niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 2 - Nieznajomy

Pomieszczenie zatopione było w blasku księżyca. Oświetlał dokładnie meble, stolik oraz łóżko i leżącą w nim jasnowłosą kobietę. Spała dość niespokojnie, jej oddech był szybki i nienaturalny. Dom, w którym się znajdowała należał do jej ojca. Był farmerem, a domostwo leżało w oddali od jakiegokolwiek miasta. Lubił spokój i ciszę, bał się ludzi. Córka była jego jedyną rodziną, kochał ją ponad wszystko i nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek mógłby ją utracić. Razem mieszkali, pracowali na roli, jedli wspólne posiłki i nikt nie zakłócał ich porządku dnia. Aż do tej pory.
Kobieta otworzyła oczy, bo wydawało jej się, że ktoś znajduje się w domu. Wstała po cichu z łóżka i uchyliła drzwi. Światło w pokoju ojca było zgaszone, słyszała jego ciche chrapanie, ale wciąż miała wrażenie, że na dole ktoś jest. Wzięła latarkę z szuflady komody, która stała na korytarzu i zaczęła schodzić powoli po schodach. Nagle rozległ się trzask. Ktoś musiał tam być. Gdy znalazła się już na samym dole, zawołała:
— Kto tu jest?
Nikt jej jednak nie odpowiedział, skierowała się więc w stronę kuchni. To tam dostrzegła nikły blask wydobywający się z nieznanego jej źródła. Przecież zgasiła wieczorem wszystkie światła. W kuchni na środku stołu paliła się świeczka. Teraz była już pewna — nieproszony gość znajduje się w jej domu. Zawołała ponownie, ale wciąż odpowiadała jej głucha cisza. W pewnym momencie poczuła dreszcz na całym ciele, ktoś chwycił ją za ręce i przyłożył zimny przedmiot do szyi. Wiedziała, że to nóż.
— Krzyknij, a cię zabiję — odezwał się niski, męski głos.
Dziewczyna była przerażona, serce biło jej szybciej niż kiedykolwiek. Nie śmiała wydobyć z siebie najcichszego dźwięku. Mężczyzna pociągnął ją za włosy i doprowadził do szafki pod ścianą. W szkle zobaczyła jego odbicie. Był to wysoki, przystojny brunet, którego oczy świeciły dziwnym blaskiem. Jego umięśnione ręce wskazywały na to, że dba o swój rozwój fizyczny. Tylko dlaczego ten mężczyzna chce poderżnąć jej gardło?
— Skoro jest pan gościem w moim domu, to dlaczego próbuje mnie pan zabić? – zapytała nieśmiało.
Mężczyzna nie odpowiedział. Przecież kazał jej siedzieć cicho, jakim prawem ona się w ogóle odzywa?
— Jeżeli nie zamierza pan ze mną rozmawiać, może chociaż puści pan moje włosy, to bardzo boli. – Jej bezpośredniość go zaskoczyła. – A skoro i tak mam zginąć, proszę zrobić to po cichu, żeby nie zbudzić ojca. Śpi, bo jest bardzo zmęczony.
Takie zachowanie całkowicie zbiło mężczyznę z tropu. Kim ona jest i jakim prawem tak mnie znieważa — przemknęło mu przez myśl. Rozluźnił trochę uścisk i puścił włosy kobiety. Teraz trzymał tylko nóż przy jej gardle i przyciskał jej ciało do szafki. Dalej miał nad nią przewagę, a przynajmniej tak mu się wydawało.
— Widzę, że nie zamierza mnie pan dzisiaj zabić. Może więc schowa pan ten nóż do kieszeni, a ja w zamian zrobię herbatę i pokroję ciasto. Po coś musiał pan tu wejść, a my oprócz jedzenia nic nie mamy. – Kobieta stawała się coraz bardziej pewna siebie. Pomyślała, że gdyby on naprawdę chciał jej śmierci, zrobiłby to od razu. Nie zamierzała więc dać się zastraszyć. Coś złego musiało kierować tym mężczyzną, a ona postanowiła mu pomóc.
Nieproszony gość był zupełnie zaskoczony zachowaniem swojej ofiary. Nigdy nie został tak znieważony przez żadną kobietę, a co dopiero taką, którą w każdej chwili mógł pozbawić życia. Inne błagałyby o darowanie życia, poniżałyby się, zrobiłyby wszystko, aby oddychać tylko chwilkę dłużej. Ta była jednak inna. Nie zachowywała się jak tamte. Coś skłoniło mężczyznę do wzięcia noża sprzed szyi kobiety, jednak nie schował go do kieszeni. Nie może ryzykować utraty swojej przewagi. To on tu rządzi i wydaje polecenia. Pozwolił kobiecie wyzwolić się ze swoich rąk i podejść do stołu.
— Jako, że jest pan moim gościem, nieproszonym, ale jednak gościem, pozwolę sobie spytać, dlaczego odwiedza mnie pan o tak późnej porze? Czy coś się stało?
Brak odpowiedzi nie zniechęcił jej. Patrzyła mężczyźnie prosto w oczy w dość wyzywający sposób. Nie boję się ciebie, mówiło jej spojrzenie. On jednak odczytywał to w zupełnie inny sposób. Próbuje zachować twarz i nie poddać się strachowi, przemknęło mu przez myśl. Nie jest to jednak takie proste, jej oddech jest przyspieszony, serce bije szybciej niż zwykle. Boi się mnie, ale stara się być dzielna. Może jednak dziś jej nie zabije.
— Czyli nie zamierza pan ze mną rozmawiać. Proszę, oto pańska herbata. — Podała mu filiżankę. — I kawałek ciasta. Mam nadzieję, że będzie panu smakowało. Skoro nie zamierzał pan zadzwonić do drzwi tylko wkradał się tu potajemnie, wnioskuję, że woli pan zostać sam. W takim razie ja pójdę do góry i zostawię pana we własnym towarzystwie. Może sam ze sobą lepiej pan się dogaduje. – Kobieta skierowała się w stronę drzwi. – Następnym razem, kiedy będzie pan nas odwiedzał proszę zachowywać się troszkę ciszej i nie straszyć mnie, wymachując mi nożem przed oczami.
Mężczyzna wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Trzeba było przesunąć ostrze na jej gardle, nie gadałaby tyle, pomyślał. Z drugiej strony intrygowała go jej szczerość i otwartość do ludzi. Kto normalny pozwoliłby włamywaczowi i mordercy zostać we własnym domu i częstować się ciastem? Nadzwyczajna kobieta, pomyślał.
— Jeżeli kiedyś zdecyduje się pan przyjść tu o ludzkiej porze, kiedy normalni ludzie nie śpią, proszę pytać o Annabelle Shaw. Będę do pańskiej dyspozycji. Dobranoc. – Była już gotowa do wyjścia. — I proszę zamknąć drzwi, kiedy pan wyjdzie. Nie chciałabym żeby ktoś się włamał.
Po chwili już jej nie było. Mężczyzna siedział przy stole oniemiały z wrażenia. Nie próbował jej zatrzymywać, chociaż chciał by została. Dobrze czuł się w jej towarzystwie. Była taka inna od wszystkich ludzi, których dotychczas spotkał. Pochłonął ofiarowane mu ciasto w krótkiej chwili i zmierzał do wyjścia. Chciał zostać, ale wiedział, że nie może tego zrobić. Otworzył drzwi wyjściowe i kiedy zamierzał opuścić dom, dostrzegł klucze na parapecie. Przydałby mu się samochód, wtedy mógłby poruszać się szybciej i sprawniej. Ale nie może przecież tak potraktować tej kobiety. Sama powiedziała, że za dużo nie posiadają, a samochód może być ich jedynym cennym majątkiem. Czyżby odezwały się w nim jakieś ludzkie odruchy? Nie, to niemożliwe. Już dawno wyzbył się wszelkich wyrzutów sumienia.
Chwycił szybko klucze i zamknął za sobą drzwi. Zbliżył się do pojazdu stojącego przed domem i spojrzał w górę. W jednym oknie paliło się światło. Wydawało mu się, że stoi tam jasnowłosa piękność. I nie pomylił się. Annabelle obserwowała go zza zasłony. Kiedy zobaczyła, co zamierza zrobić jej niedoszły zabójca, odsunęła firanę i otworzyła okno. Wychyliła się z niego i spojrzała na mężczyznę. Ten dostał się już do środka samochodu — nie może zwlekać, bo kobieta z pewnością już dzwoni po pomoc. Tak się jednak nie stało.
Znajdowała się wciąż w oknie i przyglądała każdej jego czynności. A więc miał rację, była niezwykła. Wysiadł z samochodu i krzyknął do niej:
— Jeśli przyjdę tu kiedyś o ludzkiej porze będę pytać o Annabelle Show. A przedstawię się jako Ikar Clark. – Puścił do niej oko i uśmiechnął się wyzywająco. — Niech pani na mnie czeka.
Wsiadł do wozu i zapalił silnik.
— Musi być pan bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, Ikarze Clark! – Z góry dobiegł go kobiecy głos. Nie była zła, była zawiedziona. Jednocześnie coś intrygowało ją w tym oto mężczyźnie. Nie wiedziała jeszcze jednak co.
— Nawet nie wiesz jak bardzo nieszczęśliwym — powiedział pod nosem tak, że tylko sam usłyszał swój głos.
Wykonał gest ręką, którym chciał podziękować za gościnę i odjechał z podjazdu. Ostatnim widokiem jaki zapamiętał sprzed domu Annabelle Shaw była jej postać w oknie, obserwująca jak on, Ikar Clark ucieka niczym tchórz. Ona jednak nie uważała go za tchórza, widziała w nim jedynie nieszczęśliwego człowieka. Była to bowiem niezwykła kobieta. I Ikar Clark sam się o tym przekonał.

9 komentarzy:

  1. Jestem absolutnie zauroczona Twoim blogiem. Mocny początek sprawił, że z ogromną przyjemnością przeczytam kolejne rozdziały. Trudno mi wypowiedzieć wszystko, co dzieje się teraz w mojej głowie, ale stwierdzam, że opowiadanie zapowiada się fenomenalnie. Z radością dodaję Twój blog do polecanych.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za wszystkie ciepłe słowa odnośnie mojego opowiadania, jest mi naprawdę bardzo miło.
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. WOW! Jestem pod wrażeniem. Piszesz wspaniale. Ta tajemniczość, mroczność tej opowieści. Ikar jako morderca mający sumienie, które po prostu za wszelką cenę tłumi. Bo przecież zawahał się przed kradzieżą auta, więc jakiś ludzki odruch tu był. Ojciec musiał mu ostro zjechać psychikę. Ale on nie jest taki do końca zły, tylko, jak to zauważyła Annabelle, nieszczęśliwy.
    Naprawdę, to co piszesz jest cudowne. I od strony stylistycznej, i technicznej, ortograficznej, i w ogóle. Brawo! Co ja mam jeszcze napisać? Oby Annabelle jeszcze pojawiła się w tej historii. Musi, bo jest ciekawą postacią. Bała się, ale jednocześni dzielnie się trzymała i, praktycznie rzecz biorąc, uratowała się przed śmiercią. Tylko czemu Ikar chciał ją zabić? I, skoro już wydał na nią wyrok, to czemu jej tak łatwo odpuścił. Aż tak go zszokowała i zaciekawiła?
    Rozdział wspaniały;)
    Pozdrawiam=]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, bardzo Ci dziękuję za komentarz! Nie spodziewałam się, że usłyszę tyle miłych słów :)
      Cieszę się, że sytuacja Ikara nieco intryguje i nie jest on bohaterem zaszufladkowanym do jednej kategorii, bo zależało mi na tym, by stworzyć postać skomplikowaną, niestandardową.
      Mogę tylko zdradzić, że Annabelle jeszcze się pojawi :)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :))

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już lubię tą dziewczynę.
      I Ikar chyba również.
      Zdumiało mnie jej zachowanie i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Lubię takie osoby jak ona - nie boi spojrzeć się Śmierci w oczy.
      Za to Ikar jednak nie jest zepsuty aż do koniuszków palców - ma w sobie coś dobrego, o czym świadczył jego ludzki odruch. Stłumił go, ale ten się pojawił, a to już coś znaczy. Tak jak stwierdziła Annabelle - jest nieszczęśliwy. Zniszczony przez własnego ojca. Jak na mój gust to i tak nieźle się trzyma.
      Mam nadzieję, że jeszcze się spotkają i już jestem ciekawa, jak to ich spotkanie będzie przebiegać.
      W opowiadaniu czuć tajemniczość z domieszką mroku, a to cudowne połączenie.
      Cóż, to już chyba wszystko.
      Lecę do trójki ;-D
      xxx

      Usuń
    2. Cieszę się, że postać Annabelle przypadła Ci do gustu.
      Ikar jest zdecydowanie skomplikowany i łączy w sobie cechy, które koniec końców tworzą mieszankę wybuchową. Nic więcej nie zdradzam! ;)
      Dziękuję Ci bardzo za to, że czytasz i komentujesz :))

      Usuń
  4. Przyznam, że gdybym był na miejscu tego mężczyzny, to też by mnie zaskoczyło zachowanie tej kobiety. Czyżby była amatorką psychologii? Pięknie go podeszła, nie okazała strachu. Może to wyniosła przez kontakt ze zwierzętami na wsi, przecież przy nich też nie wolno okazywać strachu. Szukam powodu jej zachowania. Być może kiedyś coś takiego już przeżyła.
    Dziwi mnie, że on pozwolił jej tak odejść, przecież mogła na górze mieć telefon, wezwać kogoś, policję na przykład.
    Faktycznie on jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Tylko przed czym ucieka? Bo nie wątpię, że ucieka. Przed przeszłością, czy przed tą niezwykłą kobietą? Może się bał, że może coś do niej... nie tyle poczuć, co ona może wywołać w nim ludzkie odruchy, choćby takie jak wyrzuty sumienia, bo już była temu bliska.

    Pozdrawiam:
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam całość dzisiejszej nocy, ale nie miałam możliwości komentować, bo na tel nie lubię, bo mi usuwa komentarze. Taki jest niedobry ten mój telefon.
    Nie wiem czy zwracałam już uwagę na tytuł "Zbrodnia I-Kara" - to genialna gra słów i jeśli nie napisałam tego wcześniej, to piszę teraz. Swoją drogą, to ciekawe czy czytałaś tę książkę, bo tam też był taki motyw wewnętrznych przeżyć i mowa o tym, że ukaranym się jest za zbrodnie jeszcze zanim zostanie się złapanym, bo żyje się w klatce wyrzutów własnego sumienia.
    Tutaj zachwyciła mnie bardzo postać kobiety, która nakryła Ikara na włamaniu. Zastanawiam się też dlaczego on się tak szwenda, bo to trochę wygląda tak jakby jego życie nie miało celu, jakby było ciągłą ucieczką przed samym sobą.
    Oczywiście piszę komentarz na zasadzie takiej, jakie miałam odczucia wcześniej, po przeczytaniu tego rozdziału, a nie jakie mam teraz po przeczytaniu całości, bo inaczej się patrzy na to dzieło jako na zamkniętą całość, niż na poszczególne rozdziały. O całości odniosę się pod ostatnim, jak się nie mylę jedenastym.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń