czwartek, 13 października 2016

Przepraszam, ja nie umiem życia #1


Przepraszam, ja nie umiem życia to krótka seryjka, ale mocno ważna dla mnie samej z różnych względów, o których mówić wolę mniej niż bardziej. Napisana ponad pół roku temu, przeleżeć musiała swoje, coby upewnić mnie, że to właśnie to, że jakiś sens posiada. 
I tak chyba się stało. 
Więc postanowiłam wstawić wszystkie 9 części, które tworzą zamkniętą całość, a po nich pojawi się nieśmiała kontynuacja — 3 części skrywane pod tytułem: A irysy zakwitły na biało.
I niechaj to będzie to pożegnanie o jakim marzę mocno, ale skrycie, bo od dawna nie potrafiłam, częściej zapewne nie chciałam, uwolnić się z powłoki przygnębiających, przytłaczających i depresyjnych motywów w swoich tekstach. Bo tak mi było dobrze.
Ale postanowiłam, że to koniec, że nie dam się wplątać swojemu umysłowi w to niekończące się ubolewanie nad własnym istnieniem i mówię wyraźnie: ruszam naprzód, pozostawiając za sobą tematykę tak bliską mojemu sercu, a jednocześnie tak ciągnącą mnie na dno jakiegokolwiek tworzenia.
Dlatego ten krótki zbiór tekstów niech będzie tym pożegnaniem z samą sobą. W końcu: ile można?
.

Telefon






Zadzwonię.
Wchodzę do pokoju, przekręcam klucz w drzwiach, gaszę światło i napawam się wieczornym nastrojem, jaki panuje dookoła — delikatne światło księżyca przeziera przez żaluzje, tworząc jasne wzory na podłodze i biurku stojącym pod ścianą. Tam właśnie podchodzę, odsuwam krzesło, na które później opadam i wpatruję się przez chwilę w zabałaganiony blat, na którym nie miałam czasu posprzątać. Odsuwam prędko sterty papierów, zdecydowanie niepoukładanych, na sam brzeg, potem dokładam dwie książki, butelkę wody, talerzyk z niedojedzoną kanapką i trzy długopisy. Jeden zatrzymuję dla siebie i mocno ściskam w dłoni. Przed sobą mam czysty blat, tego potrzebowałam.
Kartka. Długopis. Telefon.
Zadzwonię.
Przykładam słuchawkę do ucha.
Trzy, dwa, jeden… zaczynam.
— Mamo, wiem, dawno nie dzwoniłam — mówię, wyobrażam sobie jej minę, zaraz zacznie się śmiać, że znów zaczynam tak samo, ale rozumie. Zawsze rozumiała. — Ale tyle się dzieje, tyle mam ostatnio na głowie i nie pamiętam, by dzwonić, przepraszam, mamo, postaram się już nie zapomnieć, ale wiesz, jak jest z moją pamięcią, nigdy nie należała do najlepszych, a tym bardziej do najmocniej skrupulatnych. Ale teraz dzwonię, bo muszę porozmawiać, naprawdę muszę…
Milknę na chwilę, dobrze, że mam kartkę — wolna ręka trzęsie się leciutko i rysuje szlaczki na białej przestrzeni niemocy. Kreski, dłuższe, krótsze, kółka, większe, mniejsze, linie, równe, krzywe…
— …porozmawiać z tobą, bo z kim innym, mamo? Więc dzwonię, bo ty zawsze słuchasz. I tak, uprzedzę pytanie, zjadłam śniadanie, i obiad też, teraz zaskoczę — nawet kolację, więc nie musisz się martwić, wszystko mam pod kontrolą, i poszłam dziś na zajęcia — tak, były ciekawe, ale ledwo przetrwałam, wiesz, że wstawanie na siódmą to największe piekło tego świata, ale już nie narzekam, jutro się wyśpię, mam na dziesiątą, i tak, ciepło się ubrałam, pogoda była stabilna, ale wiesz jak jest, nigdy nic nie wiadomo, więc wzięłam czapkę, szalik, rękawiczki, tak, kurtkę też, nie jestem głupia, mamo, przestań się śmiać, widzę twój uśmiech na ustach, nie oszukasz mnie, słyszę jak chichoczesz, ale zażyłaś dziś leki, prawda? Tata cię pilnuje? Zadzwonię potem do niego i spytam, czy czasem nie oszukujesz. Ah, oczywiście, że ci wierzę! Ale czasem nie mówisz mi wszystkiego, a ja naprawdę chcę wiedzieć, co się dzieje. Więc bierz je, tak, jak kazał lekarz, pamiętaj, codziennie. Zapytam, taty, naprawdę zapytam. Oh, mamo, przestań chichotać, wiesz, że nie żartuję, to poważna sprawa — twoje zdrowie, przecież wiesz, że się martwię, tak, jak i ty o mnie. Nie? Nie martwisz się? A te śniadania, ciągłe wypytywanie, czy jadłam, czy ciepło się ubrałam, czy nie jestem chora, czy wyszłam dziś na powietrze… no właśnie, chyba nie będziemy się kłócić. Nie o to, nie dziś. Jak tata? Ciągle w pracy? Za dużo pracuje, stanowczo za dużo, tak jak i ty, powinniście odpocząć, nie harować bez przerwy, słyszę, jak wzdychasz, przestań na mnie wzdychać, słyszysz, przestań wzdychać, tak, teraz wywróć jeszcze oczami, yhm, dwukrotnie, co z tego, że nie widzę? Ja wiem, zawsze tak robisz, robiłaś i robić będziesz, choćby nie wiem co. Po prostu martwię się i tyle, chyba mogę się pomartwić. Nie? Nie mogę? Bo co, bo ja mam swoje życie i tym mam się zająć, zawsze tak mówisz i ja właśnie to robię, a widzisz przecież, jak mi to ogarnianie nie wychodzi, bo ciągle coś jest nie tak, niby wszystko stabilnie, a i tak często chuj z tego, bo wszystko się sypie, tak, przepraszam, mamo, wiem, że nie lubisz, jak przeklinam, już nie będę, ale całe to życie jest tak wykurwiście pierdolone, że już nie mogę, nie zdzierżę, normalnie nie zdzierżę, tak, już nie będę przeklinać, przepraszam, mamo, przynajmniej się postaram, ale normalnie coś mnie w środku rozk… rozwala dogłębnie i tak, już jestem spokojna, słyszę, jak się śmiejesz, widzę twój uśmiech, jest dobrze, teraz tylko zobaczyć go na żywo, tuż przed sobą, tuż obok i będzie lepiej, już niedługo, prawda? Już niedługo. Tak, mamo, masz rację, że długo nie dzwoniłam, przecież mówiłam na samym początku, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Czy słuchasz tego co mówię? Tak, przepraszam, wiem, że zawsze słuchasz, ty słuchasz najmocniej, przepraszam, tak nie dzwoniłam, bo było źle, naprawdę było źle, ale już jest dobrze, coraz lepiej, przecież mówię, że jest lepiej, dlaczego mi nie wierzysz? Tak, nie wstawałam wtedy, dlatego nie dzwoniłam, tylko cztery dni, krócej niż ostatnio, ale nie było tak źle, lepiej niż wtedy, dlatego nie dzwoniłam, nie mogłam się podnieść, nie chciałam wstawać, ale teraz wstałam, więc jest dobrze, i na razie nie idę spać, nie kładę się, więc może zadzwonię częściej, może, chyba że znowu nie wstanę, czasem jest ciężko wstać, naprawdę ciężko i patrzę głupio w ten sufit i czekam aż mi się zachce wstać, on jest tak cholernie biały, tak okrutnie biały, przeszywająco dogłębnie pierdolenie biały sufit mam w tym pokoju i cztery dni gapiłam się w niego bez przerwy, bo nie chciałam chodzić. Ale teraz chodzę, w tym momencie siedzę, ale chodzę na zewnątrz, byłam na zajęciach, potem w sklepie, bo chciałam zjeść i nie poszłam na piwo, ale to też chodzenie, tyle że z nie, czyli przedrostkiem, ale też chodzenie! Niechodzenie. Następnym razem pójdę, naprawdę pójdę, obiecuję, nie wiem, kiedy będzie następny raz, ale pójdę, może mają ładniejszy sufit, mój jest taki biały, za bardzo biały nawet jak na sufit, dokładnie taki jak w domu, jak w twojej sypialni, wiesz, taki bielszy niż biały, co można dostać kurwicy, jak się na niego patrzy, ah, przepraszam, znowu, ale wiesz, cztery dni, naprawdę można nie zdzierżyć. Tak, słyszę, że dzwonią, znowu ktoś coś od ciebie chce, spokojnie, nie ma problemu, naprawdę rozumiem i już nie zawracam, i tak musiałaś się namęczyć, słuchając moich żali i żałosności, następnym razem powiem coś lepszego, naprawdę, postaram się, coby nie zrzędzić tyle, tak, wiem, jestem młoda, całe życie przede mną, wszystko mogę zrobić, ale muszę chcieć, co z tego, że często nie chcę, jeszcze częściej, pierdolę to wszystko, wybacz, już przestaję, ale idź, odbierz, ktoś czegoś od ciebie chce, może to Mateusz, pewnie też dawno nie dzwonił, też chce pogadać z matką, nie, nie rozmawiałam z nim ostatnio, w sumie bardzo dawno, chyba nie chce ze mną rozmawiać, w sumie się nie dziwię, sama bym nie chciała rozmawiać ze sobą, ale ty nie masz wyjścia, jesteś moją mamą, więc musisz, oh, widzę ten uśmiech, naprawdę się uśmiechasz, idź odbierz, zadzwonię niedługo, naprawdę zadzwonię, przecież mówię, postaram się szybciej niż teraz, ale wiesz jak jest, nigdy nic nie wiadomo — nie wiadomo, co się stanie, czy wrócisz, czy przeżyjesz, czy dożyjesz, czy przetrwasz, czy wygrasz, czy przegrasz tę walkę z życiem, wiesz, mamo, prawda?
Głucha cisza pobrzmiewa teraz w słuchawce, a chociaż ja tak usilnie oczekuję tej jednej odpowiedzi, choć jednego słowa, westchnienia, przytaknięcia, leciutkiego oddechu, pociągnięcia nosem, odkaszlnięcia, szmerania, szurnięcia w oddali, tam wszystko milczy, milczy okrutnie.
— … wiesz, mamo, prawda?
Nie odpowiada.
Już drugi rok. 




8 komentarzy:

  1. Już komentowałam na opowi, ale miło przeczytać to raz jeszcze ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, ja nie umiem życia – genialny tytuł. Te kilka słów mówi razem o wiele więcej, niż można się spodziewać. One nawet bez kontynuacji w postaci opowiadania, wiersza, czy innego tworu, same w sobie tworzą historię. Można pod nie podpiąć mnóstwo różnych emocji i odczuć. Od zawodów miłosnych, po problemy w życiu rodzinnym czy zawodowym… Myślę, że każdy z nas zastanawiał się kiedyś – albo będzie zastanawiał – czy żyje tak jak powinien. Czy umie żyć.
    Mega!
    Ogólnie cieszę się, że rezygnujesz z takiej przygnębiającej tematyki. Nie chodzi o to, że teksty czyta się źle, bo wręcz przeciwnie – są świetne, ale z doświadczenia wiem, że to jak piszemy w dużym stopniu na nas oddziałuje. Pisząc smutne tekst, my też w jakimś stopniu stajemy się smutni. W końcu trzeba się wczuć, żeby coś dobrze opisać, albo przypomnieć sobie jakieś wydarzenie z przeszłości i rozdrapać rany… Dlatego dobrze raz na jakiś czas oderwać się od takiej tematyki i „wejść” w coś weselszego, optymistycznego… Mam nadzieję, że tym opowiadaniem naprawdę zamkniesz jakiś rozdział swojego życia i przejdziesz do następnego – lepszego i bardziej pozytywnego;)
    I to tyle słowem wstępu :D

    „patrzę głupio w ten sufit i czekam aż mi się zachce wstać, on jest tak cholernie biały, tak okrutnie biały, przeszywająco dogłębnie pierdolenie biały sufit mam w tym pokoju i cztery dni gapiłam się w niego bez przerwy, bo nie chciałam chodzić.” – mega mi się to podobało <3

    „nie wiadomo, co się stanie, czy wrócisz, czy przeżyjesz, czy dożyjesz, czy przetrwasz, czy wygrasz, czy przegrasz tę walkę z życiem, wiesz, mamo, prawda?” – mega x2

    Na początku tej części zastanawiałam się, co było powodem takiej depresji dziewczyny. Czemu nie chciała jeść, wstawać z łóżka… czemu rodzice nie przyjechali do niej, wiedząc, że dzieje się z nią coś złego. Chciało mi się nawet śmiać, gdy mówiła ile zjadła, jak się ubrała, gdy przepraszała, że klnie, a i tak potem klęła. To było takie…. Naturalne. Taka matczyna nadopiekuńczość i wywracanie oczami przez dzieci. Ale te kilka zdań na końcu wyjaśniło mi wszystko. I wtedy cały ten tekst nabrał kompletnie innego znaczenia, innych barw, inaczej na niego spojrzałam. To niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, cieszę się, że tytuł się spodobał, mam nadzieję, że cała historia będzie się w nim koniec końców zawierać, że będzie stanowił to jedno, idealne podsumowanie. Ale zobaczymy! ;)
      Chciałabym zrezygnować, naprawdę. A przynajmniej ograniczyć w takim stopniu, cobym kiedys potrafiła napisać coś innego - zupełnie innego. I masz zdecydowaną rację - to, co piszemy oddziałuje na nas w mniejszy lub większy sposób. Ale zawsze ma na nas wpływ, o czym zdążyłam się przekonać. Dlatego tak sobie marzę, że w końcu się uda i choć jednym tekstem dam komuś nadzieję na to, że nie jest tak źle przecież w życiu - że może nawet całkiem dobrze. Jak na razie średnio mi to wychodzi.

      Ogromnie mi miło, że znalazły się fragmenty, które zasługują na uwagę i się spodobały. Aż mi się ząbki szczerzą do ekranu :D
      Tekst sam w sobie miał byc prosty, chociaż sytuacja jest zupełnie odwrotna - skomplikowana - ale przecież nikt nie mówił, że życie będzie łatwe. Że przejdzie się przez nie ot tak. I bohaterka zdecydowanie się o tym przekonała. Fajnie, że udało się uzyskac taki efekt i ogromnie dziękuję za podzielenie się ze mną wszelkimi przemyśleniami!
      Ściskam mocno i dziękuję raz jeszcze! ;*

      Usuń
  3. Powiem szczerze, że tak czytam to opowiadanie (znaczy się pierwszy rozdział), czytam, zastanawiam się o co chodzi, już miałam marudzić, że szkoda iż nie wplotłaś do dyskusji słów matki, no ale końcówka mnie dobiła. Teraz zastanawiam się czy dziewczyna ma urojenia, a jej matka naprawdę nie żyje, przez co bohaterka rozmawia sama z sobą, czy może matka odbiera, ale jest o coś zła na córkę, czegoś nie umie wybaczyć i przez to się nie odzywa. Przyznam, że to drugie przypuszczenie byłoby moim zdaniem ciekawszym rozwiązaniem.

    Natomiast co tyczy się takich smutasów, to ja je kocham i nie uważam, by mi odbierały jakąś część mnie, w jakiś mocny sposób mnie dołowały. Ja po prostu lubię odczuwać podczas czytania, a odczuwanie negatywnych bodźców jest intensywniejsze niż tych przyjemnych, przynajmniej w moim przypadku. Poza tym lubię jak coś pobudza do refleksji, a tandetna komedia nie jest w stanie tego zrobić.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Widzę po ilości komentarzy, że doczytałaś do końca tę serię i jest mi z tego powodu niezwykle miło. Na wszelkie uwagi i wnioski, jakie zamieściłaś pod każdą częścią postaram się odpowiedzieć w przeciągu kilku najbliższych dni, jak pojawi się u mnie nieco więcej czasu, bo chciałabym zrobić to wystarczająco dokładnie.
      Na tę chwilę mogę jedynie powiedzieć, że mam wątpliwości, czy powinnam odnosić się szczegółowo do przedstawianej treści, bo wychodzę z założenia, że to czytelnik w ogromnej mierze decyduje o tym, w jakim kierunku pójdzie jego interpretacja. To czy udało mi się przedstawić akurat to, co miałam w głowie, wnioskuję po słowach w komentarzu, lecz porównanie zostawiam dla siebie.
      Jeśli chodzi o tę część, rozwiązanie jest proste - chyba najprostsze z możliwych. Dlatego nie spełni się postulat podnoszony pod częściami kolejnymi o rozmowę, o czym już zdołałaś się pewnie przekonać.
      Co do opowiadań o podobnej, dołującej treści - zawsze stanowiły ogromną część tego, co pisałam i czytałam, ale z biegiem czasu może zacząć to ogromnie oddziaływać na inne aspekty życia, co naprawdę zamyka w klatce, z której ciężko się wydostać.
      I dziękuję za zaproszenie do kolejnych opowiadań. Najpierw chciałabym jednak skończyć "Na kartkach pamiętnika", które zaczęłam, a dopiero po tej lekturze sięgać do kolejnych.
      Dziękuję i postaram się odpowiedzieć jak najszybciej! ;)

      Usuń
    2. Do końca tego drugiego opowiadania też już doszłam, tylko jeszcze nie zdążyłam skomentować ostatniego wpisu.
      Ale możesz pisać dokładnie, np o swojej interpretacji, twoim zamyśle. Możemy podyskutować ;-) Ja tam zawsze jestem otwarta na rozmowy, a tak przy okazji zapraszam cię na forum "Blogowicze", które w nocy utworzyłyśmy razem z Mari Kim - http://www.blogowicze.fora.pl/ (Jeszcze wiele musimy na nim poprawić, np szatę graficzną, ale póki co już jest i czekamy na to aż grono nieco się powiększy, każdy też może zgłaszać od siebie pomysły czego mu brakuje, co by chciał by się na forum znalazło itd).
      Na mnie aż tak nie oddziałuje to co czytam. Znaczy wzbudza refleksje, pobudza do myślenia, momentami dołuje. Zresztą z filmami jest podobnie (np ostatnio obejrzałam "Amerykańską zbrodnie", bo Kolorowa mi poleciła i wiesz co? Byłam kilka dni chora po tym seansie). No ale nie jest ze mną aż tak, że jak czytam czy oglądam coś dołującego, to zaraz nie mam chęci do życia, ja jestem mam dzieci, mam dla kogo żyć i dla kogo się uśmiechać i zawsze staram się odgradzać grubą linią ten świat fikcyjny od realnego.
      "Zostaw uchylone..." skończę już niedługo, bo zostały mi do opublikowania dwa rozdziały i epilog. Następne w kolejce są właśnie "Na kartkach pamiętnika...", tak więc spokojnie, czytaj sobie w kolejności jakiej chcesz i kiedy chcesz :)

      Usuń
    3. Dziękuję za zaproszenie, już się tam pojawiłam, na dniach postaram się zarejestrować. Ciekawa inicjatywa, czekam z niecierpliwością, co z tego wyjdzie ;)
      A dla mnie to oddziaływanie sztuki, to niezwykle skomplikowane zjawisko. Bardzo rzadko zdarzają się filmy/teksty, które poruszają mnie np do tego stopnia, że łzy ciekną mi po policzkach - nawet nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy zdarzyło się to ostatnio. Ale z kolei mam taka przypadłość, że piszę, kiedy jest mi źle. A po napisaniu jest mi jeszcze gorzej, bo potęgują się negatywne emocje, dołujące stany, które nie opuszczają moich bohaterów ani na moment. I takie wiecznie napędzające się koło stworzyłam od dawna. Ale myślę, że już czas się go pozbyć.
      Zazdroszczę ogromnie i jednocześnie bardzo się cieszę, że Twoje życie daje Ci tyle radości i motywacji do dalszego działania. I mam szczerą nadzieję, że takie uczucie nigdy się nie ulotni, nie przestanie napędzać Cię każdego dnia.
      Na razie zostaję przy "Na kartkach pamiętnika...", bo mam jeszcze trochę rozdziałów, a lubię zachowywać ciągłość czytanych opowiadań. Tam też niedługo się pojawię ;)

      Pozdrawiam i weny!
      AA.

      Usuń