poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Tak sobie myślę... #2

Lustro


Wyniosę dziś lustro z domu.
I już nie będę patrzeć: na ręce, na nogi, na ciało nieskore do czynienia, i już nie będę widzieć: rąk, nóg i ciał spragnionych czynów — wymagających. Niedługo nie będzie odbicia, będę patrzećniewidzieć i wodzić oczyma znów będę niekontrolowanie uwolniona. Zrzucę kajdany wyrzutów.

Więc wynoszę dziś lustro z domu, po schodach dźwigam ciężar nieopisany, ostrożnie, by dotrwać, by czasem nie musieć zawrócić, by plan nie zawiódł — idealny. Wyrzucę wyrzuty daleko, najdalej jak tylko dam radę, muszę tylko donieść, doniosę na pewno, zrzucę ciężar ogromny, pozbędę się lustra, które tak mocno zawadza każdej kolejnej chwili, gdy muszę patrzeć w otchłań innego, od dziś wszystko się zmieni, ja już nie będę, już nic nie muszę — jeszcze tylko chwilę.
Krok, potem drugi, trzy schody w górę, potem siedem w dół, oh, właśnie się zachwiałam, ściskam lustro mocno, coraz mocniej, byle nie upadło, byle fiaskiem nie skończył się zamysł idealny — niosę lustro cierpliwie, cierpliwość popłaci życiem spokojnym. Nienadwyrężonym. Wytrzymać jeszcze chwilę, może parę chwil i lustra nie będzie. Nie będzie wyrzutu.
Ani jednego.

Mijam ich po kolei, niosę lustro ambitnie, muszę nie zwracać uwagi — tak, jeszcze przez chwilę, nie patrzę, odwracam głowę — to w jedną, to w drugą stronę, czasem przymykam oczy, wymijam czym prędzej — i lustro, nie zapominaj o lustrze. Wynoszę lustro z domu, mijając na ulicy ludzi coraz częstszych, przysparzających, oddycham coraz szybciej, podenerwowana, już niedługo już prawie jeszcze odrobinę.
Nie mogę patrzeć im w oczy. Lustro.

A potem pojawia się on.

Uszkodzony. Uszkodzone ma ręce i nogi.
Oczy błagają okrutnie.
A ja, twardo stąpając po ziemi, unoszę ręce wysoko w geście najwyższym obrony, jąkam się chwilę — niepewna. Tak mało brakowało.
— Przepraszam, ja nie mam przy sobie pomocy — mówię Uprzejma Taktowna, zaraz dodaję: Proszę pytać dalej.
Oczy błagają.

Wtem zniżam wzrok i patrzę — nie widzę mojego lustra, obracam się dokoła spazmatycznym przerażeniem wodzę wzrokiem po ziemi, gdzie strzępki wyrzutów powinny lśnić w gorejącym słońcu. Lustro. Zgubiłam moje lustro.
Chciałam je tylko schować.

Wyniosłam dziś lustro z domu i już nie będę patrzeć na ręce na nogi na ciało nieskore do czynienia rękom nogom i ciałom niewyobrażalnie spragnionym — na zawsze patrzęniewidzę, więc chyba jestem wolna. 

11 komentarzy:

  1. Tekst przeczytany, bardzo się Shiroi podoba, ale woli zostawić komentarz jutro, bo jest padnięta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shiroi wyspana, bierze się do komentarza :D
      Nie zgubiłaś czasem w tekście kilku przecinków, czy tak ma być? :O
      Mam wrażenie, że główna bohaterka cierpi na depresję (?) spowodowaną swoim wyglądem i dlatego chce pozbyć się lustra, by nie musieć na siebie patrzeć. Takie zabijanie samych skutków niż przyczyn, bo prawda jest taka, że tak jest prościej. Bo po co walczyć? Przecież zawsze można schudnąć, zacząć się malować, czy coś podobnego. Choć w tym momencie przyganiał kocioł garnkowi, sama wolałabym wyrzucić lustro XD Tak czy siak mam nadzieję, ze domyśliłam się, o co w tym chodzi :D
      W sumie nie do końca rozumiem, o co chodzi z "nim" - na początku pomyślałam, że to jakiś człowiek prosi bohaterkę o pomoc, a ona każe zwrócić mu się do kogoś innego. Po chwili stwierdziłam, że to może być jej lustrzane odbicie, które prosi, by nie pozbywała się lustra, ale ona jest zbyt zmotywowana, by to zrobić. Hm... W sumie nie wiem, która teoria jest bardziej prawdopodobna, pewnie żadna XD A raczej na pewno nie druga, bo przecież lustro zbija się po rozmowie z "nim"... Chyba że nawet nie zauważa, kiedy lustro się zbija... Nie wiem już sama XD
      No i końcówka - podoba mi się. Mam wrażenie, że przez to, że nie widzi swojego lustrzanego odbicia, czuje się wolna od samej siebie.
      Czekam na więcej tekstów, proszę o coś do czytania! :D

      Usuń
    2. Hmm, zastanawiam się od czego zacząć, bo trochę do powiedzenia/napisania mam, a że pisać lubię, to się ograniczać nie zamierzam ;)
      Po pierwsze, dziękuję, że ciagle tu jesteś - doceniam ogromnie ;*
      Po drugie, przecinki/ich brak - zamierzony, celowy.
      Po trzecie, jako autor mogę przyznać, że interpretacja odbiega od tego, co miałam w zamierzeniu, ale - no właśnie, ale wina leży raczej po mojej stronie i wykonaniu. Lustro jako metafora ma prowadzić cały tekst, choć w jednym miejscu jest nawet podana odpowiedź - wyrzuty, dodajmy "sumienia". I to już powinno pociągnąć interpretację w innym kierunku, może, przynajmniej tak mi się zdaje.
      Ale jak to mówią, ile czytelników, tyle wersji zdarzeń, więc niechaj będzie i tak ;)

      Dziękuję raz jeszcze ;*
      AA.

      Usuń
    3. To zupełnie zmienia postać rzeczy :O
      Lustro jest jej sumieniem, genialne! Teraz widzę, że robiła to wszystko, by się ich pozbyć, zrzucić z siebie ciężar winy, choć robi to w zły sposób, bo najlepiej, moim zdaniem przynajmniej, jest spróbować naprawić swoje błędy, choć nie należy to do prostych rzeczy.
      A ten chłopak? Cóż, może ma właśnie wyrzuty sumienia, że komuś nie pomogła lub jest on częścią jej sumienia? Choć raczej to pierwsze, jakby przypomniał jej, że odmówiła komuś pomocy, przyczynił się do rozbicia lustra.
      Rozbite odłamki - nie pozbycie się sumienia, jak to miała w planach, ale bardziej zniszczenie sumienia, a jego odłamki gdzieś zgubiły się w zakamarkach umysłu.
      Zamiast je schować, pozbyła się go, niby przypadkowo, ale uważa to za wolność. I chyba większość ludzi za wolność by to uważała.
      Jestem, jestem, i nie ma za co :* ♥

      Usuń
  2. Powiem szczerze, że nie domyśliłam się czytając ten tekst, że to Lustro może być metaforą sumienia. Błądziłam gdzieś koło tego, ale dopiero teraz - gdy przeczytałam Twój komentarz powyżej - to układanka skleiła mi się w całość.
    W sumie ja nigdy nie byłam dobra w metaforach xD W szkole czytając wiersze na polskim nie umiałam znajdować ich ukrytych znaczeń i chyba mi to zostało. Typowy umysł ścisły xD Ale muszę przyznać, że ten tekst był naprawdę dobry. I podziwiam, że wpadłaś na coś takiego, serio:D
    Bo jakby się głębiej zastanowić, to człowiek bez sumienia naprawdę w pewnym sensie jest wolny. Nie musi się zadręczać złymi wyborami, nie rozpamiętuje, nie cierpi widząc zło świata i swoje własne, które sam czyni. Tylko czy warto? Ja mimo wszystko nie wyrzuciłabym mojego lustra;)

    Super, że wróciłaś i nadal tworzysz. Czekam na kolejne! ;)
    Ruda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ani w odczytywaniu, ani w tworzeniu specjalnie ukrytych znaczeń dobra nie byłam nigdy, ale ostatnio mam tak okres, że jeśli już cokolwiek napiszę, to właśnie w tym stylu. Ale dlaczego - nie potrafię odpowiedzieć.
      Racja, taka wolność wiązałaby się z ceną, której ja jednak gotowa nie byłabym zapłacić. Ale może są odważni - co potwierdza świat dokoła.
      Dziękuję ogromnie i ściskam mocno ;)

      Usuń
  3. Nie chcąc pomoc komuś (chyba przypadkowemu), straciła lustro, czyli sumienie? :( to nie brzmi dobrze... Ciekawy tekst; specyficznie napisany, ale z pewnością intrygujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, cieszę się, że zaintrygował! ;)

      Usuń
    2. chyba moze miec sporo roznych intrpretacji, ale zadna do konca radosna nie bedzie :p a to jest cos!
      zapraszam na nowosc na Niezaleznosc

      Usuń
  4. Przyznam szczerze, że nie mogę się domyślić czego metaforą jest tutaj lustro. Dla mnie jest czymś co pokazuje odbicie wszystkiego. Metaforycznie może być odbiciem naszych pragnień, marzeń, działań, przeżyć. Nie wydaje mi się, by to wszystko dało się tak po prostu zgubić, odciąć grubym murem z cegły, no chyba, że popadło się w amnezję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lustro jest poniekąd metaforą nas samych, tego wszystkiego, co się w nas kryje albo tego, co sami skrywamy - najmocniej - sumienia. Nie jest to proste, by tak zwyczajnie wyzbyć się tego wszystkiego. A jeśli się uda, przynosi to więcej nieszczęść niż wolności od problemów, którą można sobie wmawiać.

      Usuń