piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 11 - Odkupienie

— Tato, tatusiu! — krzyknęła mała dziewczynka i podbiegła do wysokiego mężczyzny stojącego przy szarym nagrobku. — Spójrz!
Trzymała w ręce pomarańczowy listek, który znalazła na ziemi i wpatrywała się w niego z zachwytem, pokazując go uśmiechniętemu ojcu. Ten chwycił ją delikatnie za rączkę i spoglądał na to, co przyniosła.
— A co my tu mamy? — zapytał.
— Biedronkę — odpowiedziała z radością w głosie. — Małą biedroneczkę!
Odgarnęła niesforne włosy, które opadły jej na czoło i przykucnęła, a jej nosek znalazł się tuż obok maleńkiego owada.
— Jest śliczna — wyszeptała i wyciągnęła małą rączkę, by dotknąć czerwonej drobinki.
Jednak ta, spłoszona obcym dotykiem, otworzyła skrzydełka i wzniosła się powoli w górę. Unosiła się przez chwilę obok głowy zaskoczonej dziewczynki, po czym odfrunęła w nieznane. Dziecko spojrzało na ojca zasmucone i spuściło oczy w dół.
— Ja nie chciałam jej przestraszyć — powiedziała cichutko.
Mężczyzna położył rękę na jej ramieniu, a drugą dotknął podbródka, by unieść główkę małej do góry. Jej oczy szkliły się lekko, ale powstrzymała łzy, które same cisnęły się do oczu.
— Wcale jej nie przestraszyłaś — pocieszył ją ojciec. — Ona po prostu musiała odlecieć, by dotrzeć do swojego domu.
Spoglądał z przejęciem na swoje małe dziecko, które wciąż trzymało w ręce pomarańczowy listek i smuciło się po utracie swojego znaleziska.
— My też powinniśmy już wracać, robi się późno — oznajmił i podniósł małą na ręce. — Robert! Robert idziemy! — zawołał, rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu swojego syna. — Nie wiesz gdzie poszedł twój brat? — zapytał dziewczynki, która przytuliła się do niego mocno.
Pokręciła głową.
— Robert! — krzyknął zniecierpliwiony, wypatrując go pomiędzy ciasnymi grobowcami. — Gdzie on się podział?
— Już idę — rozległ się dziecięcy głos za plecami mężczyzny. — Nie było mnie przecież tylko chwilę.
Kilkunastoletni chłopiec stanął obok swojego ojca i siostry. Był szczupły i dość wysoki jak na swój wiek, a zbyt długie, brązowe włosy nieco zasłaniały jego brązowe oczy.
— Miałeś nie odchodzić daleko — upomniał go ojciec. — Mogłeś się zgubić. Martwiliśmy się o ciebie.
— Przepraszam — odparł zawstydzony. — Chciałem tylko pooglądać inne miejsca na cmentarzu i nic mi się przecież nie stało.
Ojciec pokręcił głową z dezaprobatą, widząc przepraszający uśmiech chłopca i chwycił go za rękę, wciąż dźwigając swoja małą córeczkę.
— Lepiej już chodźmy, więc pożegnajcie się z mamą — oświadczył.
Sam spojrzał na szary nagrobek, na którym widniało czarno-białe zdjęcie kobiety uśmiechającej się delikatnie. Wydawało mu się, że przez ten cały czas zdążył pogodzić się z jej odejściem, ale spoglądanie na jej fotografię pobudzało wspomnienia z przeszłości i właśnie wtedy uświadamiał sobie jak bardzo za nią tęskni. Ale jej już nie było.
Dziewczynka wyciągnęła malutką rączkę i niezgrabnie pomachała do miejsca, w którym leżała jej matka. Przytuliła się mocniej do ojca i położyła głowę na jego ramieniu. Teraz mogli już odejść. Cała trójka skierowała się w stronę cmentarnej bramy, pozostawiając za sobą jedynie szelest jesiennych liści, które zdobiły alejkę.
— Czy ona wróci? — dziewczynka szepnęła ojcu do ucha, wstydząc się swojego pytania.
— Biedronka? — zapytał mężczyzna i odwrócił głowę do swojej córki.
Ta skinęła głową.
— Myślę, że nie — odparł. — Poleciała pewnie do swojego domu.
— A mama? — dodała po chwili.
Poczuł jak maleńkie łzy opadają na jego ramię, w które wtulało się dziecko i zostawiają niewielkie, mokre plamki na jego płaszczu.
— Też nie wróci — powiedział. — Ale my kiedyś do niej pójdziemy. Wszyscy razem.
— Obiecujesz? — zapytała cichutko.
— Obiecuję.
Zamknęli za sobą cmentarna bramę, nie wiedząc o tym, że przez cały czas byli obserwowani.
Wysoki mężczyzna, ubrany w czarny płaszcz i ciemne okulary zasłaniające mu oczy, zbliżył się do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się rodzina. Szedł powoli i obserwował dokładnie cmentarz, jakby bał się, że ktoś go śledzi. Po upewnieniu się, że jest bezpieczny, spojrzał na szary nagrobek, a jego oczy lekko zaiskrzyły. Znajoma twarz spoglądała na niego ze zdjęcia i uśmiechała się tak, jak za dawnych czasów. Ale teraz już jej nie było.
Marion Hall — głosił napis wygrawerowany na kamieniu. — Spoczywaj w pokoju. Pierwszy raz od tego pamiętnego zdarzenia mężczyzna odważył się przyjść w miejsce symbolicznego spoczynku swojej przyjaciółki. Przecież ciała nigdy nie odnaleziono i on dobrze o tym wiedział. Stał wyprostowany i wpatrywał się w znajomą twarz. Tak bardzo żałował, że nie może cofnąć czasu i naprawić błędów z przeszłości. Postąpiłby wtedy zupełnie inaczej, nie dopuściłby do tego, co się stało. Ale czasu nie dało się cofnąć. I maleńka dziewczynka straciła matkę, tak samo jak jej brat. A ich ojciec stracił żonę — i Ikar winił za to tylko siebie.
— Pan Ikar Clark? — rozległo się pytanie za jego plecami.
Odwrócił się prędko i zauważył, że stoi obok niego nieco korpulentny mężczyzna ubrany w długi, beżowy płaszcz, z kapeluszem na głowie. Pierwszy raz widział go na oczy, ale głos wydał mu się dziwnie znajomy.
— Tak.
Tamten wyciągnął do niego rękę, mówiąc:
— Gregory Pierce. Bardzo mi miło.
Zaskoczony Ikar przywitał się z nieznajomym, wciąż przyglądając mu się niepewnie. Kim mógł być i czego od niego chciał?
— Pewnie zastanawia się pan co tu robię — powiedział mężczyzna. — Długo pana szukałem, aż wreszcie mi się udało. Mam dla pana specjalne zlecenie i zastanawiam się czy jest pan w stanie je wykonać.
Ikar przyglądał mu się podejrzliwie. Skąd ten człowiek zna jego przeszłość i wie, czym kiedyś się zajmował? I dlaczego jego głos wydaje się taki znajomy.
— To zależy — odparł Ikar po chwili.
— Od czego? — zapytał tamten.
— Jak dużo jest pan w stanie zapłacić.
— Każdą cenę — oświadczył Pierce.
— Każdą? — Na twarzy Ikara pojawiło się zdziwienie. Skoro ktoś jest w stanie zapłacić każdą cenę za śmierć innej osoby, musi być naprawdę zdesperowany.
Pierce skinął głową i sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyciągnął z niej małą fotografię i podał Ikarowi. Ten wziął i spojrzał na zdjęcie, które przedstawiało mężczyznę w średnim wieku ubranego w czarny garnitur. W prawej ręce trzymał zapalone cygaro. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. A jednak.
Już wiedział skąd kojarzy głos nieznajomego. To nie mogła być pomyłka — przecież ten człowiek uratował mu życie. Nie dał jednak po sobie poznać, że wspomnienia tamtej nocy wróciły i spojrzał na niego obojętnym wzrokiem, chociaż wewnątrz różnorakie emocje toczyły ze sobą zacięty bój.
— Zgadzam się — oświadczył.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko. Nareszcie dopełni swojego dzieła. Zemsta.
— Ile? — zapytał Pierce.
Ikar pokręcił głową.
— Proszę podać sumę jaka panu odpowiada — nalegał tamten.
— Nie.
— To znaczy? — Brwi na twarzy mężczyzny uniosły się, a jego wzrok wskazywał na zmieszanie zaistniałą sytuacją.
— Powiedzmy, że mam dług do spłacenia — odparł Ikar i schował zdjęcie do kieszeni.
Spojrzał na mężczyznę, ale nie odważył się podziękować za to, co ten uczynił kilka miesięcy temu. Skinął porozumiewawczo głową i wolnym krokiem skierował się ku wyjściu. Myślał o tym wszystkim, co wydarzyło się do tej pory i wreszcie zrozumiał do czego został stworzony i jaki jest jego cel.
W powietrzu unosił się przyjemny zapach jesieni, szelest liści zaburzał ciszę panującą na cmentarzu. Ikar włożył ręce do kieszeni płaszcza, a w jednej wyczuł mały kartonik, który otrzymał od swojego wybawcy. Zdjęcie oznaczające koniec jednego istnienia. Tylko czy na pewno?
Kroczył powoli wąską alejką, a towarzyszył mu tylko delikatny szelest.
I upragnione odkupienie.


KONIEC




Od Autorki:
Dziękuję pięknie za każdy komentarz, który otrzymałam pod tym opowiadaniem. Jest mi niezmiernie miło i nie potrafię nawet wyrazić słowami tego, co czuję. Nie spodziewałam się, że historia Ikara może się spodobać i czasami wciąż do mnie to nie dociera. Także dziękuję jeszcze raz, bo cóż więcej mogłabym powiedzieć i kłaniam się nisko każdemu czytelnikowi i czytelniczce. Mam nadzieję, że nikt nie zawiódł się przebiegiem tej historii, a jeśli tak, to bardzo przepraszam i proszę o wybaczenie.
Chciałabym szczególnie podziękować za obecność przy publikowaniu Zbrodni Ikara (kolejność losowa):
1.      Ruda
2.      Black Rose
3.      Queen of chaos
4.      Condawiramurs
5.      Ags
6.      Serilla
7.      Julia Ball
8.      I każdemu kolejnemu czytelnikowi, który kiedykolwiek się tu pojawi.
Dziękuję!

*Mimo iż historia, którą pisałam na tym blogu zakończyła się właśnie w tym momencie, nie zamierzam znikać. Wręcz przeciwnie — będę dalej śledziła Wasze opowiadania (w niektórych jestem już na bieżąco, inne muszę jeszcze nadrobić, ale jestem już na dobrej drodze, by tego dokonać).


14 komentarzy:

  1. O.O
    To jest już koniec, nie ma już nic...
    A więc tak to zakończyłaś...
    Mimo że nie ma rozlewu krwi i wodospadu trupów ;-) to zakończenie bardzo przypadło mi do gustu :-D
    Nieprzewidywalne i poruszające wyobraźnię - co też ten Ikar zrobi i czy mu się uda...?
    Cóż, historia, ku mojemu własnemu zdziwieniu, mnie bardzo zainteresowała :-D
    Pełna zwrotów akcji i nieprawdopodobnych wydarzeń...
    Będziesz coś jeszcze pisać? Jeśli tak, to od razu masz mi przysłać linka na moim blogu:
    http://you-are-not-alone-i-am-sorry.blogspot.com/
    Na pewno chętnie będę czytać <3
    Szkoda, że to koniec opowiadania, ale tyle zawarłaś w tych jedenastu rozdziałach...
    Piękne *___*
    Pozdrawiam i czekam na oznaki Twojej nowej twórczości
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie zastanawiałam, czy brak "rozlewu krwi i wodospadu trupów" nie sprawi Ci zawodu, więc oddycham z ulgą, że jednak tak się nie stało ;)
      Chciałam, żeby zakończenie dawało niezbędne informacje o losie poszczególnych bohaterów, ale pozostawiłam też nutę niepewności - otwarte zakończenie, na którym czytający może bazować i dopowiedzieć sobie wedle własnego uznania.
      Na razie nie zamierzam publikować niczego dłuższego, ale jak tylko zmienię zdanie - poinformuję.
      Dziękuję Ci bardzo za wszystko - za czytanie, za komentowanie, za obecność. Dziękuję ;)

      Usuń
  2. Po pierwsze to mam ogromną nadzieję, że niedługo będzie można przeczytać kolejne twoje opowiadanie. Bo choć Ikara czytałam od niedawna to ogromnie się z nim żyłam, to było jedno z pierwszych opowiadań, na które natknęłam się po powrocie do blogosfery i strasznie mi się spodobało. <3
    Jestem usatysfakcjonowana zakończeniem. :D Właściwie to gdyby Ikar postąpił inaczej miałabym wrażenie, że jest niekonsekwentny w swoich działaniach. Oczywiście, że musiał zemścić się na Natanie Clarku, a nawet gdyby to się nie udało (jakkolwiek źle i patetycznie to nie zabrzmi) - zginąć próbując. Nie wyobrażam sobie, by był szczęśliwy wiedząc, że jego ojciec gdzieś tam jest, dalej zabija, a może nawet wciąż go tropi i chce "naprawić".
    Czytając o rodzinie Marion zrobiło mi się smutno. Naprawdę, naprawdę smutno. Jej mąż, dzieci, oni nawet nie mają pojęcia, co stało się z Marion, a sam grób to tylko marmur na pustej ziemi, bo przecież nie odnaleziono ciała. Ogromnie przygnębiające. A poza tym uderzył mnie kontrast z Ikarem. Dear God, ani są tacy zwyczajni, mają przyziemne kłopoty, normalne sprawy. A Ikar wyrusza w podróż, by zamordować swojego ojca.
    Pozdrawiam cię przeserdecznie, życzę dużo weny i naprawdę - pisz kolejne opowiadania. <3 Czekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło, że Ci się spodobało, naprawdę! A co do następnych, sama nie wiem kiedy mnie natchnie na publikowanie czegoś jeszcze ;)
      Super, kamień z serca, że koniec jest satysfakcjonujący. I chociaż niektóre sprawy zakończyły się tak a nie inaczej, świat nie składa się jedynie ze szczęśliwych chwil. I bohaterowie dobrze się o tym przekonali.
      Dziękuję Ci jeszcze raz za wszystko! Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Kochana! Ale mnie zaskoczyłaś! Nie sądziłam, że to opowiadanie będzie takie krótkie i w ogole nie bylam przygotowana na koniec! Zaskoczyłaś mnie przeogromnie i jestem zła :( Naprawdę polubiłam Ikara, a Twoj styl pisania od zawsze mi się podobał, wiec jestem ogromnie nie pocieszona tym, że zakończyłaś tę historię! Marzyło mi się przeczytać jak on się rozprawia z ojcem, jak to wszystko rozgrywa, jak podnosi się z klęczek i pokazuje, że nawet Nathana da się pokonać. Naprawdę nie zamierzasz kontynuować? :(
    Można powiedzieć, że za kończylaś takim otwartym zakończeniem. Wszystko moze się zdarzyć, a w mojej wyobraźni Ikar ostatecznie wygrywa z ojcem. Ja lubię happy endy, po prostu! :D
    Bardzo wzruszyła mnie ta scena z dzieciakami... Marion nie zasłużyła na śmierć, a to że osierocila dzieci jest przerażające.Czytając o tej rodzinie jeszcze bardziej znienawidziłam Nathana!
    Kochana, ja mam jednak nadzieję, że będziesz kontynuować:( A jeśli naprawdę nie to chce Ci bardzo podziękować za te 11 części, bo bardzo umilały mi czas, wzbudzały emocje, a czytanie było prawdziwą przyjemnością! ;*
    Jeśli zaczniesz publikować coś nowego, to proszę, powiadom mnie;) Z chęcią będę czytać ;*

    Pozdrawiam! ;*
    I informuję, że u mnie pojawił się prolog ;) Jeśli masz ochotę to zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie Cię przepraszam za takie szybkie zakończenie, ale od początku wiedziałam, że nic więcej nie uda mi się dopisać do historii, która powstała rok temu. Po prostu teraz mój sposób pisania zmienił się i wiem, że nie potrafiłabym wydobyć z tej historii tego, co siedziało mi w głowie podczas pisania. Mogę ją poprawiać, eliminować usterki, ale dopisać ciąg dalszy? Raczej by mi nie wyszło.
      Zakończenie jest otwarte, jak już zauważyłaś i cieszę się, że wybierasz tę drogę dla Ikara - zasługuje na wolność, a tą przyniesie jedynie detronizacja ojca ;)
      To ja bardzo chcę Ci podziękować za obecność przy publikowaniu i każdy komentarz! Jestem ogromnie wdzięczna i bardzo, bardzo dziękuję ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Nie! Zgnijesz za to w piekle! Jak Boga kocham, sama przypilnuję, żeby Lucjan Cię do piekła zaciągnął i tam torturował aż po kres czasów Twej duszy!
    Ja tu się rozczytałam, zaczęłam coraz bardziej wciągać w historię Ikara... już się cieszyłam, że doszłam do 11 rozdziału i że w końcu będę na bieżąco, a Ty mi takie jaja robisz? KONIEC na końcu dajesz? Serio? Ja myślałam, że pierce da mu zlecenie na jego ojca i że się go w końcu pozbędą. Albo że Ikar sam na to wpadnie, że jeśli chce być wolny, to musi się go pozbyć. A Ty mi tak kończysz opowiadanie. No nic, jak Cię po prostu oddać w ręce Romero. Naprawdę -.-
    Ale poważnie zaskoczyło mnie, że to już koniec i jestem trochę zła.
    W każdym razie naprawdę wciągające było to opowiadanie. Spodobało mi się to, że nie poszłaś na łatwiznę i nie oszczędziłaś Marion, a pozwoliłaś, aby została zabita przez Romero. Chyba właśnie takie od początku powinno było być jej zakończenie. Może uznasz, że jestem bez serca, ale kobieta za wiele wiedziała i za bardzo namieszała w życiu i planach Natana. Gdyby nie ona, prawdopodobnie Ikar dalej byłby osobą, którą był wcześniej. Bezwzględnym mordercą, który za nic ma życie drugiego człowieka. Chociaż.... czy po tym wszystkim i tak nie zamienił się w taką osobę? po śmierci Annabelle... Skoro przyjął zlecenie od pierce'a, to znaczy, ze wrócił do tego stanu, w którym był bezduszną osobą, bo inaczej nie dałby rady łatwo znów zabić. Nie, wiedząc, że jego najbliżsi i najważniejsi dla niego także zginęli, a byli równie niewinni i krusi, jak nowe ofiary. Chyba, że zmienił branżę i teraz zabija prawdziwych złoczyńców? Nie wiem. I w sumie pewnie się już nie dowiem.
    Tak czy inaczej gratuluję Ci naprawdę ciekawego i dobrze napisanego opowiadania. Jeśli pisałabyś coś jeszcze, to śmiało możesz mnie o tym powiadomić, bo z chęcią znów zagłębię się w lekturę. I na pewno się nie zawiodę. ;)
    pozdrawiam serdecznie!
    https://kroniki-blekitnego-smoka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wyszło, że koniec na końcu dałam, przepraszam :( Ale tę historię miałam od dawna napisaną i nic więcej nie zdołałabym do niej dopisać, przynajmniej nic, co mogłoby mnie satysfakcjonować.
      Dziękuję Ci za Twoje obszerne komentarze, za to, że przeczytałaś i nie zniknęłaś bez słowa, bo to naprawdę motywuje mnie do dalszej pracy!
      Dziękuję raz jeszcze i obiecuję, że wkrótce zajrzę do Ciebie! ;)

      Usuń
  5. Ty pindo, takie zakończenie! Zabije Cię, oficjalnie ogłaszam! Tak bardzo tajemnicze zakończenie. Bo z jednej strony niby wiemy, co ma dalej nastąpić, ale nie wiemy, jak to się stanie, czy Ikarowi się uda,itd.
    Ale z drugiej strony takie rozwiązanie jest niekonwencjonalne, ciekawe, pozwalające rozwijac się wyobraźni czytelników. Dobra,jednak Cię nie zabiję;)
    AA, dziękuję Ci za to opowiadanie, za całą historię, jak również za pojawianie się u mnie:)
    Bardzo serdecznie pozdrawiam=] Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, już myślałam, że muszę się chować pod krzesło, ale nie... jednak jestem bezpieczna ;)
      A ja dziękuję Ci za towarzyszenie mi w trakcie jej publikacji, za czytanie, za każdy pojedynczy komentarz! Dziękuję ;)

      Usuń
  6. Ikar dostał nowe życie, nową szansę i co? Zmarnuje to wszystko dla zemsty? Nie dowierzam w to. No idiota po prostu! Nie warto, nie warto się mścić teraz. Ma rodzinę, synka, córeczkę, niech żyje dla nich a nie dla zabicia ojca, bo jak się domyślam, to własnie takie zlecenie otrzymał, prawda? Kim on się stał? Takim jak jego ojciec? Morderca, który wymierza sprawiedliwość mordercą? Jest ostatnim, który powinien chwytać za kamień, bo sam nie jest bez grzechu.
    Piękne opowiadanie i dziękuje ci za to, ze je napisałaś, bo dzięki temu ja miałam możliwość je przeczytać. Na pewno będę je polecać, nawet znajomym, gdy będziemy rozmawiać przy piwie lub drinku, bo naprawdę jest godne uwagi. Co prawda mogłoby być bardziej dopieszczone, ale przeczytałam, że to twoje pierwsze, więc jak na debiut to jest naprawdę super.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku bardzo serdecznie podziękuję za wysiłek, jaki włożyłaś w przeczytanie całej historii i jest mi niezmiernie miło, naprawdę!
      Chciałabym jednak odnieść się do tego rozdziału, bo wydaje mi się, że fakty nie zostały prawidłowo zrozumiane (być może ja źle je przekazałam). Mężczyzna na początku, ten z dziećmi, to mąż Marion, który odwiedza jej grób; Ikar ich obserwuje i podchodzi dopiero wtedy, gdy znikną za bramą. Ikar nie został obdarzony jeszcze łaską spokojnego, sielankowego życia, i czym zostanie nim obdarzony - nie wiadomo.
      Inna kwestia to ta rozważana przez Ciebie pod poprzednimi rozdziałami - czy Ikar w ogóle na to zasługuje, czy po tym wszystkim, czego się dopuścił, może prosić o taką łaskę? Na to pytanie ja nie umiem odpowiedzieć, bo po prostu nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby postępować w ten sposób - wspomniałaś o porównaniu z Hitlerem, moim zdaniem trafnie. Nie można więc jednoznacznie ocenić postaci Ikara - bronić go ponad wszystko byłoby nie do pomyślenia, ale jednocześnie skreślenie go też nie do końca do mnie przemawia, bo on nie chciał taki być. Ale właśnie taki się stał.
      Dziękuję Ci pięknie za wszystko, za podzielenie się wszystkimi przemyśleniami, przepraszam, że odpowiadam tylko na jeden komentarz, ale nie chcę byś musiała biegać po każdym rozdziale po kolei. Jestem naprawdę wdzięczna, pozdrawiam! ;)

      Usuń
  7. Oczywiście przybywam tu z opóźnieniem, ale po przeczytaniu prologu X czasu temu, byłem pewny, że powrócę. Dziś znalazłem czas w pracy, by przeczytać resztę, ale niestety na telu nie było sensu komentować, bo bywało różnie z zasięgiem i nie dosyć, że byłyby tam literówki, to jeszcze nawet wcale nie wiadomo, czy by się komentarz każdy opublikował - mój telefonik jest niedokarmiony i lubi połykać moje wypowiedzi - nigdy ich nie zwraca :(
    Co tyczy się opowiadania, to szczerze nie wiedziałem czy bardziej współczuć Ikarowi, czy tej kobietce, która na niego trafiła i chyba byłbym skory współczuć kobietce, bo ona była niewinną istotą, a on mordercą bez serca, maszyną do zabijania, gdyż tak zaprogramował go ojciec.
    Podczas czytania poczułem dziwne napięcie w momencie wspomnienia Ikara o morderstwie sąsiadki, gdy ta druga kobieta miała szansę tego chłopca jeszcze uratować. Wystarczyło sprawę zgłosić, może mały powiedziałby prawdę, ojca by zamknęli, a on i jego matka wiedli życie normalne, z tym ciężarem na plecach małego chłopca, bo zabójstwo sąsiadki ciężarem by było, ale jednak mniejszym, niż to co go spotkało później w dorosłym już życiu, czy w nastoletnim. Tak się niestety mszczą na nas niewykorzystane okazje, w tym przypadku zemściły się one na chłopcu, choć nie wykorzystała ich tamta dorosła kobieta.
    Dla samego Ikara nie widzę innej nadziei, niż jakiś zakład karny, ośrodek zamknięty, praca fizyczna, coś co dałoby mu poczucie, że żyje normalnie, ale jednak pod stałym nadzorem kogoś kto w razie czego mógłby go usunąć strzałem w głowę.
    Chłopak u mnie stracił niemal wszystko, gdy zabił własną matkę. Ojciec nie był dla niego ani wzorem, ani autorytetem, więc czemu go usłuchał, czemu tak postąpił? To już było chore, przecież matka się nim zajmowała, tak? Choć z drugiej strony dużo dzieci, szczególnie synów najpierw nienawidzi ojca za to, że ten okłada swoją żonę, a ich matkę, a w późniejszych latach, gdy są już nastolatkami, czy są dorośli, sami posuwają się do przemocy wobec rodzicielki.
    Jest to więc coś czego ludzkim umysłem się nie ogarnie, przynajmniej nie tym normalnym, ale ja nigdy nie uważałem siebie za normalnego, a też tego nie ogarniam, więc...
    Wcale mi jednak nie szkoda Marion (chyba tak miała na imię). Głupia dzida że tam pracowała i przyczyniła się do śmierci tych wszystkich osób, choć nie ciągnęła za spust, to jej wina nie jest w żaden sposób, w moich oczach, umniejszona.
    Pozdrawiam i dziękuję ci za tę przygodę, za to, że mogłem ją przeżyć. Jeszcze raz przepraszam, że nie dałem rady komentować każdego rozdziału i czynić tego od razu, wtedy zapewne komentarze byłyby dłuższe i bardziej konkretne, ale... niestety nie zawsze się da.
    Jeszcze raz pozdrawiam i w wolnych chwilach, gdybyś miała ochotę, to zapraszam do siebie:
    http://dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z opóźnieniem, za co przepraszam, i ogromnie cieszę się, ze tyle przemyśleń nasunęło się podczas czytania tego opowiadania. Nie sądziłam, że losy bohaterów mogą być tak dogłębnie analizowane, a każde nowe spostrzeżenie jest dla mnie niewiarygodnie cenne i cieszy moje serce! Mam nadzieję, ze udało mi sie w tym opowiadaniu odejść od popularnego motywu bohaterów idealnych, nieskazitelnych i wkroczyć na ścieżkę brudną, tą ludzką, bo przecież ludzie idealni nie są, a wręcz przeciwnie - ich umysły skrywają tajemnice niewyobrażalne. Często przerażające.
      Dziękuję ogromnie za czas poświęcony na przeczytanie, za pozostawiane komentarze, za obecność! Jest mi niezmiernie miło i mam nadzieję, do przeczytania po raz kolejny ;)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń