piątek, 5 sierpnia 2016

Tak sobie myślę... #1

Widziałam



Widziałam dzisiaj człowieka, z tak nieludzkimi cechami, że wciąż ponawiam pytanie — czy był naprawdę człowiekiem?
Bo ofiarował czas, z nieprzymuszonej woli, wciąż żyjąc bez uszczerbku na własnym rachunku istnienia — nie patrzył na zegarek, nie liczył kolejnych sekund, które znikały za rogiem, stając się już przeszłością, przekroczył limit czasu skrojony dla jednostki.
Nic nie stracił.
Potem obdarzył uśmiechem, tak szczerym, mocno prawdziwym, że przerażona skłaniałam się ku ucieczce — bo jak tak można człowieka traktować niezakłamanym uśmiechem, bo czy to jeszcze wypada, bo czy tak jeszcze można, żeby drugiej osobie dać od siebie coś więcej.
Zabijał mnie dobrym słowem, po trochę, po kolei obdzierał ze skrytych pragnień, z najgłębiej chowanych marzeń, a chociaż nic więcej nie miał prócz ujmującego spojrzenia, czułam się ludzko naga, odarta z człowieczej maski. Poczułam przeszywającą na wylot treść autentycznej troski, szczere życzenie szczęścia, i choć nie usłyszałam — wiedziałam, że zabrałby wszystko — wszelki smutek, niepokój, otoczył z każdej strony poczuciem bezpieczeństwa i skrył przed każdą krzywdą, schronił przed iskrą nieszczęścia.
Na koniec dobił uściskiem, chwytając w spokojne ramiona przez długą, magiczną chwilę, przez moment zapomnienia o świecie, o ludziach, o sobie.
Myślałam więc o człowieku.

I obdarowana uśmiechem ruszyłam w dalsze życie, bacząc, wytrwale czuwając, by ofiarowany dar tak po prostu nie zniknął — zanikał jednak powoli, umykał z każdą chwilą, bo chociaż szczerze troskliwy, padł na niegodne podłoże iście ludzkiego istnienia, którego nie zdołał przemienić nawet moment olśnienia.
Więc w końcu powróciła ludzka maska człowieka, spowita nienawiścią, nędznym grymasem twarzy, ignorancją, niechęcią — znów byłam zwykła.
— Niezwykłe!
Przez chwilę nie byłam sobą.
Potem pobiegłam szybko. Czas. Przecież właśnie się spieszę.

Myślałam potem zachłannie, że widziałam człowieka i odtwarzając w umyśle każdy szczegół spotkania, biegałam z miejsca na miejsce, żyłam zwyczajnym życiem, ludzkim, codziennym, swoim. Lecz wciąż dręczyłam pytanie — czy był naprawdę człowiekiem?
Czy kryją się jeszcze na świecie, gdzieś w zakamarkach przestrzeni objętej ludzkim istnieniem — dlaczego nie jest człowiekiem?

A później znowu żyłam.
Wśród ludzi, samotnie, prędko, coraz prędzej, byle nie zwrócić uwagi — na nic i na nikogo, z odwróconym spojrzeniem, z poskąpionym uśmiechem, z daleka od drugiego.

Teraz znowu myślę.
Chyba widziałam człowieka. Jednego.

8 komentarzy:

  1. Piękne, naprawdę. Co prawda ja w kilku miejscach postawiłabym znaki zapytania, ale... nie wiem czy miałabym racje.
    A więc był sobie człowiek, jeden i pytanie kim był? Matką (na to wskazywałby pierwszy uścisk), czy może przez chwile był odbiciem lustrzanym, pierwszą miłością... kim był ten człowiek dla osoby, która wypowiada się w tekście dla narratora?
    Przekaz, że wśród tłumu jesteśmy samotni i że nieludzkie zachowania stały się już na tyle ludzkie, że te ludzkie uważane są za coś dziwnego, innego, odmiennego, nierealnego, a nawet nieczłowieczego smutny, dobijający, ale prawdziwy i taki zapewniający brutalne zderzenie z rzeczywistym, otaczającym każdego z nas światem.
    Kupuję więc przekaz, bo ja lubię takie mocne kawałki. Kupuję więc też taką reaktywację bloga i oby tak dalej!

    Pozdrawiam
    takamilosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie za obecność, przeczytanie, refleksję - za wszystko!
      Rzeczywiście tekst nie napawa optymizmem, a wręcz przeciwnie, miał odrzeć nas wszystkich z codziennej fałszywości i zwrócić uwagę na kwestie, które wymieniłaś powyżej - dziękuję, że postanowiłaś się nimi podzielić, bo to znaczy, że jest tu nieco prawdy. Niestety nawet zbyt dużo.
      Dziękuję i do przeczytania niebawem!

      Pozdrawiam,
      AA.

      Usuń
    2. Hej, powróciłam i tutaj. Dzisiaj nadrobię, bo czytając twoje opowiadanie robię sobie przerwy w sprzątaniu. W sensie trochę posprzątam, np ułożę rzeczy na jednej półce w szafie i w nagrodę czytam rozdział :) Póki co się sprawdza i motywacja jest, tylko jakoś przez to i jedno i drugie wolno mi idzie :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Krótko, ale jakże przejmująco. Tak, człowiek staje sie coraz bardziej nieludzki... To naprawdę smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mogę się nie zgodzić.
      Dziękuję! ;*

      Usuń
    2. Dziękuje za informację o zmianie Adresu :*
      Zapraszam takze na rozdział osiemnasty Niezależności :*

      Usuń
  3. To przykre, że w tych czasach dobro i troskliwość, to coś, co ludzie uważają za rzadkość. Szkoda, że w prawdziwą miłość się nie wierzy, a ludzie mili i pomocni zazwyczaj są po prostu wykorzystywani. Czytając ten tekst, właśnie to widziałam. Ten nasz fałsz, zakłamanie i dziwny pociąg do wszystkiego, co powinniśmy piętnować. I to, że "normalność" to słowo nacechowane coraz bardziej negatywnie, a dobroć przestaje być cool ;/
    Bardzo mądry tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło, że tekst przypadł do gustu, mimo niepozytywnego przesłania; niestety obserwując, co dzieje się dokoła, innych wniosków często wysunąć się nie da.
      Dziękuję raz jeszcze! ;)

      Usuń