poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 5 - Kobieta w bieli

Mrok, z którego nie mogłem się wydostać prowadził mnie w najgłębsze zakamarki mojej duszy. Szedłem powoli, nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Czułem tylko narastający niepokój; coś mówiło mi, że idę w dobrym kierunku. Wiedziałem, że coś na mnie czeka. Miałem jednak wątpliwości. Próbowałem wytężyć wzrok, zmusić moje oczy do cięższej pracy, ale wszystko wydawało się bezużyteczne. Tkwiłem w nieprzeniknionej ciemności, która powoli stawała się częścią mnie. Pożerała moje ciało, a jej długie ręce obejmowały powoli mój umysł, moje zmysły. Dusiłem się. Każda próba złapania oddechu kończyła się fiaskiem. Umierałem, mimo to wciąż wyciągałem ręce po pomoc. Błagam, niech ktoś mnie stąd wyciągnie – powtarzałem w głowie, chcąc aby moje myśli stały się także moim krzykiem. Nie udało się. Byłem jak sparaliżowany, otaczał mnie mrok, który powoli wchłaniał mnie w swoją nicość. Śmierć była mi pisana, jednak ja chciałem żyć. Walczyłem. Albo tak mi się przynajmniej wydawało. Stan ten dręczył mnie tak długo, że sam nie potrafię już określić ile to trwało. Nie bałem się. Ja nie odczuwam strachu. Po prostu nie chciałem poddać się temu, czego sam nie potrafiłem kontrolować. Straciłem rachubę czasu, ale wciąż istniałem. Coś trzymało mnie przy życiu.
Dotyk. Ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął ku sobie, ale ja dalej nic nie widziałem ani nie słyszałem. Musiałem oddać się w zupełności zmysłowi dotyku, który był moim jedynym sprzymierzeńcem w walce ze światem zewnętrznym. Czułem jak unoszę się nad ziemią, a ktoś wciąż trzyma moją dłoń, nie puszcza jej. Podniosłem głowę do góry kiedy jasne promienie zaatakowały moje oczy. Bolało, gdy odzyskiwałem to, czego mnie pozbawiono. Jak mam przyzwyczaić się do ponownej jasności, jeśli głęboki mrok przeszywa moje wnętrze? Jestem zgubiony.
Coś ciągnie mnie ku górze, ku jasności. Coś innego trzyma mnie jednak w dole, nie mogę w pełni unieść się nad mrok. Patrzę tęsknie w kierunku światła. Widzę ją. Jest. Długie, jasne włosy falują w rytm poruszania się ciała. Kobieta. Nie widzę jej twarzy, chowa ją we włosach, ale wciąż trzyma moją dłoń. Nie chce puścić, chociaż walka z cieniem jest już chyba przegrana. Ona wciąż walczy. O mnie. Biała, nieskazitelna szata okrywa jej ciało. Anioł – przeszło mi przez myśl i nie myliłem się. Poczułem jak unoszę się w górę ku światłości. Chciałem tego najmocniej na świecie i stało się. Wynurzyłem się z mroku, łapiąc w płuca każdą drobinkę czystego powietrza. Ona wciąż trzymała moją rękę, lecz stała tyłem. Oddalała się powoli. Zacząłem ją gonić, nie mogłem jej stracić. Coś jednak nakazało mi się zatrzymać. Chciałem biec, dotrzeć do jasnowłosego anioła, ale nie mogłem. Ona też się zatrzymała. Wyciągnęła rękę w moja stronę i chciała bym podążał za nią. Odwróciłem się i spojrzałem w dół.
Mrok stawał się coraz większy i cięższy, zbliżał się do mnie. Nie potrafiłem mu się oprzeć. Anioł oddalał się, jednak wciąż miałem otwartą furtkę, by udać się za nim. Nie teraz — mówiłem do siebie – nie teraz. Spojrzałem tęsknie w stronę znikającej kobiety, aż straciłem ją z oczu. Byłem przygotowany na to, co miało nastąpić. Zanurzyłem się w mroku, a on ponownie zawładnął moim ciałem i przeszywał mój umysł na nowo. Już nikt nie mógł mnie uratować.

— Ikarze! – Rozległ się krzyk przerażonej kobiety. – Obudź się!
Marion stała nad łóżkiem, w którym leżał nieprzytomny mężczyzna. Był blady, a jego oddech ledwie dostrzegalny. Po chwili jego powieki zaczęły lekko drgać, a usta łapczywie chwytały powietrze.
— Marion – Ikar wyszeptał niewyraźnie. Miał problemy z mówieniem, głos mu się łamał, a myśli walczyły jak szalone.
— Co ci się stało? – zapytała z ulgą w głosie. Żył. Odzyskał już świadomość i podniósł się delikatnie na łóżku.
— Usłyszałam twój krzyk, a kiedy przybiegłam ty… ty… — rozpłakała się. — Myślałam, że nie żyjesz. Nie oddychałeś, nie mogłam cię dobudzić.
Mężczyzna usiadł na brzegu łóżka.
— Przepraszam – powiedział. – Nie chciałem cię przestraszyć, nie wiem co się stało.
— Ale to zrobiłeś! Nawet nie wiesz jak się bałam.
— Wiem Marion, wiem – odparł.
Sam chciał zrozumieć co się właśnie stało. Pamiętał tylko mrok, w którym się znajdował. Śnił. Uczucie niemocy wobec otaczającego go świata było niezwykle silne. Rozglądał się wokół siebie, ale nic się nie zmieniło. Pokój gościnny w domu Marion był taki sam, jak wieczorem, gdy kładł się spać. Co się więc stało? Co się zmieniło?
Spojrzał na kobietę, która wciąż się trzęsła. Wstała z łóżka, już nie płakała.
— A idź w cholerę, Ikarze! – krzyknęła w jego stronę, próbując opanować swoje emocje. Trzasnęła drzwiami, za którymi zniknęła dopiero co.
Został sam. Nagle wróciły wspomnienia minionego snu. Mrok i ciemność. Kobieta z blond włosami. Właśnie jej postać nie dawała Ikarowi spokoju. Kim była i czego od niego chciała? W jego głowie wciąż tkwił obraz tej nieziemskiej istoty – Anioła.

13 komentarzy:

  1. Wyjątkowo krótki ten rozdział;) Aż się zdziwiłam, gdy tak szybko dobiegłam do końca! Ale bardzo mi się podobał. Był taki inny... jakby nie związany z aktualnymi wydarzeniami i kompletnie od nich oderwany. A mimo to sądzę, że będzie miał duże znaczenie ze względu na tą kobietę-anioła, która pojawia się w śnie Ikara. Nie wierzę, że to zwykły sen, który nie będzie miał związku z kolejnymi wydarzeniami. Ciekawi mnie tylko, co to za kobieta i dlaczego pojawiła się w życiu chłopaka.
    Wcale nie dziwię się reakcji Marion! Musiała się nieźle wystraszyć, nie czując u Ikara pulsu. Na szczęście nie miałaś w zamiarze go uśmiercać;D

    Czekam na kolejny rozdział! ;) Mam nadzieję, że będzie dłuższy:D
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to najkrótszy rozdział jaki pojawia się w opowiadaniu, ale to było zamierzone. Zawarłam w nim wszystko co powinno się znaleźć i tak właśnie wyszło :))
      Miałam nadzieję, że będzie widać różnice pomiędzy właśnie tym (nazwijmy go roboczo "nieco uduchowionym") rozdziałem, a poprzednimi, które skupiały się na działaniu bohatera.
      Dziękuję pięknie i tak, następny jest już znacznej wielkości :))

      Usuń
  2. Gdybyś miała ochotę to u mnie nowości;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To taka różnica, gdy poprzedni rozdział jest łu-hu-hu długi, a ten taki krótki.
    Ciekawy pomysł ze zmianą narracji w śnie.
    Wybacz, ale nie chcę mi się pisać...
    To powiem tylko, że jest naprawdę dobrze i że ten Anioł to musiała być Annabell... Ikar wciąż nie może o niej zapomnieć. Kojarzy mu się z zupełnie innym życiem i łagodnością. No i git, musi ją znowu spotkać,)
    Pozdrawiam=D
    P.S. Kiedy kolejny rozdział?
    P.P.S. Mogę zaprosić do siebie?
    softlylikeadragonflyswings.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica w długości rozdziałów jest zamierzona, więc to nie wynika wcale z braku weny/chęci wstawienia czegoś na szybko. Zwłaszcza, że cały tekst mam już napisany i wymaga on jedynie skrupulatnych poprawek.
      Nie masz za co przepraszać, dziękuję bardzo za każdy Twój komentarz! :)
      Annabelle, może! :)
      Następny zapewne za chwilę, a kolejne dopiero po powrocie do działania, czyli koło lipca.
      Zaproszenie przyjęte, dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Ten Anioł to Annabelle, ciołku.
    Rozdział g e n i a l n y
    Totalnie tajemniczy, ale wiadomo, o co chodzi.
    Światło to Annabelle, ciągnąca go ku dobru - jasności. Mrok to jego życie. Ponownie się w niego rzucił, bo chce poznać swoją przeszłość.
    Zadziwiła mnie jednak dziwność reakcji Ikara. W sensie jego ciała. Skoro wyglądał jak umierający... Ehh... To nie wygląda dobrze :-/
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że jest nieco krótki w porównaniu do reszty, ale cieszę się, że jest okej. Dziękuję!

      Usuń
  5. Skomentuję tutaj, chociaż już 6-stkę zaczęłam czytać, bo potem pozapominam, co i jak. :)
    Zacznę od tego, że w sumie nie wiem, czemu się pojawiłam. Jakoś tak wpadł mi Twój blog w łapki, nawet nie wiem, czy z komentarzy u kogoś, czy z jakiegoś rejestru. ^^ W każdym razie jak zobaczyłam nazwę bloga, to od razu skojarzyło mi się ze "Zbrodnią i karą" Dostojewskiego, której i tak nie czytałam, ani nawet nie wiem, o czym to coś jest. Mimo tego postanowiłam zostać, bo wydawało mi się, że może to być coś ciekawego. Nie spodziewałam się jednak, że opowiadanie przybierze właśnie taką formę. Raczej wydawało mi się, że to będzie jednorazowa zbrodnia, którą Ikar popełni w afekcie. Okazało się jednak, że planujesz coś większego. Napiszę to tak. Jak przeczytałam bodajże prolog, w którym ojciec Ikara zmusił go do zabicia tej kobiety, trochę się zniesmaczyłam, a co za tym idzie - zostałam na dłużej. Bo zaciekawiło mnie to, że chłopiec miał aż tak słabą psychikę, by ulec ojcu, a jednocześnie tak mocną, by zabić. To się ze sobą gryzie, ale i jednocześnie jest nader interesujące.
    Chłopiec wydawał się tak niewinny, a okazało się, że Natan zdołał zrobić z niego maszynę do zabijania. Tutaj mamy przykład na to, jak słowa rodziców i ogólnie dorosłych, potrafią ukształtować psychikę dziecka i jak potrafią ją zepsuć. W tym opowiadaniu podoba mi się też właśnie to, że ono jest w pewnym sensie również psychologiczne. :D
    Zaskoczyło mnie jednak, że po kilku latach zachowanie jakieś dziewczyny potrafiło przekonać Ikara do tego, by jej nie zabijał. No, nie wierzę, że w ogóle jakakolwiek kobieta byłaby w stanie się zachować tak, jak ona. Chyba, że byłaby chora psychicznie - wtedy ta odwaga byłaby wytłumaczona. Tak, to nie ogarniam tego i raczej nie ogarnę. Zbyt mi to nie pasowało.
    Za to Romero lubię, chociaż nie wiem dlaczego. Mam nadzieję, że to zlecenie na Starka jest naprawdę jedynie z jego inicjatywy, a nie od Natana, bo jeśli nie, to się wkurzę. I Marion... To taka super kobieta, prawa ręka, która zawsze pomoże i nawet w razie czego uratuje. Ikar ma dobrze z nią. I też kobieta umie sprawić chociaż trochę, że Ikar odczuwa jakieś uczucia. Więc jest ona jak najbardziej pozytywną osobą. :)

    pozdrawiam serdecznie i do następnego spisania!
    https://kroniki-blekitnego-smoka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za przeczytanie i niezwykle obszerny komentarz ;)

      Usuń
  6. Bardzo krótki rozdział i bardzo mnie zaskoczyło, gdy zaczęłaś pisać z perspektywy Ikara, w taki sposób, że to on stał się narratorem. Nie ukrywam, że było to bardzo miłe zaskoczenie. Wiem, że niewiele osób lubi takie poczynania i uważa zmianę perspektywy za brak konsekwencji, wiem o tym, bo sam coś takiego zastosowałem i właśnie takie, nie do końca pochlebne opinię się na ten temat zebrały. Ja tam uważam, że czasami skakanie po perspektywach jest konieczne, a nawet skakanie po czasie bywa potrzebne w niektórych przypadkach. Fajnie, że mogłem choć przez chwilę poczuć się Ikarem i zobaczyć świat, albo raczej senny koszmar jego oczyma.

    Nie mam pewności, czy dziś uda mi się przeczytać całość, a szkoda, bo takie miałem plany na dziś. Jednak myślę, że spokojnie jeszcze choć jeden, a być może dwa rozdziały uda mi się doczytać. Szkoda tylko, że potem będzie mnie zżerała od środka ciekawość co będzie dalej.

    Pozdrawiam:
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że odpowiem pod tym komentarzem razem na wszystkie poprzednie, żebyś nie musiał wracać do poprzednich i niepotrzebnie się męczyć.
      Jestem bardzo, naprawdę bardzo wdzięczna za to, że zdecydowałeś się przeczytać Ikara, i bardzo za to dziękuję, zwłaszcza, że masz wiele ważniejszych rzeczy na głowie. Dziękuję!
      Co do uwagi odnośnie opisów bohaterów, zgadzam się zdecydowanie, nie są one tu wystarczające, często ich po prostu brakuje, a wynika to z faktu, że jest to pierwsze opowiadanie jakie kiedykolwiek napisałam i ma wiele wad - w kolejnych staram się nie popełniać tych błędów i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
      Cieszę się, że znalazły się tu elementy, które zasłużyły na uwagę, a co więcej, wywarły wrażenie pozytywne, to naprawdę niesamowite dla mnie.
      Co do samej osoby Ikara, sprawa jest zdecydowanie skomplikowana, z jednej strony można mu współczuć, bo przecież nie na własne życzenie stał się tym kim jest, nie miał na to większego wpływu, więc jak go za to karać; ale z drugiej strony, zgadzam się z Tobą, nie ma pewności, czy taką osobę da się jeszcze w jakiś sposób zawrócić na drogę teoretycznego dobra, czyli wpleść z powrotem w normalne funkcjonowanie społeczeństwa, bo dla Ikara normalność ma zupełnie inną definicję niż dla większości społeczeństwa. Ale tak właśnie został wychowany, a czy da się na nowo wychować dorosłego mężczyznę i wyprzeć z niego takie, a nie inne przekonania? Nie wiem, czy jestem już teraz w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
      Odnośnie tego rozdziału - taka zmiana narracji jeszcze się pojawi, nie jest ona bez znaczenia. Nie sugerowałabym się niepochlebnymi opiniami innych; jeśli zmianę narracji zastosowałeś zamierzenie, było to dobrze przemyślanie - tak właśnie powinno być, bo to Ty jesteś autorem i to Twoja wizja; a tak długo, jak wizja autora nie ociera się o powszechnie zdefiniowany błąd, jest poprawna (chociaż ten fakt we współczesnej literaturze także się zaciera - dzisiaj wpadła w moje ręce książka, w której zdania rozpoczynane były małą literą, każde pojedyncze zdanie - i znalazłam ją w księgarni).
      Dziękuję Ci pięknie za wszystko i kłaniam się nisko w podziękowaniu, jest mi niesamowicie miło! ;)

      Usuń
    2. Ja tam gdzie komentuję, to zaznaczam funkcję powiadamiania o odpowiedziach o ile jest taka możliwość, więc twoje odpowiedzi przychodziłyby mi na maila, więc nie męczyłbym się z wracaniem xD
      Nie sądziłem w ogóle, że odpowiesz. Oczywiście mam zamiar powrócić do Ikara w najbliższym czasie, być może jeszcze dziś w nocy, albo jutro wieczorem i go dokończyć, bo jednak mimo tych nieścisłości, niedociągnięć i drobnych błędów, to dał radę zaintrygować na tyle, że pragnę do niego powrócić.
      Poleciłem Ikara też kilku innym osobom, bo myślę, że polecenia był wart, bardzo wart.

      Usuń
  7. Cieszę się, że był fragment pisany z perspektywy Ikara, jak wiem już teraz - pierwszy, ale nie ostatni raz. To pomogło trochę wniknąć w jego psychikę. Odnoszę wrażenie, że jemu już się wszystko miesza, on już chyba nawet nie pamięta dobrze dziewczyny, której samochód ukradł. Działa trochę tak jakby był na jakiś prochach. Gdy czytałam ten rozdział to zastanawiałam się co się stało z matką Ikara, czy on ją zabił, czy ojciec, czy odeszła i zostawiła tych dwoje samych. Pamiętam, że Ikar matkę kochał, że stawał w jej obronie, skupiał gniew ojca na sobie, by matce się nie obrywało. Czyli miał jakieś namiastki empatii i może da się w nim je jeszcze wykrzesać.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń