wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 4 - Przygotowanie

Spokojna noc nie była jednak pisana Ikarowi Clarkowi. Wprawdzie zdołał zasnąć choć na krótką chwilę, jednak przez cały ten czas towarzyszył mu ciągły niepokój. Nie rozumiał czym było to spowodowane. Wizytą Romero czy może zleconym mu zadaniem? Świadomością, że cała jego dotychczasowa ucieczka była jedynie fałszem i kłamstwem? A może chodziło o to, że ma tylko trzy dni na wykonanie wyroku na staruszku, który stara się tylko dbać o swoich wyborców?
Ikar nie znał odpowiedzi na dręczące go pytania, a jego umysł nie chciał mu pomóc w rozwikłaniu zagadki. Był po prostu niespokojny, a nocą dręczyły go koszmary. Nie pojawiały się jednak żadne konkretne sceny w jego marzeniach sennych, jedynie migawki, przerywane dialogi, niewyraźne postacie. Dręczyło to jednak jego myśli na tyle, że wstając rano był bardziej zmęczony niż wtedy, gdy kładł się spać.
Nie miał jednak wyboru. Chciał dowiedzieć się prawdy o swoim życiu, musi więc zakasać rękawy i wziąć się do pracy. A nie było to takie łatwe. Swoje ostatnie zlecenie wykonał przecież ponad pół roku temu, musiał się wziąć na nowo za przygotowanie do perfekcyjnego wykończenia akcji. Nie mógł sobie pozwolić na najmniejszy błąd.
Pierwszym krokiem jaki podjął było opuszczenie tego nędznego miejsca, spakował swoje rzeczy i zatarł wszystkie ślady ludzkiej obecności. Może Brown była przebiegłą staruszką, on jednak nie wierzył w to, że była nieomylna. Zdecydował się stanąć z nią w szranki. Przynajmniej teoretycznie, by udowodnić sobie, że jest coś jeszcze wart.
Zamknął za sobą drzwi i stąpając jak najciszej po korytarzu skierował się w stronę schodów, którymi wczorajszej nocy podążał za kobietą. Przytrzymywał się zakurzonej barierki, by przypadkiem nie poślizgnąć się na starym, zniszczonym dywanie pokrywającym połamane gdzieniegdzie schody. Nie zajęło mu dużo czasu dotarcie na sam dół, gdzie wczoraj rozmawiał ze staruszką. Hol był teraz pusty, więc cichutko zbliżał się do wyjściowych drzwi. Nacisnął klamkę i po chwili oddychał już świeżym porannym powietrzem, którego tak brakowało wewnątrz hotelu.
Świadomy swojego sukcesu dotarł do samochodu i rzucił torbę z rzeczami na tylne siedzenie. Nie zauważył, że z brudnego okna ktoś mu się przygląda. Była to uśmiechnięta twarz staruszki, która tym razem też była sprytniejsza od Ikara. Ten jednak o tym nie wiedział. Miał nadzieję, że opuszcza to miejsce niezauważenie. Zapalił silnik i oddalił się czym prędzej. Dobrze wiedział, gdzie ma się teraz udać, by zacząć przygotowanie do wykonania pracy.
Kilka godzin później Ikar stał już pod wysokim, eleganckim budynkiem w centrum New Island. Przyglądał mu się z dołu, chociaż jego widok nie był mu obcy. Przed swoją ucieczką przebywał tu kilka razy dziennie, tym razem także nie obejdzie się bez tego. Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał odpowiedni numer.
— Halo? – odezwał się kobiecy głos w słuchawce.
— Marion? Tu Ikar, potrzebuję twojej pomocy – odpowiedział natychmiast mężczyzna.
— Ikar! – wydała z siebie zduszony okrzyk. – Co ty robisz? Nie powinieneś do mnie dzwonić.
— Wiem, Marion, wiem, ale sprawa przybrała nieco inny obrót. Jestem pod twoim biurem, wpuść mnie.
— Człowieku, nie powinno cię tutaj być. — Rozłączyła się.
Ikar spoglądał z wyczekiwaniem w kierunku szklanych drzwi, które po chwili się otworzyły. Ukazała się w nich niska, trochę pulchna kobieta w garniturze rozglądająca się dookoła. Kiedy w końcu odnalazła go wzrokiem podbiegła do niego i chwyciła za rękaw. Ciągnęła go tak aż na sam szczyt wysokich schodów, które znajdowały się we wnętrzu budynku. Korytarze były puste więc nikt nie zwrócił na nich uwagi.
— Jak możesz się tu w ogóle pojawiać? – zapytała zdenerwowana. — Wiesz jakie to niebezpieczne? Miałeś się przecież ukrywać.
W jej głosie słychać było pretensje, których wcale nie starała się chować. Ikar wysłuchiwał jej zarzutów ze spokojem, teraz była dla niego jedyną bliską osobą, której naprawdę mógł zaufać.
— Marion, zaraz ci wszystko wytłumaczę – mówił. – Nie denerwuj się tak.
— Jak mam się nie denerwować? Miałeś uciekać, zaszyć się gdzieś, żeby w końcu być bezpiecznym. Ale nie, ty musiałeś nagle się tu pojawić bez uprzedzenia. Wiesz co by się stało gdyby inni byli dziś w pracy?
— Daj spokój, przecież dzisiaj sobota, tylko ty harujesz nawet w weekendy – tłumaczył się, lecz nie na wiele się to zdało.
— Nawet nie wiesz jakie masz szczęście.
Stanęli przed dużymi, czarnymi drzwiami, do których dostęp mieli tylko nieliczni. Kobieta pozostawiła swój odcisk palca na czytniku obok prowizorycznej klamki, a one po chwili otworzyły się.
— Właź do środka. – Popchnęła go mocniej, a sama rozglądała się jeszcze za siebie, czy nikt przypadkiem ich nie widział. Weszła za nim, a drzwi zamknęły się bezgłośnie. — Siadaj! – zakomenderowała tak, że nie miał prawa się jej sprzeciwić.
Usiadł więc w najbliższym fotelu i czekał na przesłuchanie. Znał ją zbyt dobrze, by mogła się oprzeć okazji przemaglowania go do suchej nitki. Był więc na to gotowy.
Pamiętał Marion od zawsze, ale nie potrafił określić czasu, kiedy się poznali. Tak miał z większością ludzi, którzy obecni byli w jego życiu. Kobieta spoczęła naprzeciwko Ikara i wpatrywała się w niego z udawaną złością. Tak naprawdę cieszyła się, że go widzi. Był jedyną osobą, dla której wciąż siedziała w tym skorumpowanym biznesie Natana Clarka. Musiała chronić Ikara przed jego własnym ojcem i fałszywymi przyjaciółmi. Sam Ikar był dla niej bardzo ważny.
— Możesz więc wytłumaczyć mi co tu robisz? Dlaczego się nie ukrywasz?
— Marion, nie złość się, dobrze? – próbował pertraktować. – Wiesz, że wolałbym być daleko stąd, ale mnie znaleźli. Nie miałem wyboru.
— Kto cię znalazł? – zapytała zdziwiona.
— Romero. Ma swoich ludzi wszędzie, łącznie ze staruszką, która mnie rozpoznała w motelu. To takie żałosne.
— Zdecydowanie! Ikarze, miałeś na siebie uważać. Powinieneś sprawdzać każdy szczegół, każdy! – wykrzyknęła. – Mam cię pilnować jak dziecko?
Ikar był zły na siebie, że popełniał takie głupie błędy. Był przecież zawodowcem, nie powinno mu się to zdarzać.
— Wiem, ale to już przeszłość. Romero powiedział, że śledził każdy mój krok. Czy to możliwe?
— Nie wiem. Wątpię, chociaż mając za sobą wszystkich ludzi twojego ojca może dokonywać wielkich rzeczy – odparła szczerze zmartwiona. – Sprawdzę to dla ciebie.
— Dziękuję – powiedział. – Ale teraz mamy poważniejszy problem. Romero przyszedł wtedy do mnie z propozycją, której nie mogłem odrzucić. Mam zadanie do wykonania.
— Niemożliwe. Ikarze, miałeś się w to już nie pakować! – krzyknęła naprawdę głośno. – Wiesz jakie to niebezpieczne!
— Wiem, ale nagroda jest tego warta.
Popatrzyła na niego pytającym wzrokiem, nie miała pojęcia co może być tak ważne, by kolejny raz ryzykować swoje życie.
— Moja przeszłość. Mam odzyskać moją przeszłość, wszystkie wspomnienia – odparł z nadzieją w głosie. – Wszystkie.
— Ikarze… — pokręciła głową.
— Nie ma się co zastanawiać. Już podjąłem decyzję, dobiłem targu – powiedział. – Wziąłem też trochę pieniędzy.
Wyciągnął zwitek z kieszeni i położył na stole.
— Ile? – zapytała kobieta.
— Dwadzieścia tysięcy. Powinno starczyć na wszystkie potrzebne rzeczy. Muszę mieć nowe ubranie, samochód i załatw mi fałszywy dowód. Będę potrzebował zmiany tożsamości na kilka dni.
— Jasne. Ale jesteś pewien, że to dobra decyzja?
— Nie. Chcę jednak odzyskać to, co zostało mi zabrane.
Kobieta rozumiała go aż za dobrze, nie popierała jego decyzji o powrocie do fachu, ale wiedziała, że musi mu pomóc. Bez niej nie da sobie rady.
— Na jutro wszystko będzie gotowe, muszę tylko wykonać kilka telefonów.
— Dziękuję, jesteś najlepsza – zwrócił się do niej jak za dawnych dobrych czasów. Kiedy tylko prosił ją o pomoc, zawsze była zwarta i gotowa, nigdy nie odmawiała. Dzięki niej Ikar stał się najlepszy w całej korporacji i to jemu powierzano najtrudniejsze zadania. Po pewnym czasie był już symbolem dla nowych włączanych w struktury korporacji Clarka.
Kobieta popatrzyła na niego z widoczną złością, pod którą kryła się jednak szczera troska. Był dla niej jak syn, a jego życie miało dla niej większą wartość niż jej własne. Dlatego też pomogła mu uciec od ojca kiedy nie dawał już rady funkcjonować w tym społeczeństwie. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem, a ich drogi znowu się skrzyżowały. Mieli kolejne zadanie do wykonania.
— Więc kto tym razem tak bardzo zawadza twojemu ojcu? – zapytała po chwili.
— Ojciec podobno już się tym nie zajmuje – odparł. – Romero powiedział, że to jego własne zlecenie i nie ma nic wspólnego z Natanem Clarkiem.
— Niemożliwe. Wiedziałbym o tym.
Ikar wzruszył ramionami.
— Widocznie coś się zmieniło. Nie jest to jednak najważniejsze, muszę dotrzymać słowa, a wtedy zdobędę to, czego potrzebuję.
Nie odpowiedziała. Myślała tylko o tym, że przecież doszłyby ją słuchy, gdyby ktoś taki jak Natan Clark zawiesił interes albo chociaż przekazał go komuś innemu. Tak się jednak nie stało. Nie wierzyła w słowa Romero, ale Ikar najwidoczniej tak. Pewnie dlatego, że jego największym marzeniem była detronizacja ojca. Nie chciał go znać, ani widzieć na oczy ponownie. Dlatego też zdecydował się uciec, lecz teraz jest tu ponownie, bliżej ojca niż mógł się spodziewać.
Mężczyzna sięgnął do kieszeni i wyciągnął zdjęcie podarowane mu przez Romero. Pokazał je Marion, która nie mogła uwierzyć własnym oczom.
— Przecież to szaleństwo. Amadeus Stark to najlepiej strzeżona osoba w New Island.
— Marion, nie takie rzeczy robiliśmy. Damy radę.
— No, nie wiem. Jak zamierzasz w ogóle się do niego zbliżyć?
— Musimy dostać zaproszenia na bankiet w Grand Hotel, który odbywa się pojutrze. Będzie tam masa polityków, więc nie ma problemu z wtopieniem się w tłum. A wtedy znajdzie się także okazja do spotkania ze Starkiem.
— Dlaczego tobie wydaje się, że wszystko jest takie proste? Tam będą tłumy fotoreporterów, ochroniarzy i policji. Nie pozostaniesz tam anonimowy.
— Dlatego potrzebuję ciebie. Musisz załatwić mi nowy dowód, zmienić tożsamość. To chyba nie problem?
— Nie, no co ty! — W jej głosie słychać było ironię. — Żaden problem. Mam przecież cały dzień na stworzenie zupełnie nowej osoby, zaprogramowanie całego jej życia i przeszłości. Nic trudnego.
Ikar uśmiechnął się do niej na co Marion odpowiedziała tym samym.
— Wiedziałem, że dasz radę. I nie złość się na mnie, jesteś jedyną osobą, do której mogłem z tym przyjść.
Marion pokręciła głową z poirytowaniem. Była zła, ale on zawsze wpływał na nią kojąco. Nie wiedziała dlaczego, ale nigdy nie potrafiła mu odmówić. Nigdy. Tak było i tym razem.
— Musimy się jeszcze zastanowić nad szczegółowym planem: jak tam wejść bez zwracania na siebie uwagi i co ważniejsze, jak wyjść, kiedy będzie już po wszystkim – odezwała się.
— To nie będzie trudne. Grad Hotel ma tylne wyjście zupełnie nie strzeżone. Tylko parę osób o nim wie.
— Parę osób? To znaczy?
— Ja i pewnie ci, co budowali ten hotel. I jeszcze Romero, bo kiedyś przeprowadzaliśmy tam małe dochodzenie.
— Naprawdę nie chcę znać szczegółów tego dochodzenia. Oszczędź mi ich. – Wstała i przechadzała się powoli po pomieszczeniu.
Na jej biurku, które stało pod oknem znajdowały się sterty papierów. Podeszła do nich i zaczęła szukać czegoś w opasłych segregatorach.
– Skoro mamy dotrzeć do Starka, musimy także poznać jego towarzyszy, którzy przybędą na bankiet. – Mruczała pod nosem.
Robiła to jednak na tyle głośno, że Ikar słyszał każde słowo.
— Ilu będzie miał ochroniarzy? – zapytał.
— Nie mam pojęcia. Zazwyczaj tacy ludzie mają ich koło pięciu w samym budynku. Na zewnątrz będzie jeszcze kilku, ale szykuje się coś większego, także możemy się spodziewać naprawdę ciasnej ochrony.
— Myślę, że do pokoju z nim nie wchodzą. Będą pilnować tylko korytarzy.
— Yhm, ale najpierw trzeba dotrzeć do tego pokoju, a z taka obstawą wydaje się to niemożliwe.
— Więc musimy dostać się tam zanim ktokolwiek się tam pojawi. Musisz dowiedzieć się, który apartament zostanie mu przydzielony.
— Jasne! – krzyknęła. – Wszystko na mojej głowie.
Ikar podszedł do niej i spoglądał na dokumenty, które przeglądała. Były to informacje o różnych osobach liczących się w tym mieście.
— Masz tu wszystko o wszystkich? – zapytał. Ta skinęła głową.
— Nawet o tobie.
Spojrzał na nią lekko przerażony, na co kobieta roześmiała się głośno.
— Żartuję. To tylko portfolia polityków New Island. Szukam ludzi, z którymi trzyma Stark. Dzięki temu będziesz mógł się do niego zbliżyć w odpowiednim momencie, musisz ich tylko sobie zjednać, zrobić naprawdę dobre wrażenie. Może ci zaufają, a wtedy wszystko powinno pójść zgodnie z planem.
— A więc mamy jakiś plan?
— Nie. I w tym problem.
Przez kilka następnych minut przewracała cenne strony swoich informatorów, a Ikar rozglądał się po pomieszczeniu. Znał jego układ na pamięć, kiedyś spędzał tu bardzo dużo czasu. Uwielbiał zbliżać się do okien, które były ogromne i zastępowały jedną ścianę w pomieszczeniu. Widok na miasto był niesamowity. Ogromne budynki unosiły się nad ulicami, po których bez przerwy przemieszczały się samochody. Ludzi prawie nie było widać z takiej wysokości. Niesamowite – pomyślał Ikar. Widok ten podziwiał już tyle razy, ale nadal robił na nim ogromne wrażenie.
— Mam. – Przerwała jego rozmyślania Marion. – Dirk Jones i Amanda Ross, najbliżsi współpracownicy Starka.
Ikar podszedł do kobiety i spojrzał na zdjęcia wymienionych przez nią osób. Dirk był mężczyzną w średnim wieku, niskim i grubym. Garnitur ledwo się dopinał na jego opasłym brzuchu. Znakiem rozpoznawalnym mężczyzny były okulary, których grube oprawki zasłaniały prawie pół twarzy.
— Dirk Jones – powtórzyła Marion. – Zapamiętaj go, bo może ci się bardzo przydać. Doprowadzi cię do Starka, jeżeli będziesz miał trochę szczęścia.
Ikar wpatrywał się w zdjęcie mężczyzny. Starał się zanotować jak największą ilość szczegółów, by nie mieć problemów z odnalezieniem człowieka w tłumie.
— Dobra. Teraz Amanda Ross – odezwała się kobieta i podała mu drugie zdjęcie. Mężczyzna oniemiał. Ze zdjęcia uśmiechała się do niego wysoka, szczupła blondynka. Miała długie proste włosy sięgające do pasa. Eleganckie ubranie sprawiało, że wyglądała niezwykle zgrabnie. Reakcja Ikara rozśmieszyła Marion.
— Błagam cię, Ikarze, masz chyba lepszy gust. Ta kobieta nie jest nic warta, dzięki pieniądzom tatusia dostała się do polityki, gdzie teraz gra pierwsze skrzypce. Ale już niedługo, jest zbyt próżna.
To jej blond włosy tak działały na Ikara. Już gdzieś je widział. Delikatne rysy twarzy, niesamowite oczy. Annabelle. Ta kobieta, Amanda nie miała szans równać się z jasnowłosą pięknością, ale spowodowała, że mężczyzna znowu wrócił pamięcią do tamtego spotkania. A przecież miał się nie rozpraszać, przynajmniej nie teraz.
— Wiem – powiedział cicho. – Więc jeśli zdobędę ich zaufanie, dotrę do Starka?
— Prawdopodobnie, ale wiesz, że nigdy nie ma stuprocentowej pewności.
Mężczyzna skinął głową.
— To zabierajmy się do pracy.
— Tak, ale nie tutaj. Dzisiaj śpisz u mnie w domu, tam coś wymyślimy. — Poskładała wszystkie dokumenty w równy stos i sięgnęła do szafki pod biurkiem, z której wyciągnęła pęk kluczy.
— Chodźmy, robi się późno. Mamy mało czasu.
Ikar posłusznie wykonywał jej polecenia. Zeszli razem na podziemny parking, gdzie nie było prawie żadnych samochodów. W weekendy nikt się tu nie pojawiał, oprócz Marion. Jej auto stało przy samym wejściu tak, by nie miała problemów z wyjazdem.
— Usiądź z tyłu, tam są przyciemniane szyby – zwróciła się do Ikara.
— Ale… — zaczął.
— Siadaj! Nie mogę pozwolić żeby ktoś cię zobaczył.
Mężczyzna zrobił to, o co prosiła i po chwili wyjechali już na ulicę. O tej porze na drogach były tłumy ludzi, tworzyły się niebywałe korki. Ciężko było się przedostać nawet na rowerze, dlatego też najszybszą o dziwo metodą poruszania się był spacer pieszo. Marion dopiero po godzinie powolnej jazdy dotarła do domu.
Samochód zatrzymał się przed niskim, białym budynkiem schowanym w środku ogrodu. Wjechał na podjazd, gdzie czekało już na nich odpowiednie powitanie. Wesoły, rozbiegany bernardyn podskakiwał w miejscu, czekając aż jego właścicielka opuści samochód. Kiedy już się do niego zbliżyła ten zaszczekał radośnie i polizał ją po ręce.
— Witaj Bruno – zwróciła się do niego Marion. – Patrz kogo przyprowadziłam.
Ikar zbliżył się do psa i pogłaskał go delikatnie.
— Cześć, stary – powiedział mu do ucha. – Kopę lat.
Bernardyn oparł się przednimi łapami na klatce piersiowej Ikara i polizał mu nos. Ten zrobił skwaszoną minę i wytarł twarz.
— Yhm, tego teraz najbardziej potrzebowałem. Psiego pocałunku.
Marion roześmiała się i skierowała w stronę drzwi. Otworzyła je i gestem ręki zaprosiła Ikara do środka.
— Bruno, ty zostajesz – rzekła do psa, który posłusznie usiadł na wycieraczce i zaczął się nią bawić. Kobieta zamknęła za sobą drzwi. Znajdowali się teraz w przestronnym salonie. Ikar rozglądał się po mieszkaniu, nigdy nie miał okazji przebywać w domu Marion. Cały czas kojarzył ją tylko z biurem w centrum New Island, stertami dokumentów i eleganckimi ubraniami.
Tymczasem jego droga Marion miała także normalne życie i przestrzeń, która należała tylko do niej. Dom urządzony był w dość tradycyjny sposób. Ściany koloru białego przyozdobione były ciężkimi, brązowymi meblami. Nie tak wyobrażał sobie mieszkanie, w którym miałaby żyć jego przyjaciółka, bo różniło się zdecydowanie od tego, co prezentowało jej biuro. Tamto było jasne dzięki promieniom wpadającym przez ogromne okna, dość surowe przez niewielką ilość sprzętu jaki się w nim znajdował. Wszystko ograniczało się tylko do potrzebnych szafek na dokumenty i miejsc dla kilku pracowników. Największą ilość miejsca zajmowała pusta przestrzeń, ale tutaj było inaczej. Każdy zakamarek mieszkania został przez Marion wykorzystany. Sofa, kilka foteli ustawionych wokół stolika w salonie , ogromny telewizor, na którym zebrała się już widoczna warstwa kurzu stanowiły wystrój salonu. Z tego pomieszczenia przechodziło się bezpośrednio do kuchni. Ona także wydawała się nieużywana. Było tam nienaturalnie czysto, jakby nikt z niej nie korzystał lub niezwykle dbał o idealny porządek. Ale nie było to podobne do Marion. Mimo iż była perfekcjonistką i wszystkie jego prośby spełniała w stu procentach, zdarzało jej się mieć dni kiedy wszystko wylatywało jej z rąk.
Kobieta zaświeciła światło w salonie, gdyż na zewnątrz zaczęło się ściemniać. O tej porze roku zmrok przychodził zadziwiająco wcześnie. Była późna jesień, a dni stawały się coraz chłodniejsze.
— Nie przestrasz się bałaganu, ostatnio nie mam nawet czasu zająć się domem, dlatego jest tu tak… — zawahała się. – Strasznie.
— Marion, tu jest cudownie – odparł Ikar. — To chyba najpiękniejszy dom jaki widziałem.
I była to prawda, nie miała ona na celu pocieszenia kobiety. Mężczyzna naprawdę tak sądził. Marzył o rodzinnym cieple i codziennej atmosferze, która panowała w tym wnętrzu. Ktoś tu mieszkał, to miejsce stanowiło część życia pewnej osoby. Należało do niej.
— Naprawdę? – zapytała kobieta, rumieniąc się odrobinę. Skinął głową. — Dziękuję. A teraz chodź, musisz coś zjeść.
Udali się razem do kuchni. Kobieta zaczęła wyciągać składniki z lodówki, a Ikar usiadł przy stole koło okna. Rozchylił żaluzje i popatrzył na zewnątrz. Widok był wspaniały – zadbany ogród upiększony licznymi kwiatami otaczał małą, drewnianą altankę. W ogrodzie szalał teraz Bruno, który gonił za piłką. Mimo iż robił to bardzo zawzięcie, udawało mu się pozostawiać wszystkie rośliny w nienaruszonym stanie. Ikar obserwował psa na tyle długo, że nie zauważył kiedy Marion postawiła przed nim półmisek z posiłkiem.
— Nie są to żadne luksusy, ale tyle udało mi się przyrządzić na szybko. Mam nadzieję, że się nie otrujesz. – Uśmiechnęła się do niego i usiadła naprzeciwko. Sama chwilę obserwowało to, co działo się na zewnątrz. Kochała swojego psa, był jej jedyną rodziną w tym mieście.
— Dziękuję, Marion. To jest naprawdę pyszne – powiedział Ikar, próbując swojego dania. — Nie wiem jak ci się odwdzięczę.
— Wystarczy mi jak będziesz bezpieczny. To dla mnie najważniejsze.
— Marion – odparł. – Wiesz, że nie mogę teraz odpuścić.
Kobieta pokręciła nerwowo głową.
— Wiem, ale ryzykujesz tak dużo. A co jeśli cię złapią? Będziesz skończony i nawet ojciec cię nie uratuje.
— Nie złapią mnie, bo mam ciebie. Jesteśmy najlepszym zespołem w mieście, damy radę. A nawet jeśli by mnie złapali, nie chcę nic od ojca. Dla mnie on nie istnieje.
— Może Natan Clark jest złym człowiekiem, ale to nadal twój ojciec – powiedziała, patrząc uważnie na Ikara.
— Gdyby był moim ojcem, dałby mi wolny wybór. Mógłbym wtedy pracować dla niego z własnej woli lub odejść. Ale on uważa, że jestem jego własnością, rzeczą, którą może bawić się do woli. Kiedy mówi, że mam kogoś zlikwidować, ja po prostu to robię. Nie mam innego wyboru.
Marion dokładnie rozumiała Ikara, sama przez wiele lat żyła pod wpływem Natana Clarka. Pierwsze lata kariery spędziła w jego korporacji, zbierając odpowiednie doświadczenie zawodowe. A przynajmniej tak miało być. Przyszła do jego firmy z pragnieniem o byciu najlepszym prawnikiem w mieście, miała się od niego uczyć i wykonywać polecenia. Prędko okazało się jednak, że firma Clarka pod przykrywką biura prawnego zajmuje się kompletnie innymi praktykami. Tam właśnie spotkała młodego Ikara, syna swojego szefa, który był jego najlepszym człowiekiem do zabijania. Otrzymywał zlecenie i wykonywał je bez słowa zawahania. Był najlepszy w tym, co robił. Nikt w mieście nie widział nigdy jego twarzy, żył bowiem w ukryciu na polecenie ojca. Przeprowadzane mordy były perfekcyjnie dopracowane, nikt nie mógł zrzucić podejrzeń na żadnego członka Clark’s Corporation.
Przez wiele lat Marion pracowała w jego firmie jako asystentka szefa. Dobierała odpowiednich zabójców do każdego zlecenia, pilnowała by wszystko było zapięte na ostatni guzik, nie miał prawa pojawić się najmniejszy błąd. Czy miała wątpliwości? Każdego dnia wyrzucała sobie, że to, w co się wplątała jest złe. Nikt nie powinien mieć bowiem władzy nad życiem drugiego człowieka, nikt nie może podnosić ręki na inną osobę tylko ze względu na własne przekonania.
Codziennie myślała o opuszczeniu swojego stanowiska pracy, ale coś ja tam trzymało. A raczej ktoś. Był to Ikar. Ten sam mężczyzna, który siedział przed nią właśnie w tej chwili z głową pełną wątpliwości i cichej nadziei na poznanie swojej przeszłości. Kiedy pierwszy raz zobaczyła go w korporacji ojca nie mogła uwierzyć, że ten zaledwie kilkunastoletni chłopiec jest największą i najbardziej bezwzględną bronią Natana Clarka. Chciała go poznać bliżej, zrozumieć co kieruje tak młodym człowiekiem do tak okrutnych zbrodni. Na odpowiedź nie czekała długo.
Ikar przez cały czas był pod stałą obserwacją i kontrolą swojego ojca, żył w zamknięciu, a wypuszczano go jedynie wtedy, gdy miał wykonać odpowiednie zlecenie. Szkolono go każdego dnia i pilnowano, by nie miał styczności z ludźmi z zewnątrz. Kobieta rozmawiała z nim dość często, chciała nawiązać z nim bliższą więź, relację. Była jednak blokowana przez dorosłego Clarka, który wpajał synowi swoje irracjonalne poglądy. Uczył go, że jedni ludzie są lepsi od innych i właśnie członkowie Clark’s Corporation do takich należą. Tłumaczył, że mamy władzę nad innymi, a eliminacja słabszych osobników będzie błogosławieństwem dla całego świata. Chciał oczyszczenia całej rasy ludzkiej i dlatego podjął się takiej działalności. Wszystko to wydawało się Ikarowi niezwykle rozsądne, przecież mówił to jego ojciec. Nie mógł się mylić. Dlatego też młodzieniec wykonywał jego polecenia bez najmniejszych wątpliwości czy chwili zawahania.
Śmierć innych ludzi nie była dla chłopca niczym nadzwyczajnym, nie wywoływała w nim żadnych, nawet najmniejszych emocji. Patrząc na to, jak ojciec zmienia własnego syna w bezwzględnego tyrana Marion postanowiła interweniować. Nie mogła dopuścić do tego, by szaleństwo ojca stało się zgubą Ikara. Z biegiem czasu zbliżała się do chłopca, pomagała mu w przygotowaniach, dawała niezbędne rady. Nawiązała z nim tak bliską więź, że rozmawiali każdego dnia, a ich tematy wykraczały już poza obręb planowania zabójstw. Wstydziła się przed sobą, że uczestniczy w tym zbrodniczym procederze, ale nie chciała zostawiać chłopca samego, gdy już widziała, że budzą się w nim ludzkie odruchy. Przy niej śmiał się i płakał, potrafił otworzyć się na tyle, by któregoś dnia nazwać ją przyjaciółką. Miał już wtedy koło dwudziestu lat, a zleceń wciąż przybywało.
Mimo ciężkiej pracy Marion, by wpoić Ikarowi podstawowe wartości i zasady moralne, jednocześnie stawał się on bezwzględnym zabójcą pod okiem swojego ojca. Któregoś dnia po prostu tego nie zniosła. Patrzyła jak młody chłopak odbiera życie kolejnej niewinnej osobie na liście Natana Clarka i odpuściła. Spakowała swoje rzeczy i opuściła przeznaczone jej biuro. Nikt nie oponował. Dostała jedynie ostrzeżenie, że jeżeli ktokolwiek dowie się o jej wcześniejszej pracy, odpowiedni ludzie zajmą się jej rodziną i nią samą. Nie trzeba było jej tego dwa razy powtarzać. Zmusiła swoich bliskich do przeprowadzki do odległego o kilka godzin jazdy miasteczka, a sama założyła biuro prawne w centrum New Island. Nie mogła opuścić miasta ze względu na Ikara. Chciała mu pomóc, ale wtedy nie wiedziała jeszcze jak.
Siedząc teraz w kuchni z tym samym mężczyzną, starszym jednak o kilka lat, miała ten sam problem. Jak pomóc chłopcu, który sam pakował się w takie niebezpieczeństwo? Już dawno wyzbyła się wszelkich skrupułów, ludzie w New Island i okolicach ginęli każdego tygodnia. Wiedziała kto za tym stał, ale miała związane ręce – nie mogła narażać swojej rodziny, nie chciała też krzywdzić samego Ikara. Przez wiele lat był on przecież pod kompletnym wpływem swojego ojca, nie wiedział, że to, co robi jest złe. Teraz też tak było, on nie potrafił rozróżnić dobra od zła, jej także zacierały się te granice. Wszystko było takie skomplikowane.
— Ikarze – zaczęła cicho. – Może jednak pomyślisz nad tym jeszcze i spróbujesz uciec, zaszyć się gdzieś.
— Przecież już próbowałem – odparł. – Ale mnie znaleźli, oni są wszędzie. Nie mam szans przed nimi uciekać. Poza tym Romero zawsze dotrzymuje obietnic, takie mamy zasady. Dostanę to, czego zażądałem i wtedy odejdę na zawsze.
— Myślisz, że ci pozwoli? Nie widzisz, że on tobą manipuluje na zlecenie twojego ojca?
Ikar pokręcił nerwowo głową i spojrzał na nią.
— Natan Clark już się nie liczy, słyszałaś co ci mówiłem – to praca tylko dla Romero.
Nie wierzyła w jego słowa, nie mógł być przecież tak naiwny. Natan Clark słynny był ze swojego wpływu na każdą osobę w swojej firmie, manipulował każdym, kto nawinął mu się pod rękę.
— Dlaczego jesteś tego taki pewien? – zapytała. – Masz tylko i wyłącznie jego słowo.
— I to mi wystarczy.
Kobieta nie odezwała się już więcej, bo wiedziała, że i tak nic nie wskóra. Ikar należał bowiem do tych upartych ludzi, którzy muszą sami ucierpieć, by zrozumieć swój błąd. Tylko, że w przypadku mężczyzny ten błąd mógł go sporo kosztować.
Wstała od stołu i zaczęła zbierać talerze. Ikar śledził uważnie jej ruchy, a po chwili zerknął przez okno na zewnątrz. Było już ciemno.
— Będziesz spał w pokoju gościnnym. Chodź ze mną – powiedziała Marion, wytrącając Ikara z zamyślenia. Ten wstał i podążał za kobietą, która po drodze gasiła światła z salonie i przedpokoju. Znajdowali się już na piętrze kiedy kobieta otworzyła ciężkie, dębowe drzwi i gestem ręki zaprosiła go do środka.
— Widzimy się jutro rano, postaram się dzisiaj coś jeszcze przygotować. Ty śpij, musisz być wypoczęty, przed tobą dużo pracy.
Chciała już odejść, ale Ikar chwycił ją za rękę i powiedział:
— Dziękuję, Marion. I przepraszam, że sprawiam ci tyle kłopotu, ale wiesz jakie to dla mnie ważne.
— Wiem – odpowiedziała. – Dobranoc.
Wyswobodziła się i udała do swojego pokoju na końcu ciemnego korytarza. Zatrzasnęła za sobą drzwi. Skoro ten młody chłopak wyzbyty jakichkolwiek uczuć do drugiego człowieka potrafił ją przeprosić i okazać emocje, może w końcu osiągnęła jakiś sukces? Może – pomyślała. – Ale przed nami jeszcze długa droga.
Mężczyzna wszedł do swojego pokoju i zamknął za sobą. Było tu bardzo przytulnie, a duże, wygodne łóżko na samym środku zmusiło go do snu, którego tak bardzo teraz potrzebował. Nie zajęło mu to dużo czasu, w końcu czuł się bezpiecznie.

11 komentarzy:

  1. Hej;) Niestety nie mam czasu by rozpisać się tak jak bym chciała, ale chcę, żebyś wiedziała, że jestem i przeczytałam rozdział ;) Pokrótce napiszę, co sądzę na jego temat i spadam na trening;D

    A więc, podoba mi się bardzo postać Marion. Widać, że jest to silna kobieta, która wiele już w życiu widziała i wiele przeżyła. Jestem pod wrażeniem, że mogła sobie dawać radę w takiej pracy i że nie wykończyła się przy tym psychicznie. Poza tym bardzo dużo robiła dla chłopaka, który był dla niej praktycznie obcą osobą. Chcąc mu pomóc mogła narazić się na gniew jego ojca, a mimo to nie przestawała. To bardzo intrygująca postać, która jak widać, chciałaby odizolować się od tego wszystkiego, ale nie robi tego. Bo znowu chce pomóc Ikarowi.
    A co do niego to uważam, że jest bardzo zagubiony. Nawet jeśli kiedyś był najlepszy i nie popełniał błędów to teraz robi ich masę. Albo po prostu wreszcie trafia na lepszych od siebie. Uważam, że ta misja mu się nie uda... A przynajmniej mam takie wrażenie. Bo skoro zwykła staruszka hotelowa potrafi go przechytrzyć, to co dopiero banda ochroniarzy w tłumie pełnym ludzi. To może być katastrofa. I ciekawa jestem kto ma rację odnośnie Romero - Ikar czy Marion?
    A.. i bym zapomniała. Mega podoba mi się to jak ukazałaś ojca Ikara. Bezwzględny tyran, który własnemu dziecku każe zabijać. Prawdziwy czarny charakter ;)
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nie musisz się tłumaczyć, jestem naprawdę wdzięczna za każdy Twój komentarz, bo naprawdę to one motywują mnie do pisania, które bądź co bądź wymaga ode mnie jeszcze wiele praktyki :)
      Tak, Marion to kobieta niezwykła, silniejsza psychicznie od niejednego mężczyzny, a przecież to kobiety są postrzegane jako te delikatne, kruche. I Ikar powinien dziękować za to, że ktoś taki pojawił się na jego drodze.
      Rzeczywiście życie Ikara zupełnie się zmieniło i nie potrafi odzyskać nad nim kontroli. Po prostu wymyka mu się z rąk z każdą chwilą, a los go nie oszczędza.
      Dziękuję pięknie za wszystko! :D

      Usuń
    2. Kochana, nie wiem co prawda czy jesteś zainteresowana tą informacją, ale wypowiedziałaś się pod postem, więc uznałam, że pasowałoby powiadomić;) Pojawiła się notka z wyjaśnionymi zmianami w moim opowiadaniu. Jeśli miałabyś ochotę to zapraszam. I ogromnie przepraszam, że piszę o tym pod postem, ale nie widzę nigdzie spamu. Po prostu usuń ten kom po przeczytaniu, żeby nie zaśmiecał Ci bloga;)

      Usuń
  2. Znalazłam kilka błędów, ale ogólnie jest dobrze. Fabuła się rozkręca, Marion jest bardzo ciekawą postacią, o której chciałbym jeszcze się czegoś dowiedzieć. Dobrze, że w tym szalonym świecie Ikar ma kogoś, do kogo może się zwrócić. Poglądy ojca Ikara są więcej niż przerażające. To taki Hitler XXI wieku. Ikar nie powinien wierzyć Romero, bo w przestępczym świecie zwykła obietnica niewiele znaczy.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałam nadzieję, że sprawdziłam ten tekst tak dokładnie, jak tylko się dało. Ale jak widać dalej ma jakieś mankamenty, więc przejrzę go jeszcze raz aż do skutku.
      Dziękuję bardzo za opinię i cieszę się, że znalazły się tu elementy, które nieco zaintrygowały. Pozdrawiam :))

      Usuń
  3. Och,Anonimku, jak widzisz ładnie nadganiam zaległości...póki co, zaraz koniec weekendu, więc...Ale chwila, zaraz długi weekend! Jest!
    Ikar jest ciekawą postacią. Niby jest już dorosłym mężczyzną, ale ma w sobie coś z dziecka. No bo ta jego naiwność względem oferty Romera...Nadzieja na poznanie przeszłość tak go oślepia...Ach,szkoda. A na dodatek popełnia błędy, o których wcześniej nie było mowy.
    Marion, Marion...fajna babka! Oczywiście zostanie w opowiadaniu na dłużej, prawda? No musi:)
    Ach,ten klimat. Ta wszechobecna tajemnica, mroczność i ogólnie...No miód na serce;D
    Chyba pojawiło się kilka błędów. Chyba, nie będę sprawdzać.
    A myślałaś może o tym, żeby myśli bohaterów pisać w cudzysłowie? Tak chyba byłoby lepiej.
    No wiadomo, że się podoba;) Tylko te błędy trochę psują, ale ogólnie jest fajnie. Ciekawe, jak dalej rozwiniesz akcję. Oby w jakiś niekonwencjonalny sposób.
    Pozdrawiam = ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długi weekend, no już całkiem niedługo! Gdyby tylko nie te egzaminy, to byłabym w siódmym niebie :)
      Ikar znajduje się właśnie na zakręcie swojego życia, osaczony z każdej strony, sam nie wie co tak naprawdę się dzieje - co jest prawdą, a co kolejnym kłamstwem. Dlatego popełnia błędy i nie do końca kontroluje sytuację.
      Marion? Zostanie, Ikar jej potrzebuje :)
      Dziękuję za informację, w takim razie muszę go przejrzeć jeszcze raz i poprawić wszystko od samego początku.
      Dziękuję pięknie i pozdrawiam! :))

      Usuń
  4. No dobra, wracam do nadrabiania lektury ;-D
    Marion polubiłam już od pierwszej chwili. Jest w niej tyle ciepła, ale twardo stąpa po ziemi. I ma zajebistego psiura *__* Widać, że zależy jej na Ikarze - na jego bezpieczeństwie. Bardzo się nim przejmuje i martwi na każdym kroku. Pozazdrościć takiej przyjaciółki jak ona. Mimo wszystko żyje na granicy. Ślady z przeszłości, tym bardziej takiej, nigdy nie znikają. Cieszę się, że miała na tyle rozsądku i siły woli, żeby odejść od Clarka, oraz na tyle odwagi, by zostać w mieście. A to wszystko dla jednego, zagubionego chłopca... <3
    Co do naszego głównego bohatera - miło jest widzieć go... takiego. Miłego, sympatycznego i czułego. Może w małym stopniu, ale zawsze. Ważne jest, by w przestępczym świecie i spowijającym mroku mieć przyjaciółkę - osobę, której można zaufać. Zawsze i wszędzie :-D
    I znów wzmianka o naszej blondynce. Spotkają się wreszcie??? ;-D
    Dobra, lecę dalej, bo jestem ciekawa tej akcji na bankiecie :-*
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzę, że doczytałaś już do końca, więc odpowiedzi na swoje pytania poznałaś, lub poznasz niedługo. Nie będę więc zamęczać moim ględzeniem. Dziękuję, że tu jesteś!

      Usuń
  5. "i zamknął za sobą" - a gdzie "drzwi? Wyszły na spacer?
    Dziwna jest relacja Marion i Ikara. Jest to specyficzny rodzaj przyjaźni.
    Popełniłem ogromny błąd, bo przeczytałem rozdział na przód i pół kolejnego i teraz wszystko mi się zlało w jedną paćkę, więc wybacz, jeśli wyprzedzę nieco czas opowiadania w komentarzy (usprawiedliwiam się).
    Szkoda mi Ikara, to dziwne, bo niby nic nie usprawiedliwia morderstwa, po cichu uważam, że tego mężczyznę powinno się poddać karze śmierci, by nie szkodził innym. Wątpię, czy można z niego jeszcze "zrobić człowieka". On został wytresowany by zabijać i tego się nie wymaże kilkoma obiadkami, rozmowami, spacerami. Przykre, że własnego syna, zniszczył jego własny ojciec, ale... Ikar nie był winny, ale w mojej ocenie, on nie ma prawa żyć, dalej egzystować, za dużo złego zrobić i za dużo złego jeszcze może uczynić. Powątpiewam też w jego przekonania i plany, w to, że chce od nowa zacząć życie, lepsze. Wydaje mi się, że gdy pozna swoją własną przeszłość, to dopiero wtedy stanie się prawdziwym potworem.
    Kolejna sprawa to Marion i jej praca. Dziwne, że nie wycofała się wcześniej i dziwne, że pozwolono jej tak po prostu odejść. Może dobrze, że wcześniej nie uciekła z tej kancelarii, tylko została i się zaprzyjaźniła i dopiero odeszła. Pewnie gdyby wcześniej zwiała, to by ją złapali i zabili.
    Świetnie opracowałaś ten taki mafijny proceder, bardzo realnie i przemyślanie, a jednocześnie nie zagłębiałaś się w nim za bardzo, bo tutaj widać najważniejszy jest Ikar. Nie dziwi mnie to, bo to w końcu tytułowy bohater.
    To co mnie zaskoczyło to fakt iż Natan Clark jest prawnikiem, że ma taki, a nie inny interes. Z pierwszego rozdziału wywnioskowałem, że jest to zupełnie inny typ człowieka, z całkiem innym zawodem.

    Pozdrawiam:
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Marion wzbudzała we mnie od samego początku takie dziwne emocje. Momentami przyprawiała mnie o gęsią skórkę. Trochę wyprzedzę czas tym komentowaniem, ale... trudno. Od pewnego momentu zaczynałam rozumieć jej altruizm i empatię w stosunku do Ikara, ale też nie potrafiłam zaakceptować tego, że mu pomaga, zwłaszcza, że jej pomoc polegała na planowaniu morderstwa. Nie potrafiłam zaakceptować takiej chwiejnej prawości i moralności. To trochę tak jakby jej uczciwość i sprawiedliwość miała naprawdę podwójne dno.
    Ja rozumiem, że kiedyś to robiła dla pieniędzy, albo dlatego, że trafiła przypadkowo w takie miejsce, i lepiej było do tych ludzi przystać, niż się wycofać i zginąć z ich ręki - tutaj ona trochę jakby nie miała wyboru, ale teraz? Teraz ma wybór. Żadna przeszłość, chęć jej poznania, nie jest warta tego by ponownie plamić sobie ręce krwią. Kiedyś mnie uczono, że drzewo bez korzeni nie ma możliwości kwitnąć, że trzeba znać swoją przeszłość, rodziców, nawet jeśli byli najgorsi. W takim razie to znaczy, że dzieci porzucone w oknach życia, czy w szpitalach, potem adoptowane, mające zmienione dane, całe życie będą nikim, bo nie znają korzeni? Osobiście uważam, że czasami warto wyrzec się przodków i nawet nie starać się pamiętać zamierzchłych lat. "nie spoglądaj nigdy wstecz, stawiaj pewnie kroki w przyszłość" - jakoś tak brzmiało pewne mądre powiedzenie. Gdyby ta kobieta naprawdę chciała pomoc Ikarowi, to załatwiłaby mu fałszywą tożsamość, wyjazd, pracę, i przystosowała do normalnego życia, choć nie wiem czy w jego przypadku tak się da, bo jednak mordował od chwili gdy ledwie wyrósł z pampersa i nauczył się robić na nocnik. On już został wychowany by zabijać, ale skoro pitbule i inne niebezpieczne psy oddawane na walki i uczone agresji można przyswoić i mogą nawet potem być świetnymi kompanami dzieci, to ja wierzę, że dla Ikara jest jeszcze nadzieja, bo on nie był mordercą, złym do szpiku kości, łaknącym mordu, on był wychowany by zabijać, został tak wytresowany. Przykładowo niejeden uczestnik holocaustu, ci co w gettach znęcali się nad Żydami, albo ci co za czasów starożytności podbijali, gwałcili i torturowali, często byli dobrymi mężami i ojcami, gdy już wrócili z tych swoich "wojen". Nie jeden gangster też, co zabija, znęca się jest dobrym mężem i ojcem, więc to pozwala mi wierzyć, że gdyby Ikar chciał, to można mu jeszcze pomóc, ale nie w taki sposób w jaki robi to jego pseudo przyjaciółeczka. Choć może jestem naiwna sądząc, że dla niego jest jeszcze nadzieja.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń