niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 9 - Nienawiść

Kiedy traci się kogoś bliskiego, na zawsze pozostaje ślad w naszym życiu – coś zostaje nam odebrane i nijak nie potrafimy się z tym pogodzić. Potrzeba czasu. Bo czas podobno leczy rany; podobno, ale nie zawsze tak jest.
Ikar powoli unosił powieki, chociaż wydawało mu się, że są one cięższe niż kiedykolwiek. Całe jego ciało było obolałe, a wszystko przez trudne doświadczenia ostatnich dni. Jasne, porażające światło uderzyło w jego oczy i sprawiło, że przymknął je ponownie. Nie tak łatwo było wrócić. Podjął jednak kolejną próbę zmierzenia się ze światem zewnętrznym.
Mimo iż znowu został uwięziony, chciał zapewnić sobie choćby namiastkę uczucia, które dawałoby mu panowanie nad własnym istnieniem, nad ciałem i umysłem. Wodził rękami po zimnej, twardej posadzce, na której leżał przez cały ten czas, ale żaden nieregularny kształt nie dostał się w jego ręce. Nie znalazł nic, co mogłoby chociaż po części zdradzić jego lokalizację. Przetarł zamknięte wciąż oczy rękami i podjął kolejną próbę otworzenia ich. Powieki podniosły się leniwie i musiał bardzo się starać, by kolejny raz nie przegrać z nienaturalnym oświetleniem tego pomieszczenia. Biel. Z każdej strony otaczała go przeraźliwie czysta biel męcząca jego wzrok.
Podniósł się z ziemi, podpierając się rękami i próbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Zachwiał się i upadł na twardą posadzkę. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu, który pogłębił się wraz z silnym uderzeniem o ziemię. Nie miał jeszcze tyle siły, by utrzymać się na własnych nogach, więc podniósł się delikatnie na rękach i oparł o ścianę. Była śliska i przyjemna w dotyku, zimna, a zarazem jakaś dziwnie majestatyczna. Spojrzał przed siebie i wpatrywał się przez chwilę w ścianę naprzeciwko. Była biała. Ale zawierała także drobny element, który wcześniej umknął jego uwadze.
Zmaltretowany mężczyzna siedział pod przeciwległą ścianą i wpatrywał się w niego. Był ubrany cały na biało, twarz miał lekko zaczerwienioną, a ręce zdobiły sine ślady od więzów. Opierał głowę o twardą przestrzeń za sobą i wciąż spoglądał przed siebie. Ikar podniósł powoli rękę do góry, tamten zrobił to samo. Z drugą sytuacja się powtórzyła. Skinął głową, towarzysz odpowiedział skinięciem. Lustra – szepnął cichutko Ikar. Tu wszędzie są lustra.
Rozglądał się uważnie dookoła i dostrzegł fragmenty własnego ciała odbijające się na poszczególnych ścianach. Na kolanach zaczął zbliżać się do środka pomieszczenia, a postać mężczyzny z naprzeciwka powiększała się w tym samym tempie. Coraz dokładniej widział sine cienie na swojej twarzy i rozwichrzone włosy, które opadały mu na czoło. Wyciągnął rękę w kierunku własnego odbicia i po kolei dotykał różnych części swojej twarzy. Tak dawno nie przeglądał się w lustrze, że zapomniał nawet jak wygląda, jak widzą go inni. Duże, brązowe oczy – takie, jak miała matka i takie, jakich nigdy nie miał ojciec. Ale jej już nie było, za to Natan Clark nigdzie nie zamierzał znikać.
— Mój najlepszy przyjaciel na kolanach – rozległ się znajomy głos za plecami Ikara. – Nie spodziewałem się, że tak szybko moje oczy ujrzą taki widok.
Klęczący mężczyzna odwrócił się szybko i zobaczył Romero wyłaniającego się zza ledwo widocznych drzwi w lustrzanej ścianie, które po chwili zostały wchłonięte przez resztę powierzchni.
— Ciężko je dostrzec, hę? – zapytał Romero, zbliżając się powoli do Ikara, który wciąż wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilką zamknęło się jedyne wyjście z tego więzienia. – Tylko nieliczni wiedzą jak je znaleźć, trzeba znać odpowiedni sposób.
Uśmiechnął się przebiegle i usiadł naprzeciwko Ikara.
— Nie spodziewałeś się, że ja przyjdę do ciebie jako pierwszy, co?
Ikar nie odpowiedział.
— Dalej nie zamierzasz z nikim rozmawiać? – Romero nie dawał za wygraną.
Młody Clark odsunął się od niego i wykorzystując resztki sił jakie mu pozostały, zbliżył się do ściany, o którą oparł się delikatnie.
— I tak ode mnie nie uciekniesz, przyjacielu. Może więc załatwmy to szybko, a wtedy obaj nie będziemy się męczyć. Wiesz, że nie masz innego wyboru, musisz zrobić to, czego chce twój ojciec.
— Nic nie muszę – odparł cicho Ikar, nie patrząc na swojego dawnego przyjaciela.
— No proszę cię, Ikarze, nie bądź taki uparty – powiedział Romero i spoczął obok niego. – Wiesz, że wszyscy jesteśmy zależni od Natana Clarka i nie mamy wyboru.
— Ja mam – przerwał mu mężczyzna. – Mogę robić co chcę.
Romero zaśmiał się głośno.
— Właśnie widzę. Jesteś uwięziony, nie masz pojęcia gdzie się znajdujesz. Skoro tak wygląda twoja wolność, proszę bardzo.
— To mnie stąd wypuść. Zrobiłem to, czego chciałeś.
Romero pokręcił głową z dezaprobatą, a na jego twarzy pojawił się kwaśny uśmiech.
— Proszę cię, dalej wracasz do zabójstwa Amadeusa Starka? Przecież to nie miało najmniejszego znaczenia – odparł. – Musieliśmy tylko sprawdzić, czy dalej nadajesz się do pracy w firmie, nic więcej. Jego śmierć była… — tu zastanowił się jakiego słowa użyć. – Nic nie warta. Niepotrzebna.
— Ale to był niewinny człowiek – powiedział cicho Ikar.
Romero prychnął.
— Każdy z nich jest winny, nie ma ludzi białych jak ściany w tym pokoju. Każdy ma coś na sumieniu – zapamiętaj to sobie. Każdy zasługuje na śmierć.
Ikar pokręcił głową. Nie każdy, nie każdy zasługuje na śmierć. Nikt nie ma prawa decydować o życiu i śmierci innego człowieka. Nikt, a w szczególności taki ktoś, jak Natan Clark.
— Zmieniłeś się – oświadczył po chwili Romero, przyglądając się przyjacielowi. – Coś cię zmieniło.
Ikar odwrócił głowę w jego stronę i spojrzał mu głęboko w oczy. Takie jak zapamiętał – nieprzeniknione, a zarazem przesiąknięte chęcią zemsty. Cały Romero.
— Wszyscy się zmieniamy – odparł Clark. – Nawet tobie się to przydarzyło.
Na twarzy Romero pojawił się złowrogi uśmiech, świadczący o tym, że nie podobają mu się słowa mężczyzny. On się wcale nie zmienił, był dalej tym samym człowiekiem, który kilka miesięcy temu pozwolił swojemu najlepszemu przyjacielowi opuścić firmę i uciec. A wszystko po to, by ponownie sprowadzić go na właściwą drogę. Właściwą w jego mniemaniu.
— Nie patrz tak na mnie – powiedział Ikar. – Wszyscy się zmieniamy, to prawda, ale w twoim przypadku nie jest to komplement. Stałeś się jeszcze gorszym człowiekiem niż przedtem.
— Skąd możesz to wiedzieć? – zapytał Romero.
— Widzę to w twoich oczach. Widziałem kiedy celowałeś do mnie i do Marion. Widziałem, gdy pociągnąłeś za spust. Widziałem jak mierzyłeś w moim kierunku. Miałeś ochotę strzelić do mnie zaraz po tym, jak odeszła Marion. Tylko, że ojciec ci tego zabronił.
— Nieprawda. Nie zabijam swoich ludzi – zaprzeczył.
— Ale ja już do nich nie należę – oświadczył Ikar.
— O tym się jeszcze przekonamy.
Obydwaj zamilkli i wpatrywali się we własne odbicia, które spoglądały na nich z naprzeciwka. Byli tak blisko, a zarazem tak daleko od siebie. I już nic nie mogło ich sobie zjednać, ich drogi rozeszły się w zbyt różnych kierunkach. Ale żaden z nich chyba tego nie żałował.
Głuchą ciszę przerwał cichy odgłos szurania po posadzce dochodzący od strony drzwi, które powoli się uchylały. W pomieszczeniu pojawiła się wysoka postać Natana Clarka jak zwykle ubranego w czarny garnitur, lecz tym razem brakowało w jego ręce cygara. Wkroczył powoli, zamykając za sobą i spojrzał z góry na siedzących obok siebie mężczyzn.
— Jak za dawnych, dobrych czasów – powiedział głośno. – Moi najlepsi pracownicy znowu razem.
— Ikar dalej zastanawia się nad twoją propozycją – przywitał go Romero, wstając z podłogi. – I chyba wciąż ma jakieś wątpliwości.
— Oh, to niemożliwe! – krzyknął wesoło Natan Clark i podszedł do kulącego się pod ścianą syna. – Przecież wszystko zostało już wyjaśnione, mój drogi. Jesteś stworzony do pracy w tym zawodzie, czego ci jeszcze potrzeba?
Ikar odwrócił głowę tak, by nie spoglądać na towarzyszących mu mężczyzn, ale otaczające go lustra wciąż ukazywały ich zniekształcone sylwetki. Nie mógł się od nich uwolnić, nie był w stanie tego zrobić. Czy tak miało być już do końca?
— Ikarze, tłumaczyłem ci już, że nie możesz wiecznie zaprzeczać temu, kim jesteś i do czego zostałeś stworzony. Co ci to da?
— Wolność wyboru – odparł Ikar tym razem głośniej i nieco pewniej niż w rozmowie z Romero. – Coś, co zostało mi przez ciebie odebrane.
— Wolność, powiadasz? – zapytał Clark, uśmiechając się podejrzliwie. – Jak mogę ci ofiarować wolność, skoro nie wiesz jak dobrze z niej korzystać? Nie masz pojęcia co znaczy to słowo i jak niebezpieczne może być w rękach niewłaściwej osoby. Wolni mogą być nieliczni – i tylko po to, by zapewnić reszcie społeczeństwa sprawne funkcjonowanie.
— I ty do takich nielicznych właśnie należysz? – parsknął Ikar ze złością, wpatrując się w czarne oczy ojca.
— A jak sądzisz Ikarze? Od zawsze tłumaczyłem ci, że są ludzie słabi, czyli tacy, którymi należy kierować i silniejsi — ci, którzy przewodzą w społeczeństwie. I właśnie do tych drugich należymy my. A na ich czele stoję ja, Natan Clark i mam prawo decydować o tym, w którym kierunku idą nasze działania. Ja wiem, komu należy się większa doza wolności, a kto powinien zostać jej pozbawiony ze względu na dobro ogółu. To nie są proste sprawy, Ikarze i pewnie nigdy nie zdołasz tego w pełni zrozumieć. Dlatego ty jesteś tutaj od wypełniania moich poleceń, a ja jestem od ich wydawania. I na nic zda się tutaj twoja upragniona wolność, która jest tylko pustym i nic nie znaczącym słowem, jeżeli nie wie się jak można ją wykorzystać. A ty najwyraźniej nie masz o tym pojęcia.
— Skąd możesz to wiedzieć?
— Bo znam cię lepiej niż ty sam. Obserwowałem przez lata twoje poczynania i nigdy się nie zawahałeś wykonać mojego polecenia. Nigdy. A to znaczy, że została ci przypisana rola wykonawcy. Na rządzenie innymi nie jesteś jeszcze gotowy i być może nigdy nie będziesz – powiedział mężczyzna wciąż wpatrując się we własnego syna. — Zabijanie szkodliwych jednostek – to jest twoja misja, coś, do czego zostałeś przeznaczony. I nie możesz przed tym uciekać.
— Ja wcale przed tym nie uciekałem – oświadczył Ikar zmęczony ciągłymi wykładami ojca o wyższości jednych ludzi nad innymi. To przecież nie mogła być prawda, nie tego nauczyła go matka, a właśnie tego oczekiwał ojciec.
— Nie? – zapytał nieco zdziwiony mężczyzna. – A mógłbyś mi powiedzieć przed czym w takim razie uciekłeś?
— Przed tobą – powiedział.
— I co? Udało ci się?
Ikar nie odpowiedział, nie miał zamiaru przyznać głośno, że to jego ojciec został zwycięzcą, a on poniósł sromotną porażkę. Nieważne jak bardzo starał się zniknąć, ten i tak zdołał uwięzić go z powrotem. Może więc uciekanie nie miało żadnego sensu? Może trzeba po prostu zmierzyć się z tym, co przyniosło życie.
— No właśnie – odparł cicho Natan Clark. – Tak myślałem.
Mężczyzna wyprostował się i zwrócił w kierunku Romero, który przez cały ten czas obserwował ich z boku.
— Wydaje mi się, że sprawa jest już zakończona. Przynieś mu ubranie i potrzebne rzeczy, a jutro rano niech stawi się przede mną w gabinecie o siódmej.
Spojrzał jeszcze raz na swojego syna i powiedział:
— Mam nadzieję, że wszystko zrozumiałeś i wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej. Jutro wracasz do pracy, a jeśli wciąż masz jakieś wątpliwości, przypomnij sobie moje słowa – ja zawsze znajdę odpowiedni sposób, by osiągnąć dany cel. I ostatnio miałeś chyba tego świetny przykład.
Podszedł powoli do ledwo widocznych drzwi i nacisnął ręką na maleńkie wypuklenie. Te otworzyły się leniwie, a po chwili mężczyzny już nie było. Nie raczył ich zaszczycić nawet zwykłym słowem pożegnania. Po prostu wyszedł.
— Chyba nie masz innego wyboru Ikarze – powiedział Romero, zbliżając się do miejsca, w którym kilka sekund temu zniknął Natan Clark. – Wszystko zostało już ustalone.
Popatrzył jeszcze przez chwilę na zmaltretowanego mężczyznę, który siedział pod ścianą ze wzrokiem wbitym w podłogę i zostawił go samego. Nic więcej nie mógł przecież zrobić.
***
Ikar leżał na zimnej posadzce z otwartymi oczami i wpatrywał się w ciemność, która go otaczała. Zgaszono światło, pewnie była noc. Powinien spać, ale znowu umysł odmówił mu posłuszeństwa i nie pozwolił niecierpliwym myślom na odpoczynek. Krążyły niebezpiecznie po jego głowie i nie dawały mu spokoju.
Tak dużo stracił w ostatnim czasie i to z własnej winy, z własnej głupoty. Pomyślał o Marion. O kobiecie, która tyle dla niego zrobiła i zginęła właśnie przez niego. Umarła i już jej tu nie ma. A nie powinno tak się stać, ona na pewno na to nie zasłużyła. I nie zasłużył na to nikt, kto zginął z jego ręki. Aż trudno było mu się przyznać do tego, że przez te wszystkie lata odbierał życie innych ludzi z zimną krwią, a czasem nawet z dziwną satysfakcją. Czuł wtedy, że ma nad nimi władzę, że to on decyduje o ich przyszłości. Ale teraz to uczucie zniknęło i pozostała tylko pustka, która niczym nie zostanie już zapełniona. Tam miało znajdować się jego sumienie, ale przez lata było ono stopniowo wyrywane aż do momentu, gdy nie pozostał już nawet strzępek. Stał się wrakiem człowieka, nic nie wartym, nic nie znaczącym. Nie miał prawa żyć, po prostu nie miał prawa dalej trwać na tym świecie.
Zamknął oczy, a w jego głowie znowu pojawiła się postać pięknej, długowłosej kobiety. Jego matka. Taka drobna, a zarazem tak silna i opierająca się własnemu mężowi przez te wszystkie lata. Jej brązowe oczy, w których zawsze widział dobro, niczym nie zmącone, niczym nie zszargane. Czyste dobro i bezwarunkowa miłość. Jak on sam mógł stać się takim potworem? Jak mógł do tego dopuścić? Nie potrafił znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Bo przecież wytłumaczenie, że starał się tylko chronić matkę przed gniewem ojca przez cały ten czas, nie było wystarczające. Ale nigdy nie znajdzie lepszego.
Ciche szuranie przerwało natłok nowych, dręczących myśli. Ikar odwrócił się bezszelestnie w stronę, gdzie znajdowały się drzwi i wyczekiwał na to, co się stanie. Czyżby już nastał nowy dzień, który oznaczać będzie powrót pod skrzydła Natana Clarka? W pomieszczeniu wciąż było ciemno, nikt więc nie pokwapił się by zaświecić światło. Nie wiedział czego może się spodziewać. Usłyszał ciche, ostrożne kroki, które powoli zbliżały się do niego. Ktoś chwycił go za ramię i potrząsnął nim, na co Ikar złapał rękę przybysza i zapytał:
— Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?
— Ciszej – upomniał go nowy, nieznany mu głos. – Chyba, że nie potrzebujesz pomocy i wolisz zostać tutaj.
— Nie rozumiem o czym mówisz – odparł Ikar, ściszając głos.
— Wstawaj, Ikarze, tylko ostrożnie i chodź za mną. Nie pożałujesz.
Ikar wykonał polecenie. Przecież gorzej już nie mogło być. Podążał za nieznajomym i po chwili znaleźli się poza lustrzanym pomieszczeniem. Ciemny korytarz przywitał ich wilgotnym, nieprzyjemnym zapachem.
— Musimy iść tędy – oznajmił przybysz i wskazał ręką w kierunku wąskich schodów. – Tylko uważaj na stopnie, niektóre mogą trochę skrzypieć.
— Gdzie idziemy? – szepnął Ikar, idąc we wskazanym kierunku za mężczyzną.
— Na razie stąd wychodzimy. Później pójdziesz gdzie tylko będziesz chciał. Będziesz wolny.
Czy to znowu jakaś podstępna gra ze strony Natana Clarka? Nie miał pojęcia. Dlaczego ten mężczyzna pozwala mu tak po prostu opuścić dotychczasowe więzienie? Przecież to wszystko nie miało żadnego sensu.
Kiedy znaleźli się już na szczycie schodów mężczyzna powiedział:
— Widzisz te drzwi?
Ikar skinął.
— To wyjście ewakuacyjne. Kiedy przez nie przejdziesz, będziesz musiał zejść ostrożnie po schodach ewakuacyjnych tak, by nikt nie dostrzegł cię przez okno. Wprawdzie wszyscy powinni teraz spać, ale nigdy nic nie wiadomo.
— Dlaczego to robisz? – zapytał Ikar.
— Dlaczego cię wypuszczam?
— Tak.
— Bo widzisz, teraz jest czas mojej warty, a mam niedokończone interesy z twoim ojcem. Tym razem wykorzystaj swoją szansę i nie daj się złapać.
— Postaram się – odparł Ikar, wpatrując się w niewyraźny kształt nieznajomego. – Dziękuję.
Mężczyzna wyciągnął rękę w jego kierunku i wcisnął mu w dłoń jakiś przedmiot. Klucze – pomyślał Ikar, kiedy rozpoznał kształt spoczywający w jego dłoni.
— A to? – zapytał.
— Dwie przecznice stąd znajdziesz zaparkowany pod drzewem czarny samochód. Opiekuj się nim dobrze.
— Nie mogę tego zrobić – oświadczył Ikar, chcąc zwrócić ofiarowany mu prezent.
— Nie masz wyboru.
— Mam.
Nieznajomy zaśmiał się cicho.
— To spróbuj się stąd wydostać bez mojej pomocy.
Wiedział, że nie ma innego wyjścia.
— Nie idziesz ze mną?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
— A co by to dało? Ja nie mam już żadnej przyszłości, na niczym mi nie zależy. Ty masz jeszcze o co walczyć.
— Wszyscy możemy walczyć o wolność. To jedyne co nam pozostało – powiedział Ikar.
— Ja nie potrzebuję wolności – odparł. – Pospiesz się Ikarze, nie masz zbyt dużo czasu.
— Dziękuję. Nie wiem jak mogę się odwdzięczyć.
— Po prostu nie daj się złapać.
Ikar skinął głową i ruszył w kierunku brązowych drzwi. Otworzył je ostrożnie i przekroczył próg. Powitało go zimne, nocne powietrze, które zawładnęło całym jego ciałem. Zamknął za sobą i wyruszył w podróż o upragnioną wolność.
Mężczyzna patrzył jak powoli zamykają się drzwi za Ikarem. Odetchnął z ulgą. Udało się. Szedł powoli przez ciemny korytarz, aż w końcu dotarł do swojego miejsca pracy. Przedmioty na biurku leżały w niezmienionej kolejności, a fotel znowu był zimny po jego krótkiej nieobecności. Spojrzał na ekran komputera, który ukazywał obrazy ze wszystkich kamer w budynku i opadł na wygodny fotel. Prawie nic nie zmieniło się od czasu, gdy opuścił pokój. Prawie. Niewielkie pomieszczenie na samym dole opustoszało. Zniknęła leżąca w nim postać i właśnie powinna ona odjeżdżać z tego przeklętego miasta.
Mężczyzna oparł się i spoglądał przed siebie. We własnej wyobraźni widział reakcję Natana Clarka na wiadomość, że jego syn znowu uciekł i wcale nie zamierza mu się poddać. A winą zostanie obarczony właśnie on, Gregory Pierce. Ten, który powinien pilnować więźnia przez całą noc. Tylko, że jego już tu nie będzie, bo walizka z całym dobytkiem czekała spakowana pod krzesłem i nadszedł w końcu czas, by na zawsze opuścić skorumpowany świat Clark’s Corporation.
Mężczyzna upewnił się jeszcze czy korytarz, którym zamierzał się wymknąć jest pusty i wyłączył ekran komputera. Wstał ostrożnie i sięgnął po przygotowany bagaż, z którym opuścił pomieszczenie. Przed zamknięciem drzwi spojrzał jeszcze ostatni raz na miejsce, w którym pracował przez tyle lat i zgasił światło. Wspomnienia związane z tą pracą nie były przyjemne, ale skrzętnie ukształtowały to, kim się stał i kim będzie w przyszłości. Stąpał delikatnie po stromych schodach, aż dotarł do ciężkich drzwi. Wyciągnął rękę w kierunku klamki, a drugą przekręcił klucz w zamku. Był wolny. Pozwolił, by mrok nocy otoczył go z każdej strony i szedł prędko przed siebie, nie zważając na to, co zostawia za sobą. Miał jasny cel do osiągnięcia. A była nim satysfakcjonująca zemsta.



Od autorki:
Dziękuję bardzo każdemu za przeczytanie i przepraszam, że mam takie zaległości na Waszych blogach, ale ostatnio ciężko mi znaleźć choć odrobinę czasu. Postaram się do końca tygodnia uporać ze wszystkim i wtedy na pewno zostawię komentarz pod każdym rozdziałem, którego jeszcze nie miałam przyjemności przeczytać. Jeszcze raz przepraszam!

14 komentarzy:

  1. Super, że jest nowy rozdział!
    Jest z a j e b i s t y *___*
    Natan nie chce odpuścić... A mi naprawdę nie podoba się jego ideologia, że jedni są lepsi od drugich.
    Cieszę się, że Ikar jest wolny, przynajmniej na razie. Nie mogę ukryć ciekawości, co dalej się wydarzy.
    I czy w końcu spotka się z blond pięknością?
    Bo wydaje mi się, że w końcu wyszedł z tego mroku i ruszył w stronę światła :-)
    Gregory Pierce - czyżby i on miał po dziurki w nosie pracy u Clarka? Przejadło mu się to? Czy jest jakiś konkretny powód jego małej zemsty na tym zbirze? Mam tylko nadzieję, że go nie złapią. Praktycznie do ostatniej linijki myślałam, że w końcu ktoś go chwyci za rękę i będzie po zawodach...
    Przepraszam za mało wyczerpujący komentarz, ale coś dzisiaj ni jestem sobą :-/
    Czekam niecierpliwie na dalszą część histori i zapraszam do siebie w olnej chwili
    Pozdrawiam ;-D
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, cieszę się, że rozdział Ci się podobał ;)
      Ikar znowu dostał szansę i musi tym razem ją wykorzystać, o kolejną będzie ciężko. Gregory jest świetnym przykładem, że w takim świecie są osoby, które zachowały choć odrobinę człowieczeństwa i chcą odejść, ale czy będzie im to dane?
      Dziękuję i pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Rozdział przeczytam i skomentuję w swoim czasie,a na razie informuję, iż zostałaś nominowana do LBA.
    Info u mnie:
    http://softlylikeadragonflyswings.blogspot.com/2015/07/lba.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie! Jest mi bardzo miło, ale LBA odpuściłam z różnych powodów. Niemniej jednak, gratulacje za nominację ;)

      Usuń
    2. Nie ma za co;) Należy Ci się:)
      Wiadomo, nie wszyscy się w to bawią

      Usuń
  3. Och, widzę,że nie tylko Mirion próbowała się wyrwać z okropnego świata N.Clarka... Tutaj mamy następną tego typu postać, choć trochę mnie przerażą, na czym ma polegać ta zemsta. nie spdoziewałam się,że Ikar tak syzbko dostanie szansę aby spróbować po raz kolejny uciec od ojca... A teraz, kiedy coś w nim drgnęło, to z opewnością było bardzo potrzebne. Chociaż.. kurczę chyba trochę przyspieszyłaś tę zmianę Tzn. gdyby zaczął się zastanawiać nad śmiercią swojej matki i tak stopniowo się zmieniał to byłoby bardziej przekonujace. a tutaj wychodzi na to,że po kilku godzinach w tej orkopnej sali i po śmierci M. zmienił całe swoje nastawienie. Wydaje mi sie,że byłoby bardzioej przekonujące gdyby zmieniał je bardziej stopniowo. Gdyby zaczął żałować, ale może nie tak od razu wszytskich i w ogóle. Choc oczywiście nie zrozum mnie źle, to bardzo dobrze,że Ikar zrozumiał,że to, co robił, jest... no cóż, niewybaczalne. jednak myślę, że może się zmienić. Chociaż uciekając przed ojcem, życie z pewnością nie będzie łątwe... z niecieprliwością czekam na cd i zapraszam na mój blog zapiski-condawiramurs, jestem ciekawa Twojej opinii na temat mojego opowiadania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Gregory to kolejny przykład osoby, która chce się uwolnić. A to chyba dobry znak ;)
      Moim zdaniem tempo nie jest zbyt szybkie. Nikt nie wie, jak ludzki umysł potrafi się zmienić pod wpływem tylu bodźców, które oddziałują na raz - nie mówimy tu jedynie o matce, czy Marion, ani o pobycie w sali z lustrami. Ikar już dawno musiał poczuć chęć zmiany, skoro uciekł i uciekać wciąż chce. I jeszcze wizje, których nie rozumie, a które znacząco na niego wpływają. I Annabelle, która jak widać wciąż siedzi w jego głowie. I nie wydaje mi się, że Ikar się zmienił w kogoś zupełnie innego - on wciąż nie wie, co tak naprawdę powinien robić, a czego nie i dam sobie rękę uciąć, że gdyby ktoś teraz mu zagroził, on bez mrugnięcia okiem zabiłby go, a wyrzuty sumienia byłyby nieznaczne. Jeśli ktoś od dziecka wychowywany jest w taki sposób - nie wie, co można, a czego nie, bo nie mówimy tu o podziale na dobro i zło, ten jest względny. A jedyne, czego Ikar chce, to wolność. I o to teraz walczy.
      Dziękuję pięknie! ;)

      Usuń
  4. O, bardzo cieszę się, że nowy rozdział pojawił się tak szybko po tym, jak przeczytałam poprzedni. Najpierw ze strony stylistycznej, bo zawsze o tym zapominam. Właściwie to radzę ci tylko czytać rozdziały kilka razy przed wrzuceniem ich na bloga. Niektóre zdania mimo że są dobre brzmią po prostu trochę koślawo, co z pewnością można wyeliminować dzięki przejrzeniu ich większą ilość razy.
    Co do samej treści - oczywiście bardzo mi się podoba. Zaintrygowała mnie postać Gregory'ego. Może nie jest do końca sojusznikiem Ikara, ale przynajmniej istnieje ktoś, kto również znalazł odwagę, by sprzeciwić się Natanowi i jego korporacji, jak również całej tej ideologi. Ze swojej strony dodam tylko, że wprowadziłabym więcej tekstu, nawet między dialogi.
    A co do samego Ikara. Podoba mi się to, że teraz tak dużo myśli o matce, o zamordowanej przyjaciółce, jak wręcz wyznaje wiarę w wolność jako jedyne, co mu teraz pozostało. To bardzo przekonywujące i wydaje się idealne zwłaszcza teraz, podczas tej walki z własnym ojcem. Mogłabyś jedynie dodać więcej opisów jego przemiany, tego, jak z mordercy na zleceniach ojca staje się "normalnym" mężczyzną.
    Nie wiem dlaczego, ale polubiłam Romero. W poprzednim rozdziale był mi raczej obojętny, teraz z kolei zapałałam do niego sympatią. Mam nadzieję, że jeszcze o nim przeczytam. :D Ach, i ten motyw jego "przyjaźni" z Ikarem - cudo. Bardzo mi się podoba, naprawdę.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz!
      Masz rację, powinnam popracować jeszcze nad tekstem, bo do doskonałości brakuje mu wiele. I zrobię to ;)
      Gregory jest przykładem osoby, której Natan i jego działania, zaczynają przeszkadzać. I dobrze wiedział, że syn jest w tej chwili najważniejszy dla ojca - bo to on był jego najlepszym człowiekiem - i właśnie mu go odebrał. A to część zemsty.
      Zdecydowanie, Ikar ma tylko jeden cel - wolność, bo myśli, że nic więcej mu nie pozostało, a o nią teraz bardzo ciężko. Czy Ikar stał się już normalnym człowiekiem? Nie wydaje mi się. On bardzo dużo teraz myśli, ale to naprawdę ogromne brzemię - był wychowywany od małego na mordercę, więc nie ma pojęcia, co to znaczy być zupełnie kimś innym. Są osoby, wobec których ma ludzkie, zwykłe odruchy, ale reszta jest mu najzwyczajniej w świecie obojętne. Chociaż często rozmyśla nad tym, czy ktoś może sprawować faktyczną władzę na życiem człowieka? I dobrze, że odpowiedź na to pytanie brzmi u niego: nie. Ale wcielić mu to w życie będzie bardzo ciężko. Bo on zna ledwie namiastkę życia, które nie jest wypełnione śmiercią.
      Dziękuję Ci pięknie, cieszę się, że przypadło Ci do gustu! Pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się to jak przedstawiasz beznadziejność sytuacji Ikara. Czuć było, że to nie jest wymuszone, a że Twoje złe postacie naprawdę są złe. Często zdarza się w opowiadaniach, że ktoś kto jest po ciemnej stronie zbyt łatwo staje się dobry i to jest mdłe. A u Ciebie po tych ostatnich rozdziałach (w których możemy 'osobiście' poznać Nathana i Romero) naprawdę czuje, że to postacie przesiąknięte złem do samych kości. To mi się bardzo podoba! Po raz kolejny odczułam, że jesteś realistyczna w tym, co robisz, a to dla mnie jedna z najważniejszych cech w przeróżnych tworach. Dlatego czytało mi się z ogromną przyjemnością!
    Poza tym bardzo podobały mi się dialogi. Zwracam na to uwagę, bo ja nie bardzo umiem je pisać;D U Ciebie są świetne, naturalne i za to następny plus!

    Co do Georga to zastanawiam się, co takiego zrobił mu ten Nathan, że zechciał się na nim zemścić. Bądźmy szczerzy, to nie jest postać, z którą się zadziera. Pewnie wszyscy srają przed nim w gacie i nie dziwię się. Skoro własnego syna potrafił tak skatować, śmierć żony wynikła przez niego, to co dopiero potrafi zrobić z obcymi? A ten pracownik mimo wszystko postanowił z nim zadrzeć i to w tak delikatnej sprawie. Jestem pewna, że za takie przewinienie Nathan wystosowałby najboleśniejszą i najbardziej koszmarną karę jaka tylko przyjdzie mu do łba. Więc czemu G mimo to wypuścił Ikara? Nie boi się zemsty czy sam jest nią owładnięty? Ciekawa jestem czy ta postać zabawi tu na dłużej i jaki los dla niego szykujesz. No i czy Ikar zdoła stanąć na nogi... Jest osłabiony, prawie niezdolny uciekać... Chyba tylko ogromna chęć przeżycia pozwoliła mu stanąć na nogi, skoro był skatowany. Ahh! Podgrzałaś temperaturkę. Kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, Ruda! Cieszę się, że jest tyle elementów fabuły, które przypadły Ci do gustu ;)
      Staram się podchodzić do moich postaci w psychologiczny sposób i dokładnie badać zawiłości ich umysłów, dlatego nie staną się one "magicznie" dobre, bo tak się po prostu nie dzieje w prawdziwym świecie. Zło jest jednym z najgorszych nałogów, ciężko z niego zrezygnować, a co dopiero działać w zupełnie odwrotny sposób.
      Gregory jest jedną z wielu, wielu osób, które miały do czynienia z Natanem Clarkiem we własnej osobie, i zdecydowanie poznały choć odrobinę jego charakteru. A jak zaznaczyłaś - N.C. nie ma żadnych oporów.
      Dziękuję pięknie i mam nadzieję, że choć część odpowiedzi pojawi się w następnym rozdziale! Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Nareszcie nadszedł "ten czas", w którym przeczytałam i teraz komentuję rozdział.
    Rozdział jest świetny. Bardzo mi się podobał.
    Ikar powinien jak najszybciej uciekać z tego miasta. Rzucić wszystko i po prostu wiać. Później będzie myślał co dalej, teraz musi się dobrze ukryć, jak najdalej od tego miasta.
    Pan Pierce chce się zemścić na Clarku seniorze. Za co? W jaki sposób? Czy mu się uda?
    Zapewne spróbuje zamachu na Natana, ale mu się nie uda i ten psychol "silna rasa" od siedmiu boleści będzie dalej wyrządzał krzywdy. Ugh!
    Ale rozdział bardzo dobry:)
    Pozdrawiam = ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, cieszę się, że jesteś! ;)
      Dziękuję za przeczytanie i bardzo mi miło, że się spodobało. Pierce jest jednym z "tych" ludzi, którzy mimo strachu, chcą w jakikolwiek sposób działać w opozycji do Clarka. A co z tego wyjdzie? Zobaczymy ;)
      Dziękuję raz jeszcze!

      Usuń
  7. Natan Clark kojarzy mi się z Hitlerem i jego sentencji "Słabi muszą zginąć". Jak rozumiem były przyjaciel Ikara to taki gangster, on wybrał swoją drogę, sam chciał zabijać, tak więc dla tego to już naprawdę nie ma żadnej, nawet najmniejszej nadziei. Ikar, może po dobrym przebyciu leczenia psychiatrycznego...
    Przy czytaniu tego rozdziału wiedziałam, po prostu czułam, że ten co go uwolnił jeszcze będzie czegoś od niego chciał, no i chciał w jedenastym rozdziale.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń