sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 7 - Przeszłość, która nadejdzie

Ikar czuł tylko odór palącego się cygara, nie wiedział gdzie jest, ani co się z nim dzieje. Wyczuwał obecność osób, których w żaden sposób nie potrafił jednak zidentyfikować. Siedział na czymś twardym, a oczy zasłonięte miał nieprzyjemnym materiałem. Zaczęło go to denerwować. Co tu robi? Poruszył palcami u lewej ręki, znowu wracała mu władza nad własnymi kończynami. Słyszał szepty, lecz nie potrafił odnaleźć ich sensu, nie rozumiał słów. Zauważył tylko, że należą one do mężczyzn. Zdecydowanie były to męskie głosy. Powoli wracały do niego ostatnie wspomnienia – apartament w Grand Hotel, kolejne morderstwo, niespodziewany atak. A wszystko toczyło się tak dobrze. Aż do tej chwili.
— Chyba się budzi – rozległ się głośniejszy, męski głos.
Ktoś zbliżył się do Ikara i uderzył go w twarz. Ten mocno zaklął. To były jego pierwsze słowa odkąd odzyskał świadomość.
— Nie zdejmuj mu jeszcze opaski – powiedział inny, także zbliżając się do niego. Ikar czuł się osaczony, otaczali go nieznani mu ludzie, którzy na dodatek mieli nad nim całkowitą władzę. Nie był do tego przyzwyczajony.
— Trzeba kogoś zawołać.
— Idź. Ja z nim poczekam.
Słychać było ciężkie kroki stąpające po drewnianej podłodze. Trzaśnięcie drzwiami świadczyło o tym, że Ikar miał teraz tylko jednego przeciwnika. Może dałby sobie z nim radę? Gdyby tylko nie miał zasłoniętych oczu i mógł się czymś obronić. Obecny z nim mężczyzna wciąż stał blisko Ikara. Czuć było od niego potworny smród tytoniu i tanich perfum, które drażniły nos uwięzionego. Starał się zidentyfikować swoją lokalizację. Gdzie mógł się znajdować? Kto go więził? Tyle pytań tkwiło teraz w jego przemęczonej głowie, ale na żadne z nich nie umiał sobie odpowiedzieć.
Próbował wyswobodzić swoje ręce, ale były zbyt mocno związane. To samo zrobili z jego nogami. Nie miał już siły utrzymywać głowy w pozycji pionowej, wymagało to od niego za dużo wysiłku. Chcąc nie chcąc, opuścił głowę i pozwolił jej swobodnie oprzeć się o klatkę piersiową. Marzył tylko o tym, by położyć się i zasnąć chociaż na chwilkę. Zdawało mu się, że tkwi w tej pozycji całe wieki, gdy nagle drzwi gwałtownie się otworzyły i pojawiła się w nich grupka ludzi. Szeptali między sobą, ale Ikar nie miał już siły by wyłapywać nawet pojedyncze słowa. Głosy otoczyły go, miał wrażenie, że z każdej strony jest obserwowany. Uniósł powoli głowę, a jakaś silna ręka chwyciła go za kark. Bolało. Zdjęto mu opaskę, a w jego oczy uderzyło teraz nieprzyjemnie rażące światło. Początkowo nic nie widział, tylko jasność ogarnęła cały jego umysł. Nie była ona przyjemna, sprawiła, że na krótki czas stracił orientację. Co się z nim działo?
Powoli wracała do niego jednak świadomość, a obrazy w głowie stawały się wyraźniejsze. Surowe wnętrze i zapach tego irytującego cygara. Brązowy stół i twarde krzesła, które skądś już kojarzył. Nie wiedział tylko skąd. Spoglądał teraz po obecnych tu ludziach. Było ich z pięciu, może więcej. Ktoś znajdował się także za jego plecami, ale nie zdołał się odwrócić. Nie miał na tyle odwagi. On, Ikar Clark stracił swoją odwagę? Czyżby to było możliwe? Nie rozpoznawał nikogo, zupełnie obcy mu mężczyźni przyglądali się więzionemu mężczyźnie z wyraźną ciekawością na twarzach. Był teraz zabawką, która cieszyła oczy obcych. Tylko kto mógł do tego doprowadzić? Już wiedział, ale zanim dopuścił do siebie tą drażniącą myśl, męski głos uprzedził go:
— Witaj, Ikarze – rozległo się za nim, a wszyscy w pomieszczeniu zamarli, gdy wysoki, nieco siwiejący już mężczyzna podszedł do swojej ofiary i usiadł na znajdującym się przed nim krześle. Wpatrywał się w oczy Ikara przez chwilę i uśmiechnął się do niego. – Dawno się nie widzieliśmy.
Trzymał w dłoni zapalone cygaro, którego dym uderzał teraz w nozdrza Ikara. Spoglądał na mężczyznę z niedowierzaniem, chociaż domyślał się, że to jego zobaczy. Teraz był już tego pewien.
— Ojcze – wysyczał cicho, bo nie był w stanie ukryć swojej złości. Tyle czasu uciekał, tak bardzo starał się ukryć, aby teraz zostać złapanym i poniżonym wśród takiej widowni?
— Nie ma się co złościć, Ikarze – przerwał mu mężczyzna, opierając się wygodnie o krzesło. – Wiedziałeś przecież, że tak się to musi skończyć. Nie mogłeś uciekać w nieskończoność. Nie przede mną.
A więc Marion miała rację. Romero go oszukał, to wszystko, co wydarzyło się do tej pory było jedynie planem jego ojca. A on naiwnie wierzył, że się od niego uwolnił.
— Romero – powiedział cicho, jakby sam do siebie, ale jego słowa usłyszał ojciec.
Skinął głową i dodał:
— Uwierzyłeś mu, prawda? Powiedział ci, że to jego zlecenie, a ja nie mam z tym nic wspólnego. – Nie czekał na odpowiedź ze strony Ikara, sam znał scenariusz tej opowieści. – Więc ty jako niezwykle spragniony wiedzy o swoim życiu podjąłeś się tego zadania, zabiłeś starego, nic nie znaczącego polityka i oto jesteś. Ze mną. Znowu.
Ostatnie słowa wypowiadał powoli, chcąc by dotarły one do umysłu syna. By przewierciły jego głowę na wskroś i zostały tam na zawsze. Aby już nigdy nie starał się uciec. Bo od niego, Natana Clarka, ucieczki nie ma.
— Jakie to uczucie? – zapytał .– Po krótkim urlopie znowu wrócić do zabijania?
Ikar patrzył na niego z odrazą. Nienawidził swojego ojca.
— Nie będziesz ze mną rozmawiał? – spytał, odstawiając swoje cygaro na popielniczkę. Pochylił się tak, by tylko syn mógł dosłyszeć jego słowa i zwrócił się do niego:
— Chyba wiem, co może cię przekonać – powiedział cicho.
Wodził teraz wzrokiem po osobach znajdujących się w pomieszczeniu, zastanawiając się którą wybrać. Po chwili wskazał na wysokiego blondyna, który stał w samym rogu koło okna i rzekł:
— Przyprowadź tu naszą drogą przyjaciółkę – rozkazał. – A wy – zwrócił się teraz do czterech mężczyzn pilnujących drzwi. – Możecie odejść. Nie będziecie już dzisiaj potrzebni. I zawołajcie Romero, powinien już przyjść.
Wszyscy posłusznie wykonali jego polecenia, a pokój zrobił się pusty. Pozostali w nim tylko Ikar i jego ojciec. Syn przyglądał mu się uważnie. Na jego głowie widoczne już były gdzieniegdzie siwe włosy, a na twarzy pojawiły się wyraźne zmarszczki. Jego ojciec się starzał, co znaczyło, że kres tego mężczyzny kiedyś nadejdzie.
— Zastanawiasz się pewnie dlaczego tutaj jesteś – powiedział Clark. – Otóż postanowiłem, obserwując twoją kilkumiesięczną tułaczkę, zawrócić cię z powrotem na właściwe tory. Nie możesz się tak marnować, nie mogę do tego dopuścić.
— Czego ode mnie chcesz? – Ikar zdołał wydusić z siebie jedno, ważne dla niego pytanie.
— Czego? To chyba oczywiste. Chcę żebyś wrócił do Clark’s Corporation i znowu ze mną pracował.
— Nigdy.
— Jesteś tego taki pewien? Wierz mi, za chwilę zmienisz zdanie, ale teraz skoro jesteśmy sami, mamy trochę czasu tylko dla siebie. Co powiesz na szczerą rozmowę ojca z synem? Przecież po to dałeś się wciągnąć w tego Amadeusa Starka. Miałeś dowiedzieć się kim byłeś. Czy to dla ciebie aż takie ważne?
Ikar skinął głową. Ważniejsze niż cokolwiek innego.
— Tak więc, co chcesz wiedzieć? – zapytał mężczyzna. – Gdzie się wychowywałeś? Ile miałeś lat kiedy nauczyłem cię jeździć na rowerze? Twoja pierwsza miłość?
Zaśmiał się naprawdę głośno. Czyżby takie bzdury miały znacznie dla tego młodego chłopaka? Przecież to nie miało sensu, nie tak go wychował. Skoro jednak chciał wiedzieć kim był wcześniej, dlaczego nie?
— Przez piętnaście lat mieszkałeś tutaj – oświadczył. – To był nasz wspólny dom. Później przeprowadziliśmy się do New Island, gdzie zaczęliśmy współpracę na dużo większą skalę. Jeżeli wiesz co mam na myśli, chociaż chyba się jeszcze nie domyślasz.
Zapach cygara. Ten sam pamiętał z przeszłości. Być może właśnie z dzieciństwa, chociaż nie potrafił tego określić. A więc w tym pokoju spędzał czas kiedy był młody. Jakieś niewyraźne obrazy zaczęły powstawać w jego głowie, nieznajome postacie, przytłumione glosy.
— Teraz pewnie zastanawiasz się dlaczego zabrałem cię aż tutaj? Otóż, sprawa jest naprawdę prosta. Zrobiłem to dla ciebie, bo jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Ja jestem twoją jedyną rodziną, dlatego musimy się trzymać razem. Jeżeli zgodzisz się wrócić ze mną i pracować tak jak dawniej, wyjawię ci każdy, powtarzam, każdy szczegół z twojej przeszłości, której nie ukrywając, pozbawiłem cię wbrew twojej woli. Ale nie patrz na mnie tak wrogo, zostałem do tego zmuszony.
— Przez kogo? – zapytał groźnie Ikar.
— Zaskakujące pytanie – odpowiedział mężczyzna. – Przez ciebie.
Do pokoju dochodziły właśnie ciche kroki zbliżających się ludzi. Stawały się one coraz głośniejsze, aż do momentu kiedy drzwi ponownie się otwarły i ukazał się w nich wysoki, postawny mężczyzna.
— Romero! – przywitał go Natan Clark. – Nareszcie jesteś. Ikar bardzo za tobą tęsknił.
Mężczyzna przekroczył próg i zbliżył się do wciąż uwięzionego przyjaciela. Za nim pojawił się ów blondyn ciągnący za sobą, wyrywającą się kobietę. Miała zaklejone usta i tak jak Ikar związane ręce.
— Marion! – krzyknął Ikar, rozpoznając w uwięzionej kobiecie swoją przyjaciółkę. Kobieta podniosła wzrok i spojrzała na mężczyznę. Tylko nie to – przeszło jej przez myśl. Wiedziałam, że tak się to skończy.
— Greg, posadź naszego nowego gościa na krześle obok Ikara. – Natan zwrócił się do blondyna, wstając ze swojego miejsca. Ten posłusznie wykonał polecenie i po chwili Marion siedziała już obok zaskoczonego młodzieńca. Odklejono jej usta, by znów mogła swobodnie oddychać.
— Czego chcecie? – krzyknęła zaraz po tym, jak odzyskała możliwość mówienia.
— Nie tak głośno, moja droga – upomniał ją Clark, zbliżając się do niej. – Jesteś moim gościem, a w tym domu obowiązują pewne zasady.
Prychnęła.
— Ciekawe jakie? Więzić i zabijać wszystkich, którzy się wam sprzeciwiają?
— Zabawne, że mówisz o zabijaniu zaraz obok więzienia. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale zauważ, że ty właśnie jesteś uwięziona. Jaki będzie następny krok? – zapytał, spoglądając na nią z szalonym uśmiechem na ustach. Dawny Natan Clark powrócił. I nie był to dobry znak.
— Spróbuj ją tknąć, a już nigdy nie wrócę – odezwał się Ikar, który wstrząśnięty był widokiem swojej przyjaciółki. Nie wiedział, że jego działania mogą sprowadzić na kobietę takie niebezpieczeństwo. Nigdy by do tego nie dopuścił, ale teraz przez niego jej życie jest zagrożone.
— Ikarze, jakbyś nie zauważył – zwrócił się do niego ojciec. – To ja tu ustalam zasady. Ty raczej nie masz już nic do powiedzenia.
— Jeżeli coś jej zrobisz, nie będę dla ciebie pracował. Nigdy!
— Ikarze, nie wrócisz do niego – wyszeptała Marion. – Nie pozwolę ci.
— Cisza! – krzyknął Natan. – Mam już dość waszego nędznego przedstawienia. Sprawa jest prosta. Ikar wraca ze mną do New Island, a ty… — Wskazał palcem na przestraszoną kobietę. – Właściwie to nie wiem jeszcze co mam z tobą zrobić.
— Nigdzie z tobą nie pójdę.
— A właśnie, że pójdziesz. Zamknij się już, bo głowa mnie boli od twoich jęków. Jesteś moim synem, rozumiesz?
Clark zbliżył się do chłopaka, który dalej uwięziony był na krześle i chwycił jego włosy. Przybliżył swoją twarz do jego i zaczął mówić:
— Jesteś moim synem. Nie waż mi się sprzeciwiać.
— Puść go – powiedziała głośno Marion, która po chwili otrzymała mocne uderzenie w twarz.
— Przestań wtrącać się w nie swoje sprawy – Romero podszedł do niej i zakleił jej ponownie usta.
— Nareszcie, chwila ciszy od paplania tej idiotki! – Natan zwrócił się do swojego pomocnika i ponownie spojrzał na Ikara. Puścił jego czuprynę i wygładził swoje nieco poszargane ubranie. – Nie powinienem tego robić Ikarze, ale ona doprowadza mnie do szału. Wybacz, synu. A wracając do sedna sprawy. Dlaczego nie chcesz ze mną iść? Co ja ci takiego zrobiłem?
— Jeszcze pytasz? Dobrze wiesz jaka jest odpowiedź! – Krzyknął na tyle głośno, że na korytarzu pojawiły się odgłosy szybkich kroków. — Zabiłeś moją matkę!
Ktoś otworzył drzwi, ale Romero szybko do nich podbiegł i wyrzucił przybysza z pokoju. Zaryglował wejście tak, by nikt nieproszony nie mógł się tu pojawić. Natan spojrzał teraz uważnie na swojego syna. Czyżby się przesłyszał?
— Słucham? – zapytał zdezorientowany. – Coś ty powiedział?
— Zabiłeś moją matkę – wysyczał Ikar, oddzielają powoli każde słowo tak, by dotarło do wszystkich osób w tym pomieszczeniu.
— Ależ, dziecko – powiedział Natan ponownie siadając na krześle przed synem. – To nie było tak. Pewnie teraz sobie myślisz jaki twój ojciec jest zły, jaki straszny. Zabił żonę, pozbawił życia twoją matkę. Ale to nie było tak – tłumaczył. – To nie było tak.
— Zabiłeś ją! Przyznaj się!
— Chciałbym, ale nie mogę. Bo to ty ją zabiłeś. Twoja ukochana mamusia zginęła z twojej ręki, ale ty tego nie pamiętasz.
— Kłamiesz!
Natan pokręcił głową.
— A mógłbym kłamać w takiej sprawie? – zapytał. – Przypomnij sobie dokładnie. Ostatni wieczór w tym domu, miałeś piętnaście lat. Twoja matka weszła tu, do salonu i przyniosła nam kolację. Sama powiedziała, że gorzej się czuje i chyba położy się spać. Miała na sobie swoją ulubioną niebieską sukienkę w kwiaty.
Ikar próbował wydobyć ze swojej pamięci wskazane obrazy, ale nie było to łatwe. Ktoś mocno się starał, by przeszłość była dla niego zamkniętą karta.
— Przypominasz sobie?
Zaprzeczył.
— Dziecko, to nie jest takie trudne! – Krzyknął zniecierpliwiony i chwycił jego rękę. Odwiązał sznur, który więził obydwie dłonie Ikara i rzucił go na ziemię. — Siedzieliśmy wtedy oboje przy tym stole i omawialiśmy nowe zadanie, nowy cel. Stary Jack Lorry zza płotu. Mówi ci to coś?
Tak. Zabójstwo Jacka Lorry’ego. Dwudziesta pierwsza ofiara od śmierci Emilii Owen. Wszystko wydawało się już takie proste.
— Wtedy powiedziałem ci, że aby wykonać następne zadanie musimy pozbyć się naszego balastu, prawda?
Ikar skinął. Pamiętał to dokładnie. Jakby ktoś w jednym momencie wrócił mu obraz całego życia. Czy był w stanie je udźwignąć?
— I kazałem ci pójść na górę do naszej sypialni, gdzie znajdowała się owa przeszkoda, nieprawdaż?
Kolejne skinięcie.
— Teraz rozumiesz? To TY zabiłeś matkę. Więc przestań przypisywać mnie tę zasługę.
Mężczyzna patrzył przez chwilę w oczy własnego syna, nie rozumiejąc do końca co dzieje się w jego głowie. Jak wszystkie te informacje wpływają na jego umysł? Nic nie umiał wyczytać z wyrazu twarzy młodzieńca. Skierował się więc w stronę drzwi, nie odzywając się do niego ani słowem. Głośne trzaśnięcie drzwiami zakończyło dzisiejsze przesłuchanie.

9 komentarzy:

  1. Jest już późno, więc będę się streszczać, ale chciałam dać znać, że jestem i przeczytałam. Powiem Ci kochana, że dałas czadu tym rozdziałem! Emocji było naprawdę wiele, a to co się działo to po prostu poezja! Przede wszystkim nie spodziewałam się, że to ludzie jego ojca go zaatakowali i uwięzili! Niby to było oczywiste, bo kto inny mógłby to zrobić, a jednak nie domyśliłam się! Głupia ja. Ale akcji w poprzednim rozdziale było tyle, że aż zgłupiałam:D W każdym razie rozegrałaś to fenomenalnie! Zdrada Romero, wyższość Nathana i... bezsilność Marion i Ikara. Skoro oni oboje są uwięzieni to chyba nie ma już osoby, która mogłaby im pomóc. Są w całości zdani na łaskę Nathana, a to jest dość... przerażające. Bo ten człowiek w tym rozdziale pokazał, że jest bezwzględny i nawet własny syn nie bardzo go interesuje. A ta sprawa z matką... Ranyniu! Takich rewelacji się nie spodziewałam!

    Kochana, czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, bo akcję podgrzałaś tak bardzo, że nie wiem jak ja wytrzymam;D
    Pozdrawiam! ;*
    A gdybyś miała ochotę to jest nowy u mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Naprawdę cieszy mnie Twoja obecność i miło, że tok zdarzeń przypadł Ci do gustu i był nieco zaskakujący. Starałam się :)
      Kolejny już niedługo i mam nadzieję, że będzie równie satysfakcjonujący.
      Tymczasem dziękuję bardzo i pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Cześć!
    Poetycki tytuł, Anonimku;)
    Rozdział ogólnie świetny (jak chyba każdy).
    Bez urazy, ale nie licz na jakiś rozbudowany i ogarnięty komentarz mojej strony. Jeśli natomiast mogę, chciałabym poprosić Cię o (jeśli nie było) opisanie wyglądu Ikara lub (jeśli był) wskazanie numeru rozdziału. Chciałabym się zapoznać z Twoim pomysłem na charakterystykę zewnętrzną tej postaci.
    Cała Twoja historia jest utrzymana w takim mrocznym, tajemniczym klimacie, co jest wspaniałe. A ten rozdział dodatkowo przyprawiłaś zapachem cygara....
    Pozdrawiam=]
    P.S.Zapraszam do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :)
      A dziękuję, tytuł skradziony z filmu, ale ciiii. Nikt nie musi wiedzieć :P
      Opis wyglądu był, chociaż bardzo skromny. Rozdział 2, nawet zacytuję: "W szkle zobaczyła jego odbicie. Był to wysoki, przystojny brunet, którego oczy świeciły dziwnym blaskiem. Jego umięśnione ręce wskazywały na to, że dba o swój rozwój fizyczny. Tylko dlaczego ten mężczyzna chce poderżnąć jej gardło?"
      I to by było na tyle jeśli chodzi o wygląd.
      Dziękuję pięknie za komentarz i cieszę się, że się podobało! Oby tak było do końca ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Znalazlam Twoj blog dzięki Rudej i przeczytalam go jednym tchem. Twoja opowieść bardzo mnie zaintrygowała. Jest niesmaowicie oryginalna i bardzo tajemnicza, przez co trudno się od niej oderwać. Nie rozumiem wielu jej aspektow, ale wiem, ze o to Ci chodziło, więc nie będę narzekać. Jedyne "ale" to takie, że uważam, iż pierwszy rozdział powinien być prologiem. Ponadto zastanawia mnie, ile lat miał Ikar, kiedy zabił tę kobietę? MImo wszystko, nawet jeśli był dość młody, to raczej nie mógl byc malcem, zmieniłabym to określenie.
    Ogólnie jednak... ddawno nie czytałam czegoś tak oryginalnego. I pisanego tak, aby czytelnik mial coraz więcej pytań. Nawet realia Twojego świata mnie ciekawią. początkowo myślałam o Ameryce, szczególnie jak płacili dolarami, ale teraz to sama nie wiem, czy przypadkiem to nie jest przyszłość... W końcu to igranie z czyjąś pamięcią.. Nie wiem, jak ojcidec Ikara to zrobił, ale wydaje mi się, ze nie tylko pamięć mu zmienil... CHoć Ikar i tak nie jest aż tak bezwględny, jaki prawdopodobnie powinien być... Och, jest samotny. Jest bezduszny. Ale nie całkowicie. Chciał się wyrać... Choć nie wiem, czy tak do konca, skoro chyba jednak probował zabić jasnowłosego anioła (swoją drogą Boże, jak ona sobie niesamowicie z nim poradziła... jestem rpzekonana ze musiała umierać ze strachu o życie swoije i swojego ojca, a mimo to potrafiła wypyrowadzić zawodowego zabójcę z równowagi.... i ejszczcze naprawdę zapraszała go jak jakiefoś znajomego do kolejnych odowiedzin, Jesus... CHyba akurat tego do końca nie przemyślała xD Mam wrazenie, że odegra tutaj większa rolę ciekawe, kiedy spotkają się poraz kolejny)... Chyba jednak nadal brał zlecenia lub sam decydował, kogo zabić, nawet jeśli próbwał uciec od ojca... To wydaje się wręcz niemozliwe. N.C jest chyba jeszcze bardziej bezwzględny niz ten, którego poznalismy w I rozdziale... Jeszcze bardziej zwariowany, a rpzez to niebezpieczeny. A ti, że wszystko odgrywa sie pod pretekstem firmy prawniczej, wszystko jeszcze dodatkowo komplikuje... zastanawia mnie, jak dziala pod względem prawnym Twój świat bo i polityka wydaje się byc mocno nie... niefajna. Mocno skorumpowana... Najwyraźniej Ikar nie ukryuwa sie az tak dobrze, skoro jego lojciec cały czass go obserwował to moze i taka policja doskonale wie o nim i ojego uczynkach? Tylko w takim przypadku brak rekacji mógłby oznaczać niemożność wyegzekwowania prawa co podkreślałoby moje przypuszczenia, że rzeczywistość tutaj jest naprawdę, naprawfdę mroczna, i że podstawa Marion jest raczej wyjątkiem niż regułą... Choić ona też nie nalezy do zupełnie kryształowych osób, no bo mimo wszystko długi czas brała udział, pośredni,ale jednak, w morderstwach... Mimo to, polubiłam ją, wydaje się byc bardzo silną kobietą, która nie zawaha się, aby bronić teog, co dla niej ważne... I teraz tez znalazła się rpzez to w niebezpieczeństwe... Podejrzewam, ze starszy Clark może ją zabic, ale mam nadzieję, że jednak teog nie zrobi... Ikara właściwie też w jakimś sensie polubiłam, chociaż... może inaczej. Nie nienawdzię go. Jest mi go żal. I bardzo, bardzo intryguje mnie jego postać. Cchiałabym go pozanć, choc to może byc trudne. On sam nie ma pojęcia, kim jest. Cięzkie ma życie chłopak... NIe potrafię sobie wyobrazić, co on czuje... Z niecierpliwością czekam na cd i na kogoś, kto nauczy Ikara emocji. Nawet mam podejrzenia, kto mógłby to być xD Czekam teź na rozwiążanie choć częsci zagadek, np. takiej, czy faktyvznie mamy do czynienia z przyszłoscią? Zapraszam na mój blog ,na którym obecnie publikuję opowiadanie "Niezależność"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, niesamowicie się cieszę, że mam nowego czytelnika! Witaj w moich skromnych progach :)
      Dziękuję za wszystkie miłe słowa na temat mojego opowiadania, nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie Ci do gustu. Jest mi bardzo miło z tego powodu, bo Zbrodnia Ikara to pierwsze opowiadanie jakie kiedykolwiek napisałam.
      Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania i obym żadnego nie pominęła:
      - Ikar popełniając swoją pierwszą zbrodnię, miał poniżej dziesięciu lat, chociaż w tekście nie określiłam tego dokładnie; więc wydaje mi się, że określenie "malec" jeszcze pasuje
      - umieściłam akcję w USA, bo to z tamtym terenem kojarzy mi się świat gangów i mafii; niemniej jednak, jest to opowiadanie, które bardziej skupia się na sferze psychologicznej bohatera, nie na konkretnych i szczegółowych aspektach działania przestępców, więc jeśli interpretujesz to jako przyszłość - proszę bardzo, masz takie prawo
      - Ikar miał byc bezwzględny i bezduszny - przynajmniej do tego chciał doprowadzić jego ojciec, ale coraz bardziej przekonuje nas, że ma w sobie ludzkie odruchy, których nie zdołano mu wyrwać; może to też przez ludzi, których spotkał i spotyka na swojej drodze , np. Marion
      -. Annabelle jest niezwykłą kobietą, bo w takiej sytuacji niejedna umarłaby ze strachu i może właśnie to ją uratowało? W końcu Ikar sam długo nie potrafił się otrząsnąć po spotkaniu z nią. Ale o Annabelle już milczę, bo nie chcę spojlerować :)
      - Natan Clark jest najbardziej bezwzględną postacią, jaką można sobie wyobrazić. Żadne ludzkie życie nie ma dla niego wartości i bez wahania eliminuje tego, kto w jego mniemaniu nie ma prawa żyć.
      - szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się w jaki sposób będzie to działało pod względem prawnym, bo dla mnie istotny był właśnie portret psychologiczny postaci, nie szczegółowy opis funkcjonowania firmy; chociaż w sumie lepiej wiedzieć więcej niż mniej, poczytam o takiej działalności, może mnie natchnie
      - Ikar ucieka, ale uciec nie może, bo ojciec ma oczy dookoła głowy i nie daje mu spokoju; dzięki temu widać, jaką istotną rolę odgrywa w tym świecie Natan Clark
      - Marion jest postacią pozytywną, bo na tle jakie tworzy Natan i jego firma, niewiele trzeba by otrzymać taką łatkę; dla Ikara jest jedyną "przyjaciółką" i własnie to świadczy o tym, że chłopak ma w sobie coś z człowieka
      - Cieszę się, że masz takie odczucia wobec Ikara, i masz rację - on sam nie wie kim jest. Jeszcze...

      Dziękuję pięknie za przeczytanie i za komentarz, a na Twojego bloga zajrzę z pewnością! :)

      Usuń
  4. O. Mój. ....
    Ja pierdole!
    On sam zabił swoją matkę?
    Nieprawdopodobne!
    Tego na pewno się nie spodziewałam...
    Ale patrząc na to z perspektywy, że w tamtym momencie był jakimś maniakiem, to wszystko jest możliwe... Masakra!
    Ogólnie na początku to sądziłam, że wprowadzą tą Annabelle. Nie wiadomo skąd, ale przeleciała mi w głowie taka myśl...
    Biedna Marion... Ale nadal stoi murem za Ikarem! Teoretycznie ma nóż na gardle, a i tak nie daje nic zrobić temu chłopakowi. Ma wobec niego jakieś matczyne odruchy.
    Co do samego tatusia... Chuj, chuj i jeszcze raz chuj!
    Wspominając, że ma jakieś chore ideologie wyższości. Nie ma ludzi lepszych i gorszych. A nawet jeśli, to nie wolno ich zabijać. Ludzie nie po to sie rodzą, zakładają rodziny, żeby nagle ni z gruszki ni z pietruszki ginąć z ręki przypadkowego człowieka.
    Romero to się zachował dokładnie tak, jak przewidywałam - jak rasowy gangster bez żadnych zahamowań, a jednocześnie lizus, który jak pies liże tyłek swojego pana. Chyba nikt mu nigdy nie powiedział, że im bardziej się wchodzi człowiekowi w dupę, tym bardziej on cię tam ma!
    Dobra, muszę się dowiedzieć, jak dalej przebiega ta historia, więc...
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, super, że udało mi się zaskoczyć ;)
      Na Annabelle jeszcze nie pora, ale ciii...
      Natan to zło w czystej postaci i nie wiem, czy jest dla niego ratunek.
      Dziękuję!

      Usuń
  5. Tutaj dowiedziałam się co się stało z matką Ikara i bardzo się cieszyłam iż ta sprawa została rozwiązana, choć nie ucieszyło mnie, to w jaki sposób kobieta umarła, i że stało się to z ręki jej własnego syna. Tutaj już całkiem zawiodłam się na Ikarze i przestałam zawierzać w jego zmianę. Na własną matkę nie powinno się nawet ręki podnieść, jakakolwiek by nie była, ale... zabić... kurwa (przepraszam, tutaj mnie emocje po prostu poniosły). Podobało mi się jak zobrazowałaś opowieścią Natana całą tę sytuację, nawet to ulubione ubranie, które kobieta miała na sobie - piękny, groteskowy obraz. Natan zabił, na zlecenie ojca. Czym ta kobieta mu zawiniła. Ja w ogóle uważam,że ona powinna zabrać syna i odejść od męża już jakoś na początku związku. Matka powinna chronić dziecko, a nie daję wiary, że nie widziała jak Natan traktuje Ikara - matki zawsze takie rzeczy widzą, tylko udają, że nie, bo tak im wygodniej i wyciszają własne sumienie, a potem sobie mówią "a co ja mogłam". Chyba jestem trochę feministką, ale uważam, że kobieta powinna być silna, zwłaszcza jeśli ma dzieci i że lepiej chować dzieci samemu, niż męczyć się z facetem, który na to nie zasługuje i jeszcze widzieć na własne oczy jak ten facet niszczy te dzieci i nic nie zrobić.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń