czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 10 - Katorga

Ikar nie wiedział, gdzie ma się podziać, nie miał przecież dokąd pójść. Na świecie nie pozostała mu już żadna bliska osoba. Ostatnia odeszła niedawno i wciąż nie umiał się z tym pogodzić. Bo niby jak można pogodzić się z czymś tak okrutnym i niewybaczalnym?
Oddalił się w ofiarowanym mu samochodzie od New Island, tego przeklętego miasta, w którym spędził tyle lat swojego życia. Nie rozumiał, czym zasłużył sobie na pomoc tak wielu ludzi, skoro był człowiekiem przesiąkniętym złem i nieprawością. Przecież on, Ikar Clark przez tyle lat mordował niewinnych z przekonaniem, że to, co robi jest dobre. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia, żadnych wątpliwości, nic nie stało na jego drodze. Aż do teraz. Zrozumiał właśnie, że wszystko, co wydarzyło się do tej pory było jedynie elementem nierównej gry prowadzonej przez jego ojca, Natana Clarka. A on nie miał zamiaru dłużej brać w niej udziału. Nie będzie kolejną marionetką w rękach człowieka, który wmówił sobie, że ma władzę nad innymi ludźmi i może decydować o ich losie. Nikt przecież nie ma takiego prawa. Ikar chciał zniknąć i zmienić swoje życie, chociaż nie wiedział, czy jest to jeszcze możliwe. Już raz spróbował, ale poniósł druzgocącą klęskę. Czy warto było ryzykować jeszcze kolejny raz?
Dla wolności? Zawsze.
Błądził niepewnie po nieznanej mu okolicy i rozmyślał o swojej przyszłości. Opuścił zatłoczone miasto i podążał cichymi, spokojnymi drogami w nieznanym kierunku. Tak będzie lepiej. Nie miał pojęcia, czy wciąż jest obserwowany tak, jak ostatnio, ale nie stanowiło to dla niego żadnej różnicy. Jeżeli ojciec już wie o jego zniknięciu, z pewnością nie da mu spokoju do czasu, aż znowu znajdzie się w jego siedzibie w New Island. Dlatego musi czym prędzej uciekać i zaszyć się w miejscu, gdzie wpływy Natana Clarka nie sięgają. Nie mógł on być przecież tak wszechmocny. Ojciec walczył z Ikarem najróżniejszymi sposobami, ale mistrzowskie oddziaływanie na psychikę człowieka było jego najskuteczniejszym działaniem.
Lustra. Chciał przemówić do niego przez zwykłe lustra. I chociaż wydawało się to pozornie nieszkodliwe, Ikar wiedział, że dłuższy pobyt w tej samotni skończyłby się źle. Wpatrywałby się we własne odbicie ze świadomością swoich czynów — zabójstwa własnej matki, śmierci Marion i nigdzie nie znalazłby ucieczki od samego siebie. Teraz też jej nie znajdzie, ale przynajmniej nie musi spoglądać na twarz człowieka, który nie zasłużył na to miano. Na twarz Ikara Clarka. Mordercy.
Zatrzymał samochód. Był już chyba dość daleko, by choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Silnik zgasł i powoli otworzyły się drzwi od strony kierowcy, zza których wyłonił się wysoki mężczyzna. Był bardzo zmęczony i ledwo trzymał się na nogach, ale świeże powietrze przyniosło mu ulgę. Ikar wdychał je głęboko i spoglądał dookoła siebie.
Znajdował się na całkowitym pustkowiu, a otaczały go tylko wysokie drzewa, których liście szumiały głośno trącane mocnymi porywami wiatru. Pogoda mu sprzyjała – było dość chłodno, ale niebo usłane gwiazdami rozjaśniało cały krajobraz. Oddalił się od samochodu, chcąc rozprostować zmaltretowane nogi i podążył przed siebie, cały czas rozmyślając o tym, co powinien zrobić. Nic racjonalnego nie przychodziło mu jednak do głowy. Otaczała go nieprzyjemna cisza przerywana jedynie szumem wiatru i odgłosem szurania jego butów po kamiennej ścieżce, na której właśnie się pojawił. Szedł naprzód, nie zważając na to, że pozostawiony samochód może wzbudzić podejrzenia. Nawet jeśli było to zwykłe pustkowie, narażał siebie na niebezpieczeństwo, a tego nie powinien robić w sytuacji jaka go spotkała. Nigdy nie wiadomo, co wymyśli i do czego posunie się Natan Clark, by znowu zawładnąć życiem własnego syna.
Głośny krzyk rozpaczy wydobył się z mężczyzny, który dusił w sobie tyle sprzecznych ze sobą emocji przez całe swoje życie. Coś musiało się stać. Upadł na kolana i chwycił się za głowę, spoglądając w nocne niebo, a w jego oczach widać było gniew. Czuł się bezradny wobec wszystkiego, co miało miejsce do tej pory, nie wiedział czy cokolwiek może się jeszcze zmienić. Nie chciał już uciekać, ale nie miał innego wyboru. Twarde kamienie nieprzyjemnie wbijały się w jego nogi, pozostawiając po sobie uczucie bólu i ślady w wielu miejscach. Wiatr stawał się silniejszy z każdą chwilą, a Ikar wciąż pozostawał na ziemi i wpatrywał się w dal. Czekał na jakąś podpowiedź, cokolwiek, co mogłoby mu pomóc. Nic takiego jednak nie nadeszło. Był sam. I sam pozostanie już do końca.

***

Mrok wypełniał mój umysł, moje ciało. Znowu. Przeszywał mnie na wskroś, a wnętrze rozdzierał niesamowity ból. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wzrok, słuch – wszystko zawodziło w obliczu narastającej ciemności, którą czułem wokół siebie. Stawała się coraz gęstsza i cięższa, pochłaniała wszystko, co napotkała na swojej drodze. I mnie. Straciłem władzę nad własnym ciałem i unosiłem się bezwładnie w narastającym mroku, który ponownie miał zawładnąć całym moim życiem. Nie mogłem się z niego wydostać, chociaż tylko tego pragnąłem, o to walczyłem. Ale na walkę było już chyba za późno. Pozwoliłem aby ciemność przejęła kontrolę nade mną i moim życiem. I tak jest już przegrane. Ale coś wciąż trzymało mnie przy życiu.
Dotyk. Poczułem niesamowity dotyk, który przyniósł mi ulgę i nadzieję na to, że nie wszystko stracone. A przecież był to zwykły, bezużyteczny zmysł. Tylko, że skądś go znałem i nie był mi obojętny. Chciałem poczuć to samo jeszcze raz. Choćby ostatni raz. Moment, gdy wynurzyłem się z ciemności był niczym oderwanie od wcześniejszego życia. Pozostawiłem mrok w tyle i zmierzałem ku światłości. Albo to ona zmierzała ku mnie. Uchyliłem powieki by znowu ujrzeć jasność, która uderzyła w moje oczy, ale nie pozwoliłem sobie na ponowne ich zamknięcie. Zbyt dużo mogłem stracić.
Jasne włosy migotały przede mną i już wiedziałem, że jestem bezpieczny. Muszę tylko podążać za nią. Za moim Aniołem, który prowadzi mnie za rękę ku lepszemu światu. A właśnie w nim chciałem się znaleźć. Nie odwróciła się do mnie, ale wiedziałem, że to ona. Byłem tego pewien. Ścisnąłem mocniej jej dłoń, która wydawała się nadzwyczaj krucha i delikatna. Idealna. Spojrzałem za siebie i zauważyłem, że ciemna przestrzeń zbliża się w niepokojącym tempie. Coś ciągnęło mnie w tamtą stronę,ale ja nie chciałem ponownie dać się jej porwać. Tylko, że ona tak szybko zmierzała w moim kierunku. Tylko jedno mogło mnie uratować – mój jasnowłosy Anioł nie puszczał mojej dłoni, mimo iż mrok otaczał nas z każdej strony. Trzymałem się blisko niej, nic więcej nie mogłem przecież zrobić.
— Musisz uwierzyć — rozległ się cichy, ale jednocześnie silny głos kobiety, która była moją ostatnią nadzieją.
Mrok znowu zaczynał przejmować kontrolę nad moim ciałem, chociaż starałem się nie dać za wygraną i walczyć o własną duszę. Ona musiała mi pomóc, tylko ona mogła to zrobić. Zawierzyłem jej wszystko, całe moje istnienie i nie zamierzałem się poddać. Nie teraz. Jest jeszcze coś, co muszę zrobić. Mam po co żyć. Mam w co wierzyć. Trzymałem mocno delikatną dłoń i podążałem dalej za białym Aniołem. A ten nigdy nie zawodzi. Maleńka strużka światła pojawiła się przed nami i powiększała się z każdą chwilą. Rozerwała więzy mroku tak, bym mógł przedostać się na stronę jasności. Światło. I dotyk. Już nie mogłem pozwolić jej odejść. Trzymałem rękę białego Anioła do samego końca. I nie puściłem. Nie tym razem.

Ikar obudził się w samochodzie, dysząc ciężko. Nie miał pojęcia co właśnie się stało, ale dręczący go sen był zbyt realistyczny by nazwać go zwykłą marą. Rozejrzał się dookoła. Nic nie zmieniło się od momentu, gdy pozwolił sobie na krótką drzemkę, aby nabrać sił na dalszą podróż. Znajdował się na pustkowiu otoczony drzewami, ale niebo stawało się coraz jaśniejsze. Świtało. Nie mógł tracić więcej czasu. Wiedział dokładnie, co ma teraz zrobić i dokąd się udać.

***

Dzień zbliżał się już ku końcowi. Słońce chowało się za horyzontem, robiąc miejsce jaśniejącemu półksiężycowi, który ukazał się po przeciwnej stronie nieba. Ikar co jakiś czas spoglądał niecierpliwie na zegarek. Wiedział, że nie może się ociągać. Jechał cały dzień bez jakiejkolwiek zbędnej przerwy, by szybciej dotrzeć na miejsce, ale droga ciągnęła się w nieskończoność.
Odetchnął z ulgą, kiedy przed jego oczami pojawił się wyznaczony wcześniej cel podróży – dom Annabelle Shaw. Zatrzymał samochód na parkingu. Było już całkiem ciemno, a wewnątrz nie paliło się żadne światło. Całą okolicę spowił nieprzenikniony mrok. Jedynym źródłem jasnej poświaty padającej na dom były światła przy jego samochodzie, bo nie zdążył ich jeszcze wyłączyć. Spojrzał na wysoki budynek, w którym pojawił się wcale nie tak dawno i zauważył, że drzwi wejściowe były lekko uchylone. Zbliżył się szybkim krokiem do schodków i wszedł na werandę a podłoga zrobiona ze starych desek zaskrzypiała nieprzyjemnie. Rozejrzał się dookoła, ale nic szczególnego nie zwróciło jego uwagi. Bujany fotel i drewniana ławeczka stały nienaruszone w rogu werandy, czekając aż ich właściciele spoczną na nich po kolejnym dniu ciężkiej pracy.
Mężczyzna podszedł do drzwi i uchylił je szerzej tak, by choć trochę światła od lamp samochodowych padło na zaciemnione wnętrze. Powoli przekroczył próg i uważnie spoglądał na otaczającą go przestrzeń. Coś było nie tak i on dobrze o tym wiedział.
Kuchnia, do której wchodziło się bezpośrednio z zewnątrz wyglądała dokładnie tak samo, jak w dniu kiedy był tu ostatnio. Może brakowało tylko świeczki na środku stołu, którą sam zapalił by rozjaśnić nieznajome wnętrze. Ręką wyszukał na ścianie włącznika światła i wcisnął go. W tej samej chwili pomieszczenie wypełniła nienaturalna jasność, a Ikar zmrużył oczy i ogarnął wzrokiem całą kuchnię. W zlewie zauważył kilka niepozmywanych naczyń, a na szafce obok leżał pęk gazet, które zapewne nie zostały jeszcze ruszone. Ktoś musi tu przecież być – przemknęło mu przez myśl. Ruszył dalej w kierunku schodów, przy których ostatnim razem zaatakował jasnowłosą kobietę. Postawił pierwszy krok, a stopień zaskrzypiał głośniej niż deska na werandzie i przerwał na moment głuchą, nieprzyjemną ciszę. Szedł powoli w ciemności, trzymając się ściany, bo nigdzie nie zauważył tak użytecznej w tym momencie lampy, aż dotarł na sam szczyt schodów. Dopiero tutaj udało mu się znaleźć kolejny włącznik i jasność znowu zapanowała w niewielkim korytarzu.
Spojrzał niepewnie na otaczające go drzwi i nie wiedział, które ma wybrać. Każde prowadziły do osobnych pokoi, ale jemu potrzebne były tylko te, które zapewnią mu spotkanie z Annabelle. Otworzył te, które były najbliżej niego i spojrzał do środka. Łazienka. Nie tego szukał. Następne prowadziły do garderoby, więc zamknął je coraz bardziej zniecierpliwiony. Wszedł do kolejnego pomieszczenia i zapalił światło, ale widok, który pojawił się przed jego oczami sprawił, że zamarł na chwilę. Nie. Tylko nie to.
Podszedł bliżej i spojrzał na łóżko, w którym leżał starszy mężczyzna. Miał zamknięte oczy, a jego ciało znajdowało się w nienaturalnej pozycji, jakby wygięte w konwulsjach. Twarz zalana była krwią, która musiała sączyć się z przestrzelonego czoła. Ikar pochylił się nad człowiekiem i dotknął brunatnej cieczy. Zapewne zginął niedawno, bo krew wydawała się jeszcze świeża. Nie musiał długo się zastanawiać kto dopuścił się takiej zbrodni. Odpowiedź była jasna  Romero. Przecież to jego ulubiony sposób zabijania. Znak firmowy. Strzał w głowę.
Ikar spojrzał ostatni raz na nieżywego mężczyznę i opuścił pomieszczenie. Wiedział co ujrzy w następnym pokoju, a ból rozdzierał mu serce. Przecież nikt jeszcze nie zdołał umknąć przed tym mordercą. Ona nie miała żadnych szans, nawet najmniejszych. Położył rękę na klamce i nacisnął ją.
W pokoju było ciemno, ale czuł ciężki zapach krwi pomieszany z przyjemnym zapachem damskich perfum. Kiedy ujrzał ciało kobiety na posłaniu, w jego oczach pojawiły się łzy, których tak dawno już nie potrafił uronić. Leżała bezwładnie z ręką na sercu, a złote włosy oplatały zakrwawioną twarz. Mimo to była piękna, piękniejsza niż ktokolwiek na świecie. Zbliżył się do kobiety i klęknął przed jej ciałem, ledwo utrzymując się na nogach. To nie mogła by prawda. Ona nie może być martwa. Dotknął niepewnie zabrudzonych policzków i czoła Annabelle. Nie miał prawa tego robić, ale nie mógł się powstrzymać. Przecież on, Ikar Clark był taki sam jak oni. Był mordercą.
Malinowe wargi uchylone były delikatnie i ukazywały czubki śnieżnobiałych zębów, jakby kobieta zaraz miała przemówić do niego. Tak się jednak nie stało. Położył rękę na jej dłoni i próbował w jakiś sposób przywrócić im dawne ciepło. Było już jednak za późno. Mężczyzna przeczesał dłonią długie, gęste włosy, które opadały wokół tej drobnej istoty i zapłakał gorzko. Nie miał się czego wstydzić. I tak było już po wszystkim. Wiedział, że teraz nie ma już po co żyć, nie ma dla kogo istnieć. Wszystko nie miało już sensu.
Nie wiedział jak długo tkwił w tej pozycji przy ciele Annabelle, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Czas stanął w miejscu i wydawało się, że nigdy nie ruszy. Już nie miał się po co spieszyć. Czekało go tylko jedno  męka aż po kres życia.
Mężczyzna wstał i przykrył ciało Annabelle lekką narzutą, która leżała obok niej. Niech śpi. Niech śpi spokojnie. Na wieki. Odwrócił się w stronę okna, a jego twarz lśniła od zaschniętych łez. Nigdy nie czuł jeszcze takiego bólu. Nigdy. Stał bezradnie na środku sypialni jasnowłosego Anioła i pozwolił łzom płynąć swobodnie. Potrzebował oczyszczenia. Po chwili zbliżył się do drzwi, ale zanim wyszedł, spojrzał ostatni raz na drobne ciało zamordowanej kobiety. Zamknął delikatnie drzwi i pozwolił jej spokojnie odejść. Zasłużyła na to.

17 komentarzy:

  1. Ależ podobał mi się ten rozdział! Widać, że Ikar dopiero teraz rozumie do czego się w przeszłości dopuszczał i dopiero teraz tak naprawdę żałuje tego, co robił. Wyrzuty sumienia, żal za grzechy, wyraz skruchy i chęć zmiany - idealny przykład wewnętrznej przemiany bohatera. Podobał mi się opis uczuć i to, co zawarłaś w jego przemyśleniach. Boję się tylko, że widok zamordowanej Annabelle go załamie i nie będzie miał siły by walczyć. Do ostatniej chwili przekonana byłam, że jednak ją oszczędzisz, a tu proszę;D Ciekawa jestem czy Ikar bedzie chciał zemsty, czy uda mu się wygrać z ojcm no i co w ogóle teraz postanowi... Świetnie rozwija się ta akcja! ;)
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że się spodobał! ;)
      Ikar zmaga się teraz z rzeczami, które do tej pory nie były mu znane - pewnego rodzaju wyrzuty sumienia, żal. Zobaczymy jak to wszystko na niego wpłynie, ostatni rozdział już niedługo ;)
      Dziękuję raz jeszcze! :D

      Usuń
  2. W pierwszym fragmencie trochę trudno było zrozumieć, czy Ikar zaczął zmieniać swój stosunek na temat zbrodni, które popełniał, dlatego że poczuł wyrzuty sumienia, czy dlatego,że zrozumiał, że w taki właśnie sposób podlegał ojcu, a przecież właśnie od tego uciekał. I to drugie bylo bardziej wybuite. Ale teraz, po tym, co zobaczyl w domu A.S., myslę, że będzie miał długo do czynienia z tym pierwszym. To śmierć tej kobiety naprawdę mocno na niego wpłynęła, widać to już po tym krótkim fragmencie, w którym ją znalazł. Mam wrażenie, że śmierć jej i jej ojca to takie ostrzeżenie od Clarka seniora i Romero... Och, to jest narpawdę straszne. wudawało mi się, że kobieta odegra tutaj inną rolę, ale tak to chyba jeszcze mocniej wpłynie na psychikę Ikara. Rozumiem, dlaczego nie chce żyć, naprawdę. Ale wydaje mi się że koniec końców, jeśli jakoś dojdzie choć trochę do siebie, to włąśnie A.S. stanie się jego aniołem stróóżem i da mu szansę na nowe życie. Wspaniale to opisałaś. Mimo że nadal nie wiem, jak działa ten świat, opisy ucuzć, wewnętrznych rozterek, różny sposób narracji trafiają do mnie w stiuprocentach. Z każdym rozdziałem piszesz coraz lepiej, a to naprawdę trudne ;) Czekam na cd z niecierpliwością i zapraszam do siebie, zapiski-condawiramurs jestem ciekawa Twojej opinii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie oznaki wyrzutów sumienia, które do tej pory raczej nie były mu znane, dają o sobie znać. Ale to bezwzględne uzależnienie od ojca też ma ogromny wpływ na to, co próbuje zrobić - uciec. Kolejny już raz.
      Masz rację - to Annabelle jest i będzie jego aniołem; jego światłem, które poprowadzi go przez życie i może dzięki temu w końcu odnajdzie samego siebie.
      Dziękuję Ci bardzo, naprawdę miło mi, że kolejne rozdziały spełniają oczekiwania. Oby i tak było z ostatnim! Dziękuję ;)

      Usuń
  3. Rozdział przeczytałam już wczoraj wieczorem, ale dosłownie padałam z nóg, więc komentuję dopiero dzisiaj. Nie jestem na świeżo i pewnie zapomnę o połowie rzeczy, które chciałam zawrzeć w tym komentarzu, więc z góry przepraszam, jeśli napiszę coś okropnie krótkiego i nieskładnego.
    Subiektywnie uważam ten rozdział za jeden z najlepszych, jakie do tej pory opublikowałaś. Mamy dużo rozmyślań Ikara, mamy akcję, która toczy się wręcz w idealnym rytmie, olbrzymie zaskoczenie w postaci śmierci Annabelle. Czyli bardzo mi się podobało. :)
    Fajnie, że nawiązałaś do tych luster w celi Ikara, to według mnie świetny motyw i czekałam na jakieś wspomnienie o tym. Natan Clark jak zwykle był pomysłowy i wykazał się świetną znajomością syna - wiedział, że Ikar pozostawiony samemu sobie musiałby w końcu zwariować, ulec. W końcu teraz doskonale zdaje sobie sprawę, jak okropne zbrodnie popełnić, ilu bliskich stracił. Podobało mi się też, jak pokazałaś jego samotność, to, że tak naprawdę nie ma na świecie już nikogo, kto byłby jego przyjacielem. Aż zaczęłam mu współczuć, co rzadko mi się zdarza, bo z reguły nie współczuję nikomu, ani w życiu, ani w książkach.
    Ogólnie bardzo mi się podobało i czekam na kolejny rozdział. Zapraszam też do siebie. :)
    Pozdrawiam serdecznie. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Strasznie się cieszę, gdy czytam takie słowa na temat tego rozdziału. I jeszcze udało mi się czymś zaskoczyć - jestem w siódmym niebie! ;)
      Natan swoją bezwzględność prezentuje na wszystkich poziomach - nie tylko zabijanie, które oczywiście jest na porządku dziennym, ale także męczenie psychiki swoich ludzi. Nie ma litości dla nikogo.
      Dziękuję Ci bardzo za przeczytanie i opinię, i oby do następnego! :D

      Usuń
  4. O. Rany.
    O.O
    Totalnie mnie zaskoczyłaś.
    Spodziewałam się wszystkiego - porwania, spotkania - ale na pewno nie zabójstwa!
    Do samego końca myślałam 'A może jednak będzie żyła? Może Romero trzyma jej nóż tuż przy gardle, ale żyje. Ikar ją uratuje.'
    A tu dupa! Mamy trupa!
    Jedyna kobieta, w której, jak sądzę mimo jednego spotkania zakochał się, została zamordowana przez jego wroga.
    Czuję, że szykuje się zemsta.
    Pomyślmy... Będzie rozlew krwi i wodospad trupów. Cóż. Nie mogę się doczekać!!! :-D
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że udało mi się zaskoczyć tym rozdziałem! Starałam się ;)
      Ymm, nie obiecuję wodospadu trupów, ale zobaczymy, co się wydarzy w ostatnim.
      Dziękuję bardzo ;)

      Usuń
  5. A ja czytałam już całość i mam nadzieję, że coś się jeszcze tutaj pojawi :D Czekam z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  6. DzieńDobry :) Miło znów zajrzeć do Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże, jaki piękny i smutny rozdział. Co mam napisać?
    Co teraz będzie z Ikarem? Albo zwieje do Chin, albo strzeli sobie w łeb. Nie może wrócić do firmy ojca. Chyba, że uda mu się go zabić. Ale wtedy znów zabije. No nie bardzo.
    Czemu, czemu, Annabelle, czemu? Szkoda, mogli mieć taki fajny, nietypowy kontakt.
    Żegnaj, Annabelle. Ikarze, nie wiem, co możesz zrobić. AA, piękny rozdział.
    Pozdrawiam = ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;*
      Kilka odpowiedzi znajdzie się w następnym rozdziale, mam nadzieję, że zadowolą!

      Usuń
  8. Było mi cholernie smutno, że tak kończy ta Anabelle, ja naprawdę myślałam, że ona będzie z Ikarem, że wyjadą gdzieś gdzie nikt ich nie zna, że mu pomoże, będą mieli dzieci i będą żyli długo i szczęśliwie, ale może tak musiało być, by on zaczął na nowo odczuwać? Kto wie... ja wiem, że ostatni rozdział niósł z sobą nadzieję, ale szybko mi ją odebrał.
    Powrócę jeszcze do matki Ikara, do tego, że sama właściwie się pchnęła w to serce. Nienormalna kobieta! Jak chciała ocalić syna, to trzeba było brać dzieciaka pod pachę jak był mały i spierdalać przed siebie od tego debila, jeszcze na policję donieść, a nie pozwolić mu znęcać się nad chłopcem, tresować go na morderce i jeszcze na dodatek potem się zabić, odejść i zostawić to dziecko samo. Ja myślę, że ona się poddała, wybrała prostszą drogę i jako, że jestem matką nie potrafię jej zrozumieć ani odczuwać do niej empatii. Do Clarka też nie, ale to jednak ona nosiła Ikara pod sercem, powinna mieć instynkt przetrwania w takim przypadku, a nie chęci śmierci.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń