poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 8 - Opór

Ikar nie wiedział jak długo siedzi przywiązany do krzesła w swoim rodzinnym domu. Szczerze mówiąc, nie starał się nawet tego określić. Bo cóż mogło to zmienić? Nic. Wpatrywał się beznamiętnym wzrokiem w przestrzeń przed sobą i próbował wyrzucać z pamięci coraz to liczniejsze obrazy, które się w niej pojawiały. Chciał być znowu nieświadomym swojego wcześniejszego życia, ale nic nie dało się zrobić. Czasu nie można przecież cofnąć. A może jednak?
Wsłuchiwał się w równy i spokojny oddech Marion, która wciąż tkwiła obok niego z zaklejonymi ustami. Nie miał pojęcia co się z nimi stanie, co wymyśli dla nich Natan Clark. Tylko czy miało to teraz jakieś znaczenie? Przecież wszystko już się wyjaśniło, dostał to, o co walczył od kilku dni. Jednak wbrew pozorom nie przyniosło mu to ulgi, nie rozwiązało ani jednego problemu. Zabawne, bo właśnie w tej chwili Ikar marzył o tym, by znowu żyć w błogiej nieświadomości, uciekając przed swoim ojcem. Bo w końcu dotarło do niego co zrobił i przed czym chronił go Natan Clark. Zabił swoją matkę. Zabił. I chociaż mordowanie innych ludzi nigdy nie stanowiło dla niego problemu, teraz nie umiał sobie z tym poradzić. Zabił matkę. I świadomość ta przeszywała zarówno jego umysł, jak i serce. A wszystko wskazywało na to, że człowiek ten serca już nie miał, że został go pozbawiony przez lata okrutnych praktyk i tortur. Ale on zabił swoją matkę i nijak nie umiał się z tym pogodzić.
Czuł jak nowe wspomnienia z tego dnia pojawiają się przed jego oczami. Szedł powoli po schodach tak, by nikt nie mógł go usłyszeć, tak, by nie mogła ona zapobiec temu, co ją czeka. Wsłuchiwał się w głuchą ciszę, która go otaczała. Kiedy stał już przed drzwiami jego serce nie przyspieszyło ani na moment, nie czuł nic. Ani strachu, ani ekscytacji. Jego wnętrze przepełniała pustka, która pojawiła się znowu właśnie teraz, gdy po latach uświadamia sobie co zrobił własnej matce. Pamiętał jak uchylił drzwi i wkroczył w mrok wypełniający sypialnię. Słyszał jej cichy oddech, ale nie wiedział czy spała. Nie potrafił tego określić. Podchodził powoli, trzymając w jednej ręce nóż, a drugą torował sobie drogę. Przesunął krzesło, na którym zawsze trzymała gazety i po chwili stał już nad jej ciałem. Nie wahał się ani przez moment, ale gdy zbliżył nóż do jej klatki piersiowej stało się coś nieoczekiwanego. Jasne oczy zabłyszczały w ciemności nocy. Albo tak mu się tylko wydawało. Może to wyobraźnia płatała mu figle? Wpatrywał się przez chwilę w te znajome źrenice i nie wiedział czy to, co widzi może być prawdziwe. Czy kobieta, która jest świadoma tego, że zginie z rąk własnego syna może patrzeć na swojego zabójcę z miłością? I to uczuciem w najczystszej formie, bo bezwarunkową miłość, którą dojrzał Ikar tylko tak można było nazwać.
Czas uciekał, a on stał i nie wykonał żadnego ruchu. Patrzył tylko w oczy osoby, która go urodziła, która go wychowała, która zajmowała się nim całe życie. A Natan Clark czekał i jego żona dobrze o tym wiedziała. Z amoku wyciągnęło młodego Ikara uczucie czegoś ciepłego na swojej prawej dłoni, która wciąż tkwiła przy klatce piersiowej jego matki. Poruszył palcami i dotknął gęstej cieczy, która zaczęła wydobywać się z ciała kobiety. Nóż zanurzony był do połowy w jej ciele, ale on przecież nic nie zrobił, na pewno jej nie zranił. Tylko czy w takiej sytuacji mógł być czegokolwiek pewien? Bo na jego ręce zaciśnięta była dłoń matki, która by chronić własne dziecko przed gniewem ojca, pomogła mu spełnić jego żądanie. Po chwili uścisk ten osłabł, aż w końcu jej ręka opadła na posłanie i zastygła w bezruchu. Tak jak i reszta jej ciała. Ikar nie śmiał spojrzeć na trupa swojej rodzicielki, którego pozostawiał w sypialni i czym prędzej opuścił to pomieszczenie. Zamknął drzwi, oparł się o nie, oddychając szybko i próbował się uspokoić. Pocierał mocno o siebie obydwie ręce, chcąc usunąć z nich lepiącą się krew, ale nie potrafił się jej pozbyć. Nie mógł się przecież pokazać ojcu w takim stanie.
***
— Obudźcie go! – Rozległ się krzyk Natana Clarka, który właśnie wkroczył do pokoju, zaznaczając swoją obecność zapachem palącego się cygara.
Kilku mężczyzn zbliżyło się do Ikara i potrząsnęło jego ciałem, na którym pojawiły się już oznaki zmęczenia nocą spędzoną w pozycji siedzącej. Wcale nie spał, nie dałby rady zmrużyć oczu choćby na chwilę, bo cały czas towarzyszyły mu cienie wydarzeń z przeszłości dręczące jego umysł. Podniósł delikatnie ociężałą głowę i spojrzał na ojca stojącego przed nim.
— To nasza ostatnia rozmowa na ten temat Ikarze – zwrócił się do niego ojciec. – Nie możemy już dłużej marnować czasu. Jest jeszcze coś, co chciałbyś wiedzieć przed powrotem do Clark’s Corporation?
— Ja nie wracam… — wyszeptał z trudem Ikar, ale Natan Clark nie dał mu dokończyć.
— Wracasz. Dobrze wiesz, że nie masz innego wyjścia. Co ty ze sobą zrobisz beze mnie?
Ten pokręcił głową, nie mogąc wydusić słowa. Całe jego ciało wydawało się odrętwiałe i nie było w stanie sprawnie funkcjonować.
— Przestań ciągle zaprzeczać — wzburzył się mężczyzna i opadł na krzesło ustawione naprzeciw syna. – Ja naprawdę mam swoje sprawdzone sposoby, które zmuszą cię do powrotu, ale niektórych nie chciałbym stosować. Chyba, że mnie do tego zmusisz.
Ikar nie odpowiedział. Kłótnia z ojcem nie miała najmniejszego sensu. Nic go nie miało. Tylko śmierć.
— Wracając do mojego pytania. Czy jest coś, czego chciałbyś się dowiedzieć przed powrotem?
— Dlaczego? – wyszeptał uwięziony i spojrzał ojcu prosto w oczy. Chciał w nich znaleźć odpowiedź na swoje pytanie. Dlaczego ten chciał, by o wszystkim zapomniał?
Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie, a w jego oczach znów pojawiły się niebezpieczne iskierki szaleństwa.
— Czyż to nie oczywiste? – zapytał. – Pytasz dlaczego? Przecież dobrze znasz odpowiedź.
— Dlaczego mi to zrobiłeś? – powtórzył Ikar, starając się by jego głos zabrzmiał silniej niż przedtem, nie chciał okazywać słabości.
— Ah, dlaczego i dlaczego – zniecierpliwił się Natan Clark. – Nie mógłbyś na przykład zapytać – jak? Przecież to o wiele ciekawszy temat do rozmowy. Jak ja, Natan Clark, zdołałem sprawić, że mój syn został pozbawiony wspomnień ze swojej przeszłości? To jest dobre pytanie, a nie twoje nudne – dlaczego? Co to w ogóle za różnica jaką obrałem przyczynę. Liczy się przecież sam efekt.
Mężczyzna krążył po pokoju wokół dwójki uwięzionych z szaleńczym uśmiechem na twarzy i ogarnięty fascynacją swojego geniuszu.
— Ale skoro tego chcesz, powiem ci dlaczego tak musiało się stać. – Oświadczył i ponownie usiał na krześle, zapalając przy tym kolejne cygaro, którego dym uniósł się w powietrzu i uderzył w nozdrza Ikara. – Otóż, mój drogi, zawsze byłeś moim najlepszym człowiekiem do zadań, które innym mogłyby sprawić nie lada trudności. Już od samego początku, czyli od eliminacji Emilii Owen zauważyłem, że masz do tego talent dziecko. Wielki talent. I wszystko szło dobrze, można rzec – nie popełniliśmy żadnego błędu i działaliśmy tak, jak sobie to zamierzyłem. Do czasu śmierci twojej matki, a raczej do czasu zabójstwa twojej matki. – Tu Natan Clark przyjrzał się uważnie reakcji Ikara na te słowa, ale ten nie dał się wytrącić z równowagi. – Zabójstwa, którego dokonałeś właśnie ty. I jestem ci za to bardzo wdzięczny, bo ta kobieta mogłaby nam tylko zaszkodzić w New Island. Właśnie, właśnie, skoro już mowa o tym miejscu. New Island miało być dla nas odskocznią od tej małej mieściny, w której teraz się znajdujemy. Tam mieliśmy działać na dużo większą skalę i początkowo nam się to udawało. Z czasem zacząłem mieć jednak z tobą małe problemy i nijak nie mogłem się domyślić jaka jest ich przyczyna.
Wywód mężczyzny przerwało mocne pukanie do drzwi, które sprawiło, że wszyscy obecni zwrócili wzrok w ich stronę.
— Wejść – rozkazał Clark nieco obruszony tym, że ktoś odważył się przerwać jego opowieść.
Drzwi otwarły się na oścież i ukazał się w nich Romero, który nie zważając na nikogo innego, spoczął wygodnie w fotelu i rzucił klucze trzymane w ręce na stolik.
— Wszystko gotowe – oznajmił. – Możemy już jechać?
— Świetnie – krzyknął Natan Clark. – Wręcz wyśmienicie. Jednakże wolałbym najpierw dokończyć moją fascynującą historię dla Ikara, więc nie przerywaj mi już więcej Romero.
Ponownie zwrócił się w stronę związanego młodzieńca i powiedział:
— Także, na czym to ja… A właśnie. Przyczyna twojej małej niedyspozycji w New Island. Dopiero po jakimś czasie zdołałem rozwikłać tę zagadkę i pomogła mi w tym twoja przyjaciółka, która znajduje się tu obok ciebie. Nasza droga Marion uświadomiła mi, że to brak matki tak na ciebie wpływa. Nie świadomość, że to ty ją zabiłeś, ale właśnie jej brak. I tu wkraczamy w sferę mojego genialnego wręcz pomysłu – należy wykasować twoje wspomnienia byś nie cierpiał z powodu straty matki i mógł skupić się na naszej pracy. I co? Stało się. Ja, Natan Clark zdołałem tego dokonać. Nie pamiętałeś nic, kompletnie nic ze swojej przeszłości. Byliśmy tylko my dwaj i działanie w Clark’s Corporation. Czyż to nie cudowne?
Odłożył resztkę swojego cygara na popielniczkę, która stała na stole i sięgnął do kieszeni wewnątrz swojej marynarki. Wyciągnął telefon i oznajmił:
— Rzeczywiście musimy się spieszyć, zostało nam niewiele czasu. Tak więc teraz ta najlepsza część.
W jego głosie można było wyczuć nienaturalną ekscytację, która nie udzielała się jednak reszcie otoczenia. Mężczyzna nie zwracał na to jednak uwagi. Romero wciąż siedział w kącie i ze zniecierpliwieniem przyglądał się tej błazenadzie. Jak długo miało to jeszcze trwać?
— Otrzymasz teraz odpowiedź na pytanie: Jak zdołałem usunąć twoje wspomnienia? Tak więc skontaktowałem się z najlepszym człowiekiem od medycyny niekonwencjonalnej w New Island, bo chciałem zapytać czy są jakieś środki, które mogą działaś właśnie w ten sposób. Chwytałem się wszelakich sposobów, od ziółek i durnych naparów po eksperymentalne zastrzyki i pigułki. Ale ten dureń nijak nie umiał sobie z tobą poradzić. Ale na szczęście miałem przy sobie naszego Romero, który pewnego dnia sprowadził do mnie niezwykłego hipnotyzera. Jego zła sława dotarła już do każdego zakątku w kraju. Podobno był ścigany przez policję za nielegalne praktyki i właśnie dlatego zdecydowałem się skorzystać z jego usług. Skoro wywierał takie wrażenie na ludziach musiał być dobry w tym, co robił. Właśnie on zastosował na tobie nowatorską hipnozę, która wciąż jest prawnie zabroniona, bo może mieć różne skutki uboczne, ale chyba nic ci się nie stało, nieprawdaż? Zapomniałeś o niepotrzebnych rzeczach i od razu wróciłeś do normalnego trybu pracy. Byłeś coraz lepszy, stawałeś się bezwzględny ale i perfekcyjny w swoich praktykach. A nasza firma rozwijała się jak nigdy dotąd.
Kiedy podsumował już swoje wywody wstał i podszedł do Romero, który również podniósł się z miejsca. Mężczyzna szepnął mu coś do ucha i wskazał na klucze leżące na stoliku. Ikar śledził wszystkie ich ruchy wzrokiem, ale nie był w stanie zrozumieć co one znaczą.
Po chwili Natan Clark zbliżył się do syna i zaczął rozwiązywać sznury, które zniewalały jego nogi.
— Tak więc, synu czas na nas. Najwyższa pora wracać do domu.
— Nigdzie z tobą nie idę – wyszeptał Ikar, na co mężczyzna zaprzestał wykonywanej czynności i spojrzał w górę.
— Przestań się opierać – powiedział. – Nie masz żadnego wyboru.
— Mam i nie będę już dłużej dla ciebie pracował. Nie jestem twoją własnością.
— Jesteś moim synem i masz obowiązek mnie słuchać – oświadczył Natan Clark. – Wiesz ile czasu przez ciebie straciliśmy? A teraz zachowuj się normalnie i przestań się wygłupiać.
— Nie.
— A właśnie, że tak! – krzyknął Clark i uderzył Ikara w twarz tak, że został mu czerwony ślad na policzku. – Jesteś taki niewdzięczny za to wszystko, co dla ciebie zrobiłem.
Marion, która wciąż miała zaklejone usta, widząc niebezpieczne zachowanie Clarka zaczęła poruszać się nerwowo na krześle, ale węzły były zbyt mocne. Nie chciała bezczynnie patrzeć jak ten wariat torturuje psychicznie młodego chłopaka i zmusza go do powrotu do firmy. Tylko co mogła zrobić?
— Mogłabyś się trochę uspokoić? – zwrócił się do niej poirytowany mężczyzna. – Właśnie rozmawiam z synem i niegrzecznie nam przeszkadzasz.
Marion nie zaprzestała jednak prób swojego uwolnienia i coraz mocniej bujała się na krześle, a z jej zaklejonych ust wydobywały się niewyraźnie dźwięki. Próbowała pozbyć się taśmy z twarzy, ale była ona zbyt trwała.
— Zamknij się wreszcie! – krzyknął w jej stronę Clark.
— Wypuść ją – wyszeptał Ikar, którego twarz wciąż była obolała. – Wtedy z tobą pójdę.
Ojciec popatrzył na niego z niewyraźnym uśmiechem na ustach i chwycił go za ręce.
— Myślisz, że ty stawiasz tu jakiekolwiek warunki? – wysyczał, a jego oczy zaczęły nienaturalnie błyszczeć. – Więc uświadomię ci mój drogi, że bardzo się mylisz. Pójdziesz ze mną bez stawiania oporu czy nie?
Ikar pokręcił głową, nie zamierzał poddawać się temu człowiekowi tak łatwo.
— Jesteś pewien?
Skinął głową.
— Romero, jest twoja – zwrócił się do wysokiego mężczyzny czekającego pod drzwiami i usiadł z powrotem na krześle, wpatrując się w swojego pracownika. Ten westchnął głośno i zbliżył się na kilka kroków do Ikara i Marion. Zaczął szukać czegoś za pazuchą i powiedział:
— Chyba podjąłeś złą decyzję, przyjacielu.
Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni niewielki, czarny pistolet i załadował go. Przetarł jego wierzch dłonią nie zwracając uwagi na przerażony wzrok swoich potencjalnych ofiar.
— Wypuść ją – krzyknął wstrząśnięty Ikar. – A wtedy pójdę z tobą. Wrócę, obiecuję.
— Tak mi przykro synu – zaśmiał się Clark. – Ale chyba jest już trochę za późno.
— Proszę daj jej odejść. Błagam, zrobię wszystko.
Mężczyzna pokręcił głową i powiedział:
— Widzisz jak to jest kiedy ktoś mi się sprzeciwia? Nie kończy się to dobrze.
— Błagam – wyszeptał. – Błagam, wypuść ją i weź mnie. Przecież ona nic złego nie zrobiła.
Clark zaśmiał się głośno, widząc zachowanie swojego syna.
— Widzisz mój drogi, tu nie chodzi o to, czego ona nie zrobiła, ale o to, co ja z nią zrobię – oświadczył. – Romero, rób swoje. Za dużo czasu tu straciliśmy.
Ikar spoglądał na niego z niedowierzaniem. Nie sądził, że tak to się skończy i zginą z ręki Romero, ale czego mógł się spodziewać po zawodowych mordercach? Przecież oni niosą ze sobą tylko śmierć.
Spojrzał na Marion, tyle chciał jej jeszcze powiedzieć, za wszystko podziękować, a co ważniejsze, przeprosić ją za to, że przez niego tak to się wszystko skończy. Posłał jej tylko nieme przepraszam i zauważył, że w jej pięknych oczach, wokół których pojawiły się przez noc sine ślady, zaiskrzyły małe łzy. Ale co mogło zmienić jego zwykłe przepraszam? Nic.
Jedna łza spłynęła teraz po jej twarzy i zatrzymała się na szarej taśmie wiążącej jej usta. Nie tak chciała skończyć, przecież ona ma rodzinę, dzieci i męża, którzy czekają na nią w rodzinnym domu poza miastem. Miała się tam zjawić w weekend i w końcu spędzić trochę czasu z najbliższymi. Nawet nie zdąży się z nimi pożegnać i powiedzieć jak bardzo ich kocha. Po prostu umrze i nikt nie dowie się w jaki sposób do tego doszło. Zostanie skazana na wieczne zapomnienie. Tak samo jak Ikar, który wcześniej przyjąłby dar śmierci jako wybawienie. Świadomość, że przez niego zginie niewinna kobieta, jego najlepsza i jedyna przyjaciółka przeszywała go na wskroś. Nie tak miało się to skończyć, nie tak.
Przez cały czas oczekiwania wpatrywał się w oczy Marion, która robiła to samo. Szukali wzajemnego pocieszenia i siły do przetrwania tej tragedii, ale nie było to chyba możliwe. W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy przecież słabi i nic nie znaczący. To ona ma nad nami władzę. Tak jak człowiek przywłaszcza sobie władzę nad życiem drugiej osoby. A to jest niewybaczalne.
Ikar usłyszał jeden wystrzał, po którym nastąpił cichy śmiech Natana Clarka. Oczy Marion zaszkliły się lekko, a po jej czole zaczęła spływać maleńka strużka krwi, która stale się powiększała. Patrzył jak uchodzi z niej życie i staje się jedynie bezwładnym ciałem, bez duszy, bez władzy nad własnym życiem. Odchodzi. Tak jak odeszła kiedyś jego matka. Tak jak odchodziły po kolei jego ofiary. Tak jak odchodzą ludzie, po których przychodzi śmierć.
Głowa Marion opadła delikatnie i oparła się o klatkę piersiową, która nie unosiła się już ani na milimetr. Jej kończyny pozostawały w bezruchu, a ciało pod własnym ciężarem osunęło się lekko w dół. Nie miał go już kto utrzymywać we właściwej pozycji, bo jego właścicielka odeszła na zawsze.
Ikar czekał teraz na swoją kolej, był przygotowany na to, co spotkało kobietę ale nic takiego nie nastąpiło. Nie otrzymał zbawiennej kuli, która mogłaby go uwolnić od ojca i tego świata.
— Nareszcie – usłyszał głos Natana Clarka. – Miałem jej już dosyć.
Mężczyzna wstał z krzesła i dokończył rozwiązywanie sznurów u nóg Ikara, po czym zwrócił się do Romero:
— Zaprowadź go do samochodu. Zaraz ruszamy.
— Nienawidzę cię – wyszeptał Ikar, który wciąż nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Stracił ją na zawsze.
— Nie drocz się ze mną synu – upomniał go mężczyzna. – Za chwilę wszystko będzie jak dawniej.
— Nienawidzę.
Natan Clark pokiwał głową z dezaprobatą.
— Widzę, że będziesz sprawiał małe problemy. Ale z tym także możemy sobie poradzić.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął nieprzyjemnie pachnącą chustę, którą przyłożył Ikarowi do twarzy. W identyczny sposób osłabiono go w sypialni Starka. Czuł się tak samo jak wtedy – obrazy stawały się mniej wyraźne, mieszały się postacie, tracił ostrość wzroku. Usłyszał tylko ostatnie polecenia ojca:
— Pozbądźcie się ciała tej kobiety. Nie interesuje mnie jak to zrobicie, ale nikt ma się o tym nie dowiedzieć. Ikara przewieźcie do New Island i zamknijcie. Niedługo się tam pojawię.
Przed jego oczami pojawiła się nieprzenikniona czerń, a umysł zaczął plątać poszczególne myśli ze sobą. Po chwili odpłynął w nicość. Odszedł. Ale nie na zawsze.

11 komentarzy:

  1. No to dałaś czadu! W sumie obawiałam się, że w taki lub podobny sposób zakończysz żywot Marion, ale ciągle się łudziłam, że jednak nie będziesz miała do tego serca. No i proszę! Kurde, przykro mi, bo naprawdę polubiłam tę kobietę. Miała w sobie coś niezwykłego, takie ciepło i dobro, które chroniło Ikara. Miałam wrażenie, że gdy jest przy tym chłopaku to on jest silniejszy. Dodawała mu wiary, pomagała i przede wszystkim w pewnym stopniu wyciągnęła z tego wszystkiego. A on przez to głupie zaufanie Romero i chęć poznania prawdy o sobie znowu wpakował się w gówno. Ale w sumie to było do przewidzenia.. Teraz widać jak ważną i przebiegłą osobistością jest Natan. Jego siłą jest to, że nie ma uczuć i nic go nie hamuje. A Ikar od początku wydawał mi się trochę hm... za mało cwany do tej walki. Musi się chyba jeszcze wiele nauczyć zanim będzie w stanie stanąć po przeciwnej stronie muru i zawalczyć z ojcem. Najgorsze jest jednak to, że nie będzie miał go kto podtrzymywać na duchu, a on sam już chyba powoli przestaje dawać sobie radę. Za dużo się stało, za dużo spadło na niego. Nie dość, że dowiedział się brutalnej prawdy o sobie to jeszcze widział śmierć osoby, która jako jedyna była w stanie mu pomóc. Oj przerąbane ma ten chłopak! Ale ja się cieszę, bo coraz bardziej mnie to wszystko ciekawi;D Zaczynam naprawdę wkręcać się w to opowiadanie! Z każdym rozdziałem emocji i wydarzeń jest coraz więcej i mam nadzieję, że masz jeszcze dużo pomysłów! :D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marion skończyła w dość przykry sposób, ale tam nikt nie jest bezpieczny. Mam nadzieję, że jej śmierć wywołała jakieś emocje, chociaż z bohaterką wiele do czynienia nie mieliśmy. Ale to dlatego, że to opowiadanie, nie długa powieść, więc i miejsca dla poszczególnych bohaterów nie ma za wiele.
      Dla Ikara to zdecydowany cios i teraz będzie mu ciężej niż kiedykolwiek. Został sam, bez jedynej przyjaznej mu duszy i kto wie co się z nim teraz stanie?
      Cieszę się, że tak Ci się podoba, to dla mnie ogromna radość. Rozdziałów nie będzie już dużo, ale mam nadzieję, że poprowadziłam tę opowieść w satysfakcjonujący sposób :)
      Dziękuję pięknie i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jak mogłaś zabić niewinną, kochaną Marion?! Okrutna istoto!
    Dobrze, już przestaje przesadzać. Ze strony technicznej rozdział w porządku, ale gdzieś tam pojawiły się błędy (wydaje mi się, że było powtórzenie słowa 'jednak', ale nie wiem gdzie oraz coś tam z przecinkami chyba mi nie pasowało).
    Pod względem treści określę ten rozdział jako...JAK MOGŁAŚ UŚMIERCIĆ MARION?!
    Dobra, poważnie: w tekście mamy i uczucia, i wspomnienia, i obojętność, i okrucieństwo, i w ogóle wiadomo o co chodzi;)
    Piszesz bardzo dobrze:) Pozostaje czekać na ciąg dalszy. Jak ty to rozwiniesz, jak wyjdziesz z zaistniałej sytuacji?
    Pozdrawiam =]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, trochę okrutna jestem, ale taki już los moich bohaterów!
      Przejrzę uważnie jeszcze raz i postaram się wszystkie usterki wyeliminować, żeby było lepiej :)
      Dziękuję bardzo za komentarz i miłe słowa, obym nie zawiodła kolejnymi rozdziałami! :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Skończyłam? O rany...
    I co teraz?
    Jak to ona nie żyje?
    Przecież ona nie mogła umrzeć! Miała rodzinę! Ludzi, którzy ją kochali! Jak to się w ogóle stało?
    Marion umarła :-'( [*]
    Pierdolony Romero... Ehh... Gdybym tylko mogła strzeliłabym mu kulkę w łeb!
    Za to kulka dla Ikara byłaby w tym momencie wybawieniem. Ten chłopak tyle w życiu wycierpiał, a nadal czeka go jeszcze wiele niedobrego... To smutne.
    Co do jego matki - była wspaniałą kobietą. Jak to matka - zrobiła dla swojego syna wszystko - oddała życie. Dało mu najwięcej - swoje życie. Nieprawdopodobne. Mam ogromny szacunek do tej kobiety. Oby było więcej matek tak bardzo kochających swoje dzieci. [*]
    No to co się teraz wydarzy? Zabierają go, ale co Ikar teraz uczyni? Będzie pracował dla ojca? Oby nie. Zaklinam go, aby tego nie robił!
    Teraz jestem już na bieżąco. Blog dodany do obserwowanych.
    Wspaniale piszesz! Masz genialny styl, wszystko ładnie opisujesz a czyta się gładko.
    Mówię Ci - książkę powinnaś napisać :-D
    Zapraszam też do mnie ;-D
    http://you-are-not-alone-i-am-sorry.blogspot.com/
    Całusy i czekam z niecierpliwością na dalszą część historii :-D
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umarła, niestety. A Ikar dalej musi żyć, i masz rację - wolałby zapewne podzielić los przyjaciółki.
      Matka Ikara zdecydowanie zasługuje na szacunek, nie wiem ile jest takich na świecie, które posunęłyby się do czegoś takiego.
      Odpowiedzi już niedługo!
      Dziękuję Ci pięknie za wszystkie miłe słowa i za zaproszenie. Wpadnę na pewno!

      Usuń
  4. Historia oryginalna, czyta się przyjemnie, co więcej mogę powiedzieć? Na pewno chętnie przeczytam kolejny rozdział. A co do tego - pojawiło się trochę zagubionych przecinków, jakieś tam małe niedociągnięcia. Miejscami było trochę chaotycznie, ale tak jak już mówiłam - historia Ikara i to, jak ją opisujesz, jest ciekawa, wymaga jedynie doszlifowania.
    Jeśli chodzi o Natala Clarka to podoba mi się to, jak go wykreowałaś. Ojciec-psychopata, który zmusza syna do mordowania ludzi, w tym własnej matki. Bardzo ciekawy motyw. Jestem ciekawa, jak postąpi Ikar, gdy się ocknie. Oczywiście ojciec nie pozwoli mu odejść, ale nie wierzę, żeby po tym wszystkim, po poznaniu prawdy i zabójstwie Marion, Ikar chciał mieć z nim cokolwiek wspólnego. Może postanowi się zemścić? Obstawiam ten motyw.
    Co do samej Marion to jakoś nie pałałam do niej sympatią i na mój sadystyczny sposób cieszę się, że umarła (tak, to brzmi strasznie :D), jednak Ikar na pewno będzie zdruzgotany czując, że umarła z jego winy, przez to, że on ją w to wciągnął. Tym bardziej, że miała męża, dzieci, dom za miastem - idealny obrazek.
    Na pewno wpadnę na więcej. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Cieszę się, że mam nowego czytelnika, jest mi bardzo miło z tego powodu ;)
      Nad tekstem cały czas pracuję i staram się wyłapać każdy błąd, ale jak na razie ciągle pojawiają się drobne usterki. Mam nadzieję, że uda mi się go dopracować perfekcyjnie.
      Cieszę się, że postać ojca przypadła Ci do gustu, chciałam, żeby jego osoba reprezentowała zło w czystej postaci i chyba się udało. Odpowiedzi już niedługo ;)
      Brzmi strasznie, ale każdy odbiera postacie w inny sposób i skoro tak - już jej tu nie ma, ku Twojej radości. Na szczęście to tylko postać fikcyjna ;)
      Dziękuję pięknie za to, że przeczytałaś i skomentowałaś. Jestem bardzo wdzięczna! :)

      Usuń
    2. Postać ojca wyszła ci świetnie, bardzo lubię takie psychopatyczne osobowości w książkach, opowiadaniach i filmach, dlatego od razu przypadł mi do gustu. :) I naprawdę nie mogę się doczekać tego, jak rozwinie się wątek jego i Ikara, czuję, że to będzie niezwykle skomplikowana relacja.
      A co do Marion to już raczej moje osobiste preferencje, po prostu zazwyczaj nie znoszę postaci kobiecych w książkach, nie wiem właściwie dlaczego. Póki co tylko kilka tolerowałam, a lubiłam jedną czy dwie. :D

      Usuń
    3. Ich relacja nigdy nie przestanie być skomplikowana, ale bez tego nie byłoby całej zabawy, jeśli można to tak nazwać.
      Hmm, to całkiem ciekawe, może nie znalazłaś jeszcze książkowej bohaterki, która rzuciłaby Cię na kolana? O ile taka wgl istnieje ;)

      Usuń
  5. Ja też uważam, że Marion poniekąd sama była winna swoje śmierci. Nie musiała pomagać Ikarowi, albo mogła mu pomóc na swoich własnych warunkach. Kolejna sprawa to jednak ta druga strona medalu - Marion czuła, że ojciec Ikara ma coś wspólnego z tym zleceniem i przestrzegała go by lepiej go nie wykonywał, ale on się uparł. Teraz mu przyszło do głowy, że facet jak się uprze, to facetowi nie przemówisz.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń