czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 3 - Droga

Skradziony samochód sprawował się całkiem dobrze. Mężczyzna zbliżał się powoli w stronę miasta, od którego oddalony był dom nieznajomej blondynki. Myślami powracał jednak do obrazu kobiety wyglądającej go z okna.
Nie mógł o niej zapomnieć. O jej włosach, oczach, a nawet o trochę pretensjonalnym głosie. Nigdy wcześniej nie naraził się na takie niebezpieczeństwo, jak w tym domu. Kiedy ktoś stawał mu na drodze, ginął. Z nią stało się jednak inaczej. Ocalała. I właśnie to tak intrygowało Ikara. Co skłoniło go do darowania jej życia? Czy możliwa była jego wewnętrzna przemiana? Pojawiły się jakieś wątpliwości? Czyżby tracił siłę, którą wypracował przez te wszystkie lata zabijania i gardzenia innymi ludźmi? Pytania krążyły w jego głowie przez całą drogę. Nim się zorientował, znalazł się w samym centrum miasteczka.
Była noc, więc ruch nie był duży, zaledwie kilka samochodów podążało tą samą drogą, co on. Nie czuł się jednak bezpiecznie, miał wrażenie, że jest ciągle obserwowany. Podejrzewał o to każdą osobę, która zdecydowała się opuścić swój dom o tak późnej porze.
Grupka nastolatków wracających zapewne z nocnej imprezy niszczyła właśnie świeżo pomalowane ławki w parku. Hałasowali tak głośno, że w kilku oknach zapaliło się światło i pojawiły się w nich rozbudzone postacie. Ikar jak najszybciej opuścił ten teren. Chciał mieć pewność, że nikt go nie zauważy. Całe jego życie to trwanie w ciągłej niepewności, napięciu, braku zaufania do innych. Zawsze radził sobie sam. I teraz też musiał to zrobić.
Mimo braku widocznego zagrożenia, pozostawał czujny. Obserwował uważnie otaczające go miejsce, każdy szczegół mógł mieć znaczenie. Nic się jednak nie wydarzyło. Zdecydował się na nocleg w miasteczku, nie spał już kilka nocy. Musiał być wypoczęty, aby móc dbać o swoje bezpieczeństwo.
Mężczyzna oddalił się od samego centrum i zjechał w najciemniejszą uliczkę, w której widniało ogłoszenie o wynajmie tanich pokoi. Zostawił samochód na parkingu, na którym znajdowało się już parę aut. Wszedł do budynku, gdzie wisiał napis ‘Motel’. Wnętrze było dość obskurne, odrapane ściany wskazywały na to, że właściciele nie przywiązywali wagi do warunków, w których żyją ich goście. Pod ścianą znajdował się stolik prawdopodobnie służący za miejsce rejestracji. Podszedł więc bliżej i natychmiast z drzwi obok wyłoniła się starsza pani.
— Czym mogę służyć? – zapytała.
— Pokój na jedną noc. Dla mnie – odparł Ikar.
Od początku przyglądała mu się uważnie, co bardzo go irytowało. Po chwili schyliła się i otworzyła szafkę pod stołem, z której wyciągnęła zniszczony już zeszyt i otworzyła go. Poszukała niezapisanej jeszcze strony, a gdy w końcu taką znalazła, zapisała coś, czego Ikar nie mógł odczytać, mimo iż bardzo się starał. Nie znosił, gdy wokół niego działy się rzeczy, których sam nie mógł kontrolować.
— Należy się dwadzieścia pięć dolarów – powiedziała kobieta po chwili. Wręczył jej odpowiednią sumę bez słowa, a w zamian otrzymał od niej klucz, który ściągnęła z jednego z haczyków wiszących na ścianie.
— Proszę iść za mną, zaprowadzę pana do pokoju.
Ruszyła w stronę schodów, nie patrząc na to, czy mężczyzna za nią podąża. Musiała wyczuć jego niechęć do innych ludzi, gdyż nie odezwała się do niego ani słowem przez całą drogę.
Szedł za nią dobre kilka minut, bo schody ciągnęły się dość długo, a jego pokój musiał znajdować się na najwyższym piętrze. Ściany w kolorze czerwieni były brudne, w niektórych miejscach schodziła już farba. Gdzieniegdzie znajdowały się małe, zakurzone lampki, dzięki którym można było poruszać się tu w miarę bezpiecznie. Ikar rozglądał się dookoła. Zauważył liczne pajęczyny zwisające z sufitu, na których znajdowały się małe, białe kokony. Były to ofiary nielegalnych lokatorów tego motelu. Nikt ich jednak do tej pory stąd nie usunął i sądząc po całym wnętrzu, nieprędko to nastanie.
Kobieta szła szybkim krokiem, co jakiś czas utykała jednak na prawą nogę. Ikar nie dotrzymywał jej kroku, wolał zostać za nią i obserwować każdy jej ruch. W końcu zatrzymała się przy ostatnich drzwiach w tym korytarzu.
— To pański pokój. Gdyby miał pan jakiś problem proszę zejść do recepcji. Jesteśmy do pańskiej dyspozycji. Życzę miłej nocy.
Nie odpowiedział, skinął jedynie głową i otworzył drzwi. Wszedł, nie czekając na odejście właścicielki. Zamknął się na klucz i rozglądnął po pokoju. Nie były to żadne luksusy, ale on przyzwyczaił się już do przebywania w gorszych warunkach. Pieniędzy mu nie brakowało, lecz musiał ukrywać się w różnych miejscach. Nie mógł więc wybrzydzać na to, co mu zaoferowano w tym miejscu. Łóżko, którego tak pragnął znajdowało się przy ścianie. Obok stała mała szafka i stary telewizor. Wątpił, czy ten sprzęt jeszcze działał. Zapalił lampkę nocną, nie chciał ryzykować oświecenia całego wnętrza i jego cień pojawił się na białej ścianie.
Pomyślał o kąpieli i natychmiast otworzył szare drzwi znajdujące się po jego prawej stronie. Łazienka była malutka. Cudem wciśnięto to zarówno umywalkę i toaletę, jak i prysznic. Przy samej podłodze odleciało już kilka płytek o niebieskiej barwie zdobionych niesamowicie brzydkimi kwiatami. Musiał to być wybór kobiety, która go obsługiwała. Na niewielkiej półeczce obok umywalki znalazł jednak kilka świeżo wypranych ręczników, których zapach wypełniał teraz cały pokój. Był wdzięczny losowi, że akurat tej nocy trafił na takie warunki. Nie ociągał się już ani chwili, sięgnął do swojej torby i wyciągnął z niej ubranie. Niedługo potem brał już kojący prysznic, którego tak mu brakowało.
Wychodząc z łazienki, sprawdził jeszcze czy na pewno zamknął drzwi. Zbliżył się potem do okna i chwilę obserwował okolicę. Nic się nie działo, ani jednak osoba nie stała na zewnątrz. Tylko księżyc świecił na tyle mocno, że jego blask raził Ikara. Zasłonił więc ciężkie firany i położył się na łóżku. Zgasił lampkę, a pokój ogarnął całkowity mrok.
Mężczyzna zamknął oczy i próbował zasnąć, ale ciągle miał przeczucie, że coś jest nie tak. Nie mógł się uspokoić i nerwowo przewracał się z boku na bok. Coś musiał przeoczyć, czegoś nie zauważył, jakaś rzecz umknęła jego uwadze. Nie wiedział niestety, co to mogło być. Marzył o tym, by choć raz zasnąć ze spokojną głową. Nie była to jednak ta noc. Mężczyzna popatrzył na zegar ustawiony pod starym telewizorem. Była pierwsza w nocy. Niedługo będzie musiał wstać, a sen wcale nie przychodził.
Przyglądał się więc niewyraźnym kształtom, które teraz zdobiły pokój. Sufit był tak samo odrapany jak reszta ścian, na jednej z nich wisiał jakiś obraz. Miał on chyba zdobić dość ubogie wnętrze. Podłogę dawno już nie pastowaną pokrywała gruba warstwa kurzu, którą przykryto wytartym dywanem. Nie to jednak stanowiło dla Ikara problem. Po chwili spoglądania na ciemne wnętrze zauważył coś w rogu ściany naprzeciwko. Coś małego, ledwie dostrzegalnego z tej odległości. Wstał więc cicho, bo podłoga nie dość, że była brudna, to jeszcze głośno skrzypiała i podszedł w odpowiednie miejsce. Próbował dostać ręką to, co wisiało na ścianie, ale był zbyt niski.
Podsunął więc jedyny taboret w pomieszczeniu, stanął na nim, a ów przedmiot znalazł się na wysokości jego głowy. Kamera – przeszło mu przez myśl. Nie mylił się. Był obserwowany. Zasłonił ją dłonią, tak by nic więcej nie nagrała i dostawszy ręką najbliższą szmatę, zakrył ją w całości. Wiedział, że musi uciekać. Zeskoczył z krzesła i rzucił się do swojej torby. Najszybciej jak umiał zmienił ubranie i spakował swoje rzeczy. Po chwili ruszył w stronę drzwi, lecz kiedy chciał dotknąć klamki, one same się otworzyły. A raczej zrobił to ktoś z zewnątrz. Ikar nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo drzwi otworzyły się na całą szerokość i pojawił się w nich wysoki, muskularny mężczyzna.
— Romero? – powiedział Ikar, nie wierząc własnym oczom. – Co ty tu robisz?
Włamywacz uśmiechnął się na jego widok i zamknął za sobą.
— Zaskoczony moim widokiem? – zapytał i równocześnie usiadł na rozścielonym łóżku. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął papierosa i zapalniczkę. Zapalił go. – Może to i dobrze.
Ikar wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. A więc to on go śledził. Jego przyjaciel, a przynajmniej kiedyś za takiego go uważał.
— Siadaj Ikarze i nie gap się tak na mnie. To wnerwiające – rzekł spokojnie przybysz. – Widzę, że nie jesteś zbyt szczęśliwy, ale mało mnie to obchodzi. No siadaj wreszcie!
Ikar posłusznie wykonał polecenie. Przecież włożył tyle pracy w to, by nie zostać odnalezionym przez nikogo ze swojej przeszłości. Uciekał już tyle miesięcy, aż nagle widzi jego. Romero. Pamiętał jak dawniej ubijali niezłe interesy, bogacili się wspólnie, a raczej dokładali do konta jego ojca. Nie miało to wtedy żadnego znaczenia, działali razem i to było najważniejsze. Aż do czasu, gdy Ikar dowiedział się, że Romero tak naprawdę na boku spiskuje z jego ojcem. Nienawidził Natana Clarka całym swoim sercem, a przynajmniej tym, co z niego zostało. Nie miał jednak wyboru, przez całe swoje życie działał tak, jak on mu nakazywał. Nie umiał znaleźć własnej drogi. Romero był mu wtedy szczególnie bliski. Ikar myślał, że mają wspólnego wroga, dla którego pracują, ale szczerze go nienawidzą. Mylił się jednak. Jego najlepszy przyjaciel zdradził go dla jego największego przeciwnika. Nie potrafił mu tego wybaczyć. Wpatrywał się teraz w mężczyznę bez słowa.
— Pewnie zastanawiasz się co tu robię, hę? – zapytał przybysz, rozglądając się ciekawsko po pokoju. – Nie martw się, zaraz wszystko stanie się dla ciebie jasne.
Puścił mu oko i skupił się na swoim papierosie, z którego popiół celowo został przez niego strzepany na podłogę i rozdeptany.
— Jak długo mnie śledzisz? – zwrócił się Ikar do mężczyzny.
— Śledzę? – Prychnął tamten. – Nie pochlebiaj sobie, mam ważniejsze sprawy na głowie niż twoja osoba. To nie ja za tobą podążałem. – Następna kupka popiołu znalazła się na posadzce. – Robiła to Brown.
— Brown? – Głos Ikara dalej był niepewny. Nie miał pojęcia kim była ta osoba, jednak kojarzył skądś to nazwisko. Jego pamięć szwankowała ostatnio, dlatego miał problemy z przytaczaniem wydarzeń z przeszłości. Działo się tak za każdym razem, gdy próbował sięgnąć pamięcią wstecz. Przychodziło mu to z trudem, a czasem w jego głowie pozostawała jedynie biała plama. Czuł się jakby ktoś wykasował historię jego życia z własnego umysłu.
— Ikarze, co się z tobą dzieje? – Roześmiał się Romero. – Swego czasu byłeś najlepszy we wszystkim, żadne szczegóły nie miały prawa ci umknąć. Byłeś geniuszem w swoim fachu. A teraz? Aż żal na ciebie patrzeć.
Po chwili milczenia odezwał się ponownie.
— Brown to ta wariatka prowadząca motel, w którym właśnie się zatrzymałeś. To ona informuje mnie o wszystkim co dzieje się w mieście. Dziś dostałem niezwykle ciekawą informację na temat bardzo małomównego mężczyzny, który zatrzymał się tutaj. Przyjechał skradzionym samochodem od strony całkowitego pustkowia i czym prędzej oddalił się od centrum tego dennego miasteczka. Jak myślisz kim mogła być ta osoba? I dlaczego zamiast jakiegoś bezpiecznego miejsca wybrała najciemniejszą uliczkę z noclegami?
Z twarzy przybysza nie znikał drwiący uśmiech, który wyraźnie irytował Ikara. Czy było to możliwe, że popełnił tyle błędów? A przecież zawsze dbał o najdrobniejsze szczegóły, zacierał najmniejsze ślady.
— Nie dołuj się, przyjacielu, każdy wpadłyby w takiej sytuacji. Ta stara ma w mieście swoich ludzi, którzy non stop obserwują w nim każdy ruch, nie mogłeś przejechać niezauważenie.
— Cały czas byłem obserwowany?
Romero skinął głową.
— Tak, każdy twój ruch mamy nagrany odkąd uciekłeś od nas pół roku temu. I tak podziękuj nam, że daliśmy ci tyle czasu. Ale teraz zabawa się skończyła, jesteś mi potrzebny, więc nie utrudniaj mi już życia swoimi wybrykami. Mam dla ciebie robotę.
Ikar popatrzył na niego ze zdziwieniem. Już dawno przestał służyć sprawie ojca, więc dlaczego miałby słuchać Romero? Jego myśli krążyły jednak wokół tego, co powiedział mężczyzna – cały czas był obserwowany. Jego dotychczasowe życie to jedna wielka farsa, na którą nie miał wpływu. Wszystko zostało z góry zaplanowane, zainscenizowane.
— Już z tym skończyłem. Nie będę dalej pracował dla Natana Clarka – odpowiedział Ikar, nerwowo pocierając o siebie obydwie dłonie.
— Ikarze, mój drogi. – Zbliżył się do swojego rozmówcy Romero i popatrzył mu prosto w oczy. – Przestań już wracać do sprawy swojego ojca. Ten człowiek jest skończony, nie ma dla niego przyszłości. Więc zapomnij o nim na chwilę i uspokój się. Ja cię potrzebuję, a raczej twoich usług. Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli.
— Domyślam się, ale…
— Nie ma żadnego ale. Skoro się rozumiemy, musimy dobić targu. Jak drogo się cenisz obecnie?
Romero sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i zaczął czegoś szukać. Po chwili wyciągnął z niej zwitek pieniędzy.
— Dziesięć tysięcy dolarów – powiedział i pokazał mu pieniądze, by nie było wątpliwości, że jego propozycja jest prawdziwa. – Pierwsza rata. Resztę dostaniesz po wykonaniu zadania.
Ikar spojrzał na pieniądze, które mężczyzna wyciągnął w jego kierunku. Nie wziął ich jednak.
— Za mało? – zapytał Romero. Sięgnął za pazuchę jeszcze raz i pojawił się kolejny rulonik banknotów. – Dwadzieścia tysięcy dziś, po robocie trzy razy tyle. Nie daj się prosić, wiem, że pieniądze są ci potrzebne.
Ikar pokręcił głową. Nie zamierzał znowu stawać się maszyną do wynajęcia. Od lat traktowany był jak śmieć, dlatego zdecydował się uciec od swojego życia, ukryć się. Jak widać nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale dalej miał prawo do podejmowania własnym decyzji.
— Cholera, Ikarze. Co w ciebie wstąpiło? – zdenerwował się przybysz, bo zachowanie przyjaciela zaczęło go co najmniej irytować. – Chcesz jeszcze więcej?
— Nie. Nie biorę żadnych pieniędzy, bo nie zamierzam dla ciebie pracować. Możesz już spadać.
— No, nie bądź niegrzeczny. Jestem twoim gościem, nie tak powinieneś mnie traktować. – Wstał z łóżka i zaczął przechadzać się po pokoju. – Skoro nie chcesz pieniędzy, to czego żądasz?
— Nie rozumiesz? – zapytał Ikar. – Ja dla ciebie nie pracuję. Nic od ciebie nie chcę.
— Nie żartuj. Taka okazja może ci się szybko nie trafić. Dostaniesz czego tylko chcesz, rozumiesz? – Podszedł do Ikara i nachylił się nad nim tak, że tylko ten mógł usłyszeć jego słowa. – Wszystko, żądaj czegokolwiek, ale nie daj się dłużej prosić. Możesz dostać wszystko.
Romero postawił nacisk na ostatnie słowo tak, że jeszcze przez kilka dobrych sekund przeszywało ono umysł Ikara. Wszystko. Może dostać czego tylko zapragnie. Jednak w tym momencie chciał tylko jednego, wolności. A tego Romero nie mógł mu ofiarować.
— Dobrze – odpowiedział Ikar po chwili. – Pod warunkiem, że dostanę dokładnie to, co zaproponuję.
— Brawo! – wykrzyknął mężczyzna — Mądra decyzja przyjacielu. Więc jaka jest twoja oferta?
— Chcę dowiedzieć się wszystkiego o mojej przeszłości. Wszystkiego. Masz wyjawić mi dlaczego jedyne co pamiętam to nasza znajomość i praca dla mojego ojca. Co działo się wcześniej w moim dzieciństwie, młodości? Dlaczego nic z tego nie pamiętam?
Romero przypatrywał się mu uważnie. Czyżby zbladł delikatnie? Czegoś takiego się nie spodziewał, żądania Ikara miały przecież opierać się na wartościach materialnych. To wykraczało już ponad jego kompetencje.
— Ode mnie niczego się nie dowiesz, bo nie znam odpowiedzi na twoje pytania – odparł po chwili Romero. – Ale znam osobę, która może dokładnie przybliżyć ci te wydarzenia.
— Jaką mam pewność, że dotrzymasz słowa?
— Żadną. Ale dobrze wiesz, że za wykonaną pracę zawsze jest zapłata. Ze względu na starą znajomość nie powinieneś mieć wątpliwości.
Ikar podniósł się i stanął oko w oko z przyjacielem. Był bardziej pewny siebie, teraz sam stawiał warunki współpracy. A przynajmniej tak mu się wydawało.
— Ja jednak je mam. Ale myślę, że pieniądze mogą załatwić sprawę tak, bym miał pewność co do współpracy z tobą.
— Żartujesz sobie! – wykrzyknął Romero.
— A wyglądam jakbym żartował? – odparł poważnie Ikar i spojrzał na niego wymownie. – Pieniądze albo wycofuję się z naszej umowy. I nie zapominaj o pierwszym warunku: mam dostać wszystkie informacje na temat mojego życia. Wszystkie.
Romero wyglądał na zdezorientowanego. Nie tak miało się to potoczyć. Wyciągnął jednak zwitek banknotów w stronę mężczyzny, który natychmiast je wziął.
— Zadowolony? – szepnął.
Ikar spojrzał na to, co trzymał w ręku i natychmiast schował do kieszeni. Przydadzą mu się, tego był pewien. Skinął głową.
— Bardzo. Więc o jakiej robocie mówiłeś?
Romero sięgnął tym razem do zewnętrznej kieszeni swojej kurtki i wyciągnął z niej mały kartonik, który podał Ikarowi. Ten odwrócił go i ujrzał zdjęcie starszego mężczyzny w garniturze.
— Kim jest? Ile ma lat? – zapytał po chwili.
— Amadeus Stark. Siedemdziesiąt dwa. Polityk, należy do jednej z wiodących partii w New Island. Ma ogromny wpływ na życie całego miasta, co niezwykle utrudnia nam funkcjonowanie w nim. Dlatego potrzebujemy ciebie. Możesz się nim zająć?
Ikar zamyślił się na chwilę, musiał rozważyć wszystkie okoliczności, które będą towarzyszyły wykonywaniu tego zadania. Zazwyczaj politycy w New Island są bardzo dobrze chronieni, nikt nie ma prawa się do nich zbliżyć. Nie raz wykonywał podobne zadania kiedy pracował jeszcze dla ojca. Teraz jednak mógł wyjść już z wprawy, o czym świadczył chociażby incydent w domu jasnowłosej Annabelle. Znowu wrócił myślami do tego zdarzenia. Nie trwało to jednak długo, Romero oczekiwał potwierdzenia umowy w tej chwili.
— Wszystkie moje warunki zostaną spełnione? – upewniał się Ikar.
— Wszystkie – zadeklarował mężczyzna.
— Zgadzam się – przystał na przedstawioną propozycję Ikar. – Gdzie mogę go znaleźć?
— Za dwa dni w New Island Grand Hotel odbywa się zjazd najważniejszych polityków w kraju, będzie tam również obecny Stark. To chyba najlepsza okazja. Jeśli wymyślisz coś lepszego rób jak uważasz. On ma być zlikwidowany, masz trzy dni. Później znajdę cię i omówimy szczegóły dalszej współpracy.
— Chcę tylko zapłaty za to jedno zadanie. Nie ma mowy o dalszej współpracy — odparł.
— O tym się jeszcze przekonamy. Żegnaj, Ikarze. — Romero skierował się już w stronę drzwi i miał opuścić pomieszczenie, ale nagle zmienił zdanie. Odwrócił się i ruszył w kierunku ściany, na której zamontowana była kamera. Chwycił ręką urządzenie razem ze znajdującą się na nim szmatą i pociągnął. W ścianie pozostało tylko lekkie, niewidoczne wgłębienie, a kamera znajdowała się już w dłoni Romero. — Zasługujesz na odrobinę spokojnego snu – rzekł do przyjaciela na pożegnanie. Schował zawiniątko do kieszeni i opuścił pomieszczenie, zostawiając Ikara samego z własnymi myślami.

12 komentarzy:

  1. Pierwsza? Na to by wyglądało;)
    A więc, cześć! Wpadłam tu poprzez Twój komentarz na jakimś tam blogu i postanowiłam przeczytać Twoje opowiadanie, bo zaintrygował mnie tytuł. Sądziłam, że będzie to coś w stylu kontynuacji mitologii albo jej własna wersja, bo imię Ikar kojarzy mi się tylko z tym:D A tu widzę, że kompletnie się pomyliłam. Ale to wcale nie oznacza, że jestem niezadowolona, a wręcz przeciwnie - spodobało mi się!
    Postać Ikara na razie jest dla mnie zagadką, bo trzy rozdziały to tak naprawdę niewiele by kogoś poznać i zrozumieć. Wydawał się doskonale przygotowany do tego, co robi, miałam wrażenie, że rzeczywiście patrzy dokładnie na każdy swój krok i pozostaje nie zauważony. Twoje opisy brzmiały bardzo przekonująco, a okazało się, że byłam w błędzie tak samo jak on. Zaskoczyło mnie, że w takim obskurnym, brudnym hoteliku znajdowała się kamera! W sumie musiała się wyróżniać na tle tej biedoty;D W każdym razie zaintrygowała mnie postać Romera. Mężczyzna wydaje się być o wiele bardziej bezwzględny niż Ikar, mimo że to ten drugi jest mordercą. Mam wrażenie, że Romero w pewien sposób wybił się na zdradzie przyjaciela. Chyba tak, skoro Ikar opada z sił, a tamten ma się świetnie i jeszcze wydaje polecenia!
    Tak więc reasumując: spodobało mi się Twoje opowiadanie ;) Bardzo przyjemnie się je czyta, a Twój lekki styl pisania i doskonały dobór słów sprawia, że mam ochotę na więcej. No i fabuła nie jest jakaś oklepana, a to dodatkowy plus.
    Więc życzę Ci bardzo dużo weny i chęci do pisania kolejnej świetnej notki! ;)

    Pozdrawiam! ;*
    Spamu nie masz, więc nie zostawiam. Ale gdybyś miała ochotę zajrzeć do mnie to zapraszam: sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, dziękuję pięknie za komentarz. Nawet nie wiesz jak podnoszą mnie one na duchu, że moje pisanie wcale nie idzie na marne :)
      Mogę śmiało powiedzieć, że Ikar sam dla siebie jest także zagadką, ale to dlatego, że lubię tworzyć takie skomplikowane postacie. Są dla mnie znacznie ciekawsze niż ludzie kreowani na nieistniejące przecież na świecie ideały. A jego historia jest nieco przygnębiająca, przynajmniej dla mnie, a pomysł zrodził się po przeczytaniu powieści Dostojewskiego 'Zbrodnia i kara'. Wiem, że moje opowiadanie nie ma nawet prawa stać na półce obok tego wspaniałego dzieła, ale mam nadzieję, że nikt nie weźmie tego za obrazę tego wybitnego pisarza.
      Jeszcze raz dziękuję bardzo za komentarz i za to, że czytasz. Dziękuję! :)

      Usuń
    2. Jako jedyna z mojego roku w liceum przeczytałam "Zbrodnię i karę". Uwielbiałam tę książkę! Tyle opisów uczuć, tyle rozterek wewnętrznych bohatera... cudo! Także przybijam z Tobą piątkę ;)

      Usuń
    3. O, miło słyszeć, że ktoś także się nią zachwyca! Rzadko spotykam ludzi, którzy przez nią przebrnęli :D Piąteczka!

      Usuń
  2. Ikar jest świetnie stworzoną postacią, która niezwykle intryguje. Czyżby twardy zabójca miał skrupuły? Przecież był uczony zabijać wszystko, nawet własne uczucia. Brakowało mi ostatnio takiego opowiadania, w którym ciemne sprawki są ciemniejsze niż czerń. Masz doskonały styl, a założenie tego bloga było świetną decyzją. :) Te wszystkie układy i zależności w przestępczym świecie...Masz moje serce. <3 Uwielbiam to opowiadanie.

    Pozdrawiam i życzę dużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, bardzo mi miło, że udało mi się stworzyć intrygującą postać wywołującą różne emocje u czytelnika. Dziękuję bardzo za Twoją opinię, jest dla mnie niezwykle ważna i cieszę się, że podoba Ci się moja historia. Obym nie zawiodła dalszym ciągiem!
      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Okej, wreszcie udało mi się przeczytać i za chwilę uda mi się skomentować.
    Jak pisała poprzedniczka, Ikar to skomplikowana postać. Nie jest to jednak zimny morderca bez skrupułów. Wręcz przeciwnie! To zagubiony człowiek, który nie potrafi uwolnić się od przeszłości, której z jakiegoś tajemniczego powodu nie pamięta...O co chodzi?! Czemu on nie pamiętadzieciństwa?!
    Mroczne tło tej historii nadaje jej taki specyficzny, mocno kryminalny lub gangsterski posmak.
    Cóż, ten blog jest ciekawym doświadczeniem, co wynika z tego,że zwykle blogi mają trochę inną tematykę. Nawet jeśli poruszają głębsze tematy, to jednak ja osobiście czytałam chyba tylko jeden blog typowo kryminalny. Ale chyba...
    Podsumowując, piszesz dobrze, przykładasz się do opowiadania, jest bardzo fajnie.
    Pozdrawiam = ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, zdecydowanie skomplikowana, bo życie go nie oszczędzało. A odpowiedź na Twoje pytanie? Już całkiem niedługo :)
      Cieszę się, że jest tutaj coś wyróżniającego się, bo z doświadczenia wiem, że większość blogów ociera się o fanfiki itd.
      Dziękuję pięknie za opinię! :)

      Usuń
  4. Akcja się rozkręca - podoba mi się to :-D
    A więc jednak nie był wystarczająco ostrożny.
    Stara babcia, a tyle potrafi. Najwyraźniej nie należy oceniać po pozorach ;-D
    Romero - przyjaciel-zdrajca. Takich nikt nigdy nie lubi.
    Jednak na usta ciśnie mi się bardzo ważne pytanie - dlaczego Ikar nic nie pamięta? Uciekło mu całe dzieciństwo, a nawet trochę więcej? Rany, masakra. A tą osobą, która może mu udzielić informacji będzie kto? Tatuś?
    Coraz bardziej intryguje mnie ta historia
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie należy być ostrożnym w każdej sytuacji - nigdy nie wiadomo, czym taka niepozorna staruszka może nas zaskoczyć :)
      Myślę, że wszystkie odpowiedzi na Twoje pytania znajdą się w następnych rozdziałach, na które zapraszam i mam nadzieję, że spełnią Twoje oczekiwania :)
      Dziękuję!

      Usuń
  5. Na wstępie mojego komentarza, trochę zamarudzę. Brakuje mi opisów; mimiki twarzy, ubioru, jednym słowem opisów bohaterów. bo z pomieszczeniami i psychiką radzisz sobie świetnie.
    Najbardziej muszę cię pochwalić za obraz Ikara, obraz jego psychiki, charakteru, uczuć, emocji, zachowań. To jest po prostu idealny profil psychologiczny seryjnego mordercy.
    Twoje opowiadanie jest zupełnie inne od wszystkich jakie czytałem, pewnie dlatego do niego wróciłem, żałuję tylko, ze tak długo z tym powrotem zwlekałem, ale to nie do końca było z mojej winy, po prostu praca i ograniczony czas zrobiły swoje.
    Dziwi mnie, że Ikar nie pamięta nic ze swojego dzieciństwa. Zastanawiam się dlaczego tak się stało, co tak na niego wpłynęło? Jakieś narkotyki, wypadek, czy świadome... nieswiadome wyparcie?

    Pozdrawiam:
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ikar to od samego początku przypadek, na którym Freud mógłby zrobić doktorat - trochę potocznie i metaforycznie, ale myślę, że mnie zrozumiesz, gdyż ja po prostu chwalę budowę psychologiczną tego człowieka. On jest taki... skrajny. Z jednego strony mały i nieporadny chłopiec, a z drugiej wyćwiczona maszyna do zabijania, bez skrupułów, sumienia, zawahania wbijająca sztylety w serce czy podrzynająca gardła. Ikar jest skrajnością, doskonałą skrajnością. W tym miejscu najbardziej zastanawiałam się dlaczego on nie pamięta swojej przeszłości, dlaczego wszystko mu się tak miesza i zamazuje.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń