wart nazwiska, które nosisz i imienia, które ci nadałem. Udowodnisz, że jesteś moim prawdziwym synem.
— Co mam zrobić tato? – zapytał niepewnie chłopiec. Bał się ojca, a sprzeciw wobec niego był wykluczony.
— Po pierwsze masz nic nie mówić matce. Tylko by przeszkadzała. – Kolejne cygaro znalazło się w jego ręce. – Po drugie staniesz się narzędziem w rękach lepszych ludzi. Będziesz naprawiał świat.
Chłopiec patrzył na niego z wyczekiwaniem. Teraz poczuł prawdziwy strach. Spodziewał się tego, co za chwilę usłyszy, ale nie dopuszczał do siebie tej myśli.
— Musimy pozbyć się Emilii Owen – powiedział mężczyzna i wskazał palcem na swojego syna. — I właśnie ty to zrobisz.
Mały próbował zrozumieć, co powiedział jego własny ojciec. Kazał mu zabić. Odebrać komuś życie. Mordować. Nie, to wykluczone. On przecież tego nie zrobi. Nie będzie w stanie, jest zbyt słaby. Wyczekujący wzrok ojca mówił sam za siebie — jeżeli tego nie zrobi sam zostanie ukarany. A ojciec jest zdolny do wszystkiego. Nie może powiedzieć matce, wtedy ją skazałby na gniew ojca. Do tego nie mógł dopuścić.
— Straciłeś głos głupcze? – Do chłopca ledwo docierał głos mężczyzny. – Nie masz się nad czym zastanawiać. Zostałeś wybrany. Jesteś lepszy od innych i musisz im to udowodnić. Pozbędziesz się wszy, uzdrowisz społeczeństwo.
Chłopiec skinął głową w akcie zgody. Nie miał innego wyjścia, musiał wierzyć ojcu. Skoro ojciec nazwał go lepszym od innych, to tak musiało być. On zawsze miał rację. Zawsze.

***

Dom Owenów był rzeczywiście piękny. Dominował w nim przepych i nienaturalne bogactwo. To właśnie wzbudzało zazdrość u sąsiadów, przez co Emilia Owen nie należała do osób lubianych. Ona nie za bardzo się tym przejmowała, nie przyjmowała gości, sama też nie była nigdzie zapraszana. Nikt nic o niej nie wiedział. Powszechne były jednak plotki powtarzane wśród miejskiej społeczności — kradnie, oszukuje, dlatego ma tyle pieniędzy. A jak wiadomo bogactwo nie jest zabezpieczeniem przed zemstą, jeżeli człowiekiem kieruje nadzwyczajna determinacja. A tak było w przypadku Natana Clarka.
Noc była wyjątkowo ciemna. Zbliżała się burza. Emilia Owen zamknęła szczelnie wszystkie okna, a przed pójściem spać sprawdziła jeszcze drzwi i urządzenia elektroniczne. Wszystko wydawało się w porządku. Wzięła więc gazetę i skierowała się do swojej sypialni.
Nie wszystko było jednak w porządku, przynajmniej nie tej nocy. Przed domem na werandzie stali dwaj mężczyźni. Zachowywali się cicho, by nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Wyższy kucnął przed drugim i zwrócił się do niego.
— Tu masz klucz synu, wejdź do środka za kilka minut i zrób to, co do ciebie należy. – Pogłaskał malca po głowie. Był to chyba pierwszy przyjazny gest wobec chłopca od dłuższego czasu, bo ten popatrzył ze zdziwieniem na ojca. — Pamiętaj, jak ci się uda będę z ciebie bardzo dumny. Całe społeczeństwo będzie ci wdzięczne.
Chłopiec skinął głową i odwrócił się w stronę drzwi. Wiedział dokładnie, co ma zrobić. Dostał szczegółowe rozkazy i musi je wypełnić. Nie może skazać siebie na złość ze strony ojca.
Mężczyzna wyprostował się i zszedł ze schodów. Ruszył w kierunku bramy. Tylko raz odwrócił się i popatrzył na chłopca, którego zostawił pod drzwiami. Da sobie radę, pomyślał z dumą, w końcu to mój syn. Po chwili nie było go już z domostwie Owenów. Na werandzie został już tylko jeden nieproszony gość. Było nim małe, przestraszone dziecko, które właśnie przekręcało klucz w zamku.
Wewnątrz domu było ciemno, kobieta pewnie już spała. Chłopiec poruszał się bardzo cicho. Był tu jeden jedyny raz kilka lat temu. Pani Owen była dla niego bardzo miła, dała mu ciastko czekoladowe i szklankę soku. Nie wiedział nawet dlaczego wtedy się tu znalazł, pamiętał tylko zapach domu. Kwiaty. Teraz było tak samo. Jakby nic się nie zmieniło. Rozpoznał kuchnię, przez którą trzeba było przejść, by dostać się na korytarz prowadzący do sypialni. Na pewno kobieta się tam znajduje. Jest noc, a ona musi spać. Nie miał wątpliwości, gdzie ją znajdzie. Co z tego, że kiedyś była dla niego miła? Ma własną matkę, którą musi chronić przed ojcem. Musi chronić także samego siebie. Wykona zadanie. Zabije.
Po chwili dziecko stało już przed drzwiami sypialni. W tym pokoju nigdy nie był, ale przeczuwał, że to musi być to miejsce. Słychać było miarowy oddech śpiącej osoby. Lekko uchylił drzwi i zajrzał do środka. Było ciemno, ale zdołał zobaczyć, gdzie znajduje się łóżko — pod samą ścianą naprzeciwko drzwi. Podszedł niepewnym krokiem do śpiącej kobiety i sięgnął do kieszeni. Miał nóż. Wystarczył jeden ruch i byłoby po wszystkim. Wróciłby do domu. Kobieta poruszyła się, a małemu mocniej zabiło serce. A co jeśli nie będzie w stanie tego zrobić? Ona zaraz się obudzi. Będzie zgubiony. Nie da rady uciec. Myśli mieszały mu się w głowie. Panika widoczna była na jego dziecięcej twarzy. Nie rozumiejąc do końca co robi, podszedł jak najbliżej łóżka i zatopił nóż trzymany w prawej ręce w sercu kobiety. Wykonał tą czynność kilkakrotnie, podczas gdy kobieta próbowała złapać powietrze do płuc. Chłopiec był cały we krwi, jego ręce były bordowe i lepiły się, w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach. Twarz miał zbryzganą czerwoną mazią. Przerażony odsunął się od kobiety i patrzył na łóżko. Patrzył jak uchodzi życie z jego pierwszej ofiary. Nie trwało to długo. Emilia Owen nie żyła.
Chłopiec czuł, jakby spędził w tym pokoju nieskończoną ilość godzin. Nie mógł się ruszyć, ani wydobyć z siebie żadnego słowa. Stał jak sparaliżowany. Nagle na korytarzu słychać było czyjeś kroki.
— Emilia? Wszystko w porządku? – rozległ się kobiecy głos. Dziecko odwróciło swoją głowę w stronę otwartych drzwi. Stała w nich wysoka, szczupła kobieta, na twarzy której malowało się przerażenie. — Co ty … — próbowała coś z siebie wykrztusić. — ty…
Spojrzała na łóżko, gdzie trup Emilii leżał w kałuży krwi. Obok stał chłopiec z nożem w ręku, zabrudzony brunatną substancją i wpatrujący się w swoją ofiarę. Nie wiedziała co robić. Uciekać czy dzwonić na policję? Przecież to tylko mały chłopiec.
W głowie dziecka także jedne myśli biły się z drugimi. Co to za kobieta? Przecież miała tu być tylko jedna osoba. Co się dzieje? Przecież ona wezwie pomoc. Ojciec będzie zawiedziony, ukarze jego i matkę. Rozpacz zalewała mu umysł. Ruszył w kierunku kobiety, a wyraz jego twarzy przypominał łudząco szaleńczy uśmiech na twarzy Natana Clarka. W chłopcu obudził się ten długo wyczekiwany syn.

***

Natan Clark siedział wygodnie w fotelu. Był spokojny. Przed chwilą widział syna, który wychodził z domu Emilii Owen, więc wszystko musiało pójść zgodnie z planem. Pierwsze zadanie wykonane. Teraz bez problemu zamieni chłopca w bezwzględną maszynę do zabijania. Są przecież inni. Lepsi. Stoją ponad prawem. Mogą zmieniać świat zgodnie z własnymi poglądami.
Paląc cygaro, mężczyzna rozmyślał o przyszłości. Skoro wprowadził już syna w ten świat, jego świat, nie może zawrócić. Musi dokończyć dzieło wybawienia. Jedynym problemem była matka chłopca, żona Natana. Ona jedyna mogła sprawić, by chłopiec poddał w wątpliwość ideały wpajane przez ojca. Trzeba się nią zająć. Ale nie teraz. W tym momencie głowa Natana bolała za bardzo, by o tym myśleć. Może przyczyniła się do tego zbyt duża ilość alkoholu? Tytoniu? Mroku? Może były to zapomniane dawno wyrzuty sumienia? Co do tego ostatniego, wydawało się to niemożliwe. Natan Clark już dawno nie miał wyrzutów sumienia, jeżeli kiedykolwiek w ogóle je odczuwał.
Na schodach rozległ się spokojny dźwięk kroków. Były równe, niespieszne. Po chwili do pomieszczenia wszedł chłopiec i spojrzał na ojca siedzącego w fotelu. Nie odezwał się ani słowem. Popatrzył na mężczyznę wyzywająco i skinął głową porozumiewając się z nim tylko wzrokiem. Był to gest potwierdzający wykonanie zadania. W oczach chłopca nie było już strachu. Teraz panowała tam przerażająca pustka. Nie było już nic. Dziecko odwróciło się i wyszło z pokoju.
Natan został sam. Był dumny z syna, ale jeszcze bardziej zadowolony był z siebie. Dokonał tego, o czym od dawna marzył. Jego dziedzictwo nie zmarnuje się. Ma odpowiedniego następcę. Swojego syna, Ikara Clarka.
— O, Ikarze Clark, nawet nie wiesz jak daleko razem zajdziemy – powiedział sam do siebie. — Osiągniemy to, o czym marzyły wszystkie wybitne jednostki na tym świecie. Będziemy władać życiem każdej istoty, będziemy je dawać i odbierać. Panować.
Mężczyzna wstał powoli z fotela i ruszył w stronę okna. Z nieba spadały już drobne krople deszczu. Spojrzał w stronę domu Owenów, który z zewnątrz wyglądał normalnie, jak każdy inny dom. Wewnątrz panowała jednak śmierć. Natan wziął do ręki popielniczkę i zgasił cygaro. Tej nocy będzie spał nadzwyczaj spokojnie.

12 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie. Ja lecę dalej! Muszę to przeczytać! Jesteś genialna. Eh nie umiem pisać długisz komentarzy. Wybacz...
    ps. Zapraszam do mnie
    kruki-sa-czarne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie, mam nadzieję, że dalsza część też się spodoba! :))

      Usuń
  2. Wow! Naprawdę, gratulacje za 1 rozdział. Jest bardzo dobry. Chyba nie ma błędów,może najwyżej literówki czy jakieś drobne błędziki innego rodzaju, ale ogólnie jest świetnie.
    Wprowadziłaś bardzo tajemniczą atmosferę. Elementy grozy,które tu wplotłaś to dobry pomysł.
    Mam pytanie,pisałaś coś wcześniej? Gdzieś tak bardziej profesjonalnie, do jakiejś gazety, bądź czegoś w tym rodzaju? Czy może jest to typowe pisanie 'amatorskie'? Niezależnie od tego, masz talent.
    Całość świetna, gratulacje.
    Pozdrawiam=]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz, jestem zszokowana taką ilością miłych słów :))
      Tylko amatorsko i nie zanosi się na nic więcej. Trzeba mieć w sobie jednak "to coś", aby wyróżnić się na tle innych, którzy piszą znacznie lepiej i ciekawiej. Ale mi sprawia to przyjemność i nie zamierzam przestać :)
      Dziękuję bardzo jeszcze raz i pozdrawiam.

      Usuń
  3. Jedno wielkie WOW
    Takiego opowiadania jeszcze nie czytałam.
    Co lepsze - spodobało mi się.
    Jest takie trochę inne od reszty, więc będę nadrabiać rozdziały :-)
    Co za człowiek robi mordercę ze swojego syna?
    Ciekawość, jak dalej potoczy się ta historia rozsadza mnie od środka, więc lecę czytać dalej ;-D
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie! Cieszę się, że jesteś i podoba Ci się to, co stworzyłam. Obym nie zawiodła ciągiem dalszym! :))

      Usuń
  4. Sprawdziła urządzenia elektroniczne? A nie czasami elektryczne?
    Tak w ogóle to przepraszam, że tak późno się tutaj znalazłam i bardzo żałuję, że tak późno tutaj dotarłam, gdyż opowiadanie jest świetne, niemal doskonałe i z ciekawą, nietypową fabułą. Teraz pewnie nadrabianie mi sporo zajmie, a więc wybacz jeśli będę się strasznie gramolić niczym mucha w słomie. Postaram się do końca tygodnia być na bieżąco. Teraz kończę pisać o sobie i swoim czasie, który nie chce ze mną współgrać, a zacznę komentować twoje opowiadanie, albo raczej rozdział pierwszy.

    Ojciec głównego bohatera... ojciec Ikara - Nathan, bardzo przypomina mi jednego z moich głównych bohaterów. U mnie czytelnicy od razu Bruna skreślili, dlatego ja Nathana nie skreślam, a chciałabym się dowiedzieć jakie ma motywacje, bo być może on pomimo czynienia złego, jest lepszy niż się wydaje. Nie znając motywacji nie umiem go skazać i osądzić. Oczywiście nie podoba mi się to co uczynił ze swojego syna, to jak znęcał się nad chłopcem i robił mu swojego rodzaju pranie mózgu, oraz to, że zagraża także własnej żonie. Zastanawiam się dlaczego ta kobieta nie zabrała dziecka i od niego nie odeszła, przecież musiała coś wiedzieć, coś zauważyć i w tej chwili wydaje mi się współwinna tego co się stało, bo ignorowanie i udawanie, że się nie widzi i nie słyszy w takim przypadku to... przyczynienie się do cierpienia tego dziecka. Zaczynam się zastanawiać co z Ikara wyrośnie i czy Emilia była zła, czy była złodziejką i nieuczciwym człowiekiem. Jeśli tak to zasługiwała na karę, ale czy na śmierć? Moim zdaniem kara śmierci niczego nie załatwia, ale jakby już zapytać mojego męża o jego poglądy, to on by pół więzienia najchętniej na krzesło elektryczne, albo jakieś roboty w kopalni o chlebie i wodzie skazał. Jednak jest zbrodnia i ZBRODNIA, jest przestępstwo i PRZESTĘPSTWO i nie mieści mi się w głowie jak kogoś można zabić za kradzież czy przekręt, jednak zabicie za zabójstwo wydaje się już sprawiedliwą karą, ale czy w takim wypadku, idąc tym tropem można zabić Ikara, bo zabił? Przecież to tylko chłopiec. Cholera, ale mnie teraz pobudziłaś do filozoficznego myślenia. Aż chyba przez to nie usnę. Ciekawi mnie też co z tą kobietą co potem weszła, tą co widziała Ikara.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej ;)
      Zdecydowanie nie musisz przepraszać, bo sama zmagam się z tym zjawiskiem, że brakuje czasu na wszystko, więc dobrze rozumiem. A jeśli nadal będziesz czytać moje opowiadanie, będzie mi bardzo miło, nieważne ile zajmie to czasu. Naprawdę dziękuję ;)
      Prawie zwaliła mnie z nóg Twoja dogłębna analiza bohaterów i mam nadzieję, że na większość pytań, które się zrodziły, znajdziesz odpowiedzi w dalszych częściach. Nie chcę nic zdradzać, bo boję się, że przypadkowo powiem coś i zniszczę jakąkolwiek przyjemność z poznawania dalszych losów bohaterów - jeżeli taka w ogóle jest.
      Dziękuję Ci jeszcze raz! ;)

      Usuń
    2. Powróciłam, lecę do kolejnego ;-)

      Usuń

  5. Zaczynam się zastanawiać nad pewną teorią, bo po rozdziale pierwszym i po tytule mam wrażenie, że opowiadanie będzie o seryjnym mordercy o imieniu Ikar. Czuje, że pierwszy rozdział opisuje pierwszą z jego zbrodni, a dalej będzie tylko gorzej. W tym wszystkim pragnąłbym poznać matkę, jej relacje z synem i mężem, chciałbym przeczytać jak oni udają zwyczajną rodzinkę. Ojciec to wyraźnie psychol i sadysta, ale też idiota. Jeśli jego syn przestanie odczuwać strach to nie będzie się też bał jego i wtedy mu się postawi, jest możliwość, że uczeń przerośnie mistrza i własnemu ojcu odbierze życie. Faktem też jest, że nie boją się tylko ludzie głupi, bez wyobraźni. Zastanawiałem się też co bym zrobił, gdybym zobaczył dziecko nad ciałem z nożem w ręku. Chyba bym pomyślał, że weszło do domu bo było otwarte, znalazło nóż, wzięło go w dłoń i że ktoś przed nim dokonał zbrodni. Dziecka... tak małego dziecka chyba większość osób by nie podejrzewała.

    Zapraszam do siebie na prologi:
    skradzione-dziecko.blogspot.com
    po-prostu-sprobuj.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za przeczytanie i zostawienie komentarza! Co do przewidywań i teorii, wolałabym nie odpowiadać wprost, by nie psuć odpowiedzi, które znajdują się dalej, stanowiąc nieodłączną część tajemnic zawartych w historii. Dlatego milczę i jeszcze raz dziękuję za pojawienie się tutaj ;)
      A co do ostatniego stwierdzenia - racja, nikt po małym dziecku nie spodziewałby się takiego czynu, może to własnie świadczy o geniuszu Natana Clarka? Albo zwiastuje jego porażkę? Trudno powiedzieć.
      Dziękuję!

      Usuń
    2. Melduję swój powrót. Uwielbiam zakończone opowiadania, bo nie muszę czekać na kolejny rozdział, a u niektórych to czas oczekiwania trwa tyle, że sam już nie pamiętam co przeczytałem wcześniej i co było zawarte w poprzednich rozdziałach. Przypomniałem sobie już rozdział pierwszy i lecę do kolejnego.

      Pozdrawiam:
      dariusz-tychon.blogspot.com

      Usuń