czwartek, 17 listopada 2016

Przepraszam, ja nie umiem życia #7 #8


Bezsenność




śniłam kiedyś o życiu
takim w skórze człowieka
z ludzkimi problemami
gdzie w domu na mnie ktoś czeka

śniłam o morzu uczuć
tych ludzkich tych mocno zawiłych
skrojonych wprost dla człowieka
teraz – by mnie zabiły

potem śniłam o chwili
momencie z duszą człowieka
by móc spojrzeć mu w oczy
powiedzieć – by już nie czekał

zaczęłam śnić o namiastce
ostatnim ludzkim odruchu
by godnie się pożegnać
ale zastygłam w bezruchu

i stałam tam daleko
gdzie jego wzrok nie sięgał
żegnałam się samotnie
znikałam – nikt nie cierpiał

teraz nie śnię w ogóle
nie marzę już o człowieku
bo jak zasłużyć na życie
śpiąc niemo rok po roku





Słowo



Pojawia się tak nagle, zupełnie niespodziewanie — jakby wezwany rozpaczliwym błaganiem serca, które krzyczało głośno, lecz bez nadziei na spełnienie. Zbliża się nieubłaganie, krok za krokiem, gdy staje tuż przede mną, wiem, że nie mam gdzie zniknąć, wiem, że już nie ucieknę.
Zgubiona.
Jest, tak blisko, tuż obok, tak mąci, tak miesza w umyśle — okrutny.
— Co czytasz? — pyta, siadając blisko, zbyt blisko i patrzy. Milczę. Idiotka.
Unoszę książkę nieco ku górze, by pokazać tytuł, przytakuje z aprobatą. Oddycham z ulgą, idiotka. I mówi, i pyta, jego głos przynosi ukojenie, tak mocny, tak pożądany, śniony każdej nocy, nadzwyczaj idealny — zarazem tak odległy, niezasłużony, poza zasięgiem umysłu i ciała nie-człowieka, z którym ma do czynienia.
Maska.
Słucham, napawam się każdym słowem, każdym ruchem, każdym westchnięciem, niezasłużonym darem jego obecności. A chociaż każdy kolejny moment zakrawa na spełnienie najskrytszych marzeń, przybiera miano idealnego, upragnionego — boli nadzwyczaj, bo umysł przepełnia myśl, że to tylko na chwilę, że niedługo przepadnie. I krwawi serce okrutnie, bo życie tak mocno igra i droczy się z wątłą imitacją człowieka, nie mając żadnych skrupułów. Daje strzępki nadziei, skrawkami karmi duszę zbolałą i przegraną. Martwą.
I nadchodzi moment, gdy muszę podnieść głowę, nie chcę, okrutnie powstrzymuję się przed tym jednym gestem, który zrujnuje wszystko doszczętnie, a choć zdaję sobie sprawę z jego niszczycielskiej mocy — nie mam wyboru, muszę objąć go pustym wzrokiem, jedynym jaki pozostał we wraku mojej istoty.
Patrzę.
Widzę.
Pierwszy raz widzę człowieka.
Tak blisko, tuż obok, jest — najprawdziwszy z prawdziwych, niezmyślony, niedopowiedziany, nieukuty mocą zdesperowanego umysłu. Realny.
I w końcu rozszalałe oczy lądują na duszy, a wnętrze łka okrutnie — błąd, zapłacę za to po stokroć i ganić się będę do końca, już nigdy nie wybaczę umysłowi tej niesforności, samowoli skonania. Zatapiam wzrok w bezdennej otchłani błękitu, wędruję w jej głębię z każdą kolejną sekundą, zatracam się na zawsze — ah, jak mocno błękitne są oczy jego duszy, jak idealne, jak przeszywające, czyta ze mnie jak z kart zbrukanej książki, wie już pewnie wszystko, odkrywa mój brak człowieczeństwa, ale ja jestem już daleko — od życia, od świata — to dobry dzień by stać się końcem istnienia.
Za każde nieudolne spojrzenie.
Widzę, pierwszy raz widzę.
Za każdą przygryzioną wargę.
Ah, jak zachłanny jest wzrok, gdy w końcu dostaje to, o czym marzył od zawsze, chce więcej, coraz więcej pragnie, pozwala sobie perfidnie na wszystko, wędrówki po duszy tak upragnionej, tak nieosiągalnej zarazem.
Za każdy niepewny uśmiech.
I mknę tam głęboko póki mam jeszcze siłę, póki nie zacznie przepełniać mnie moja tchórzliwa natura i nie nakaże powrotu — pojawi się niebawem.
Za każde wykrztuszone słowo.
I żyłam w kłamstwach utkanych przez spragniony umysł, błękit w miejsce brązowych tęczówek, otchłań oceanu wypełniająca mnie teraz doszczętnie — chwytam nieudolnie każdy szczegół, każdy pojedynczy element jego ciała, jego duszy skrojonej dla człowieka, bo wiem, że to ostatni raz — już nigdy go nie zobaczę, będę już tylko patrzeć.
Za jawną ignorancję, za pozorną obojętność, za nieludzkie odruchy niewrażliwości.
Drobne iskierki lśnią na tle błękitnych tęczówek, kąciki ust unoszą się leciutko. Moje zachodzą mgłą, a serce boli nadzwyczaj.
Za każdy odwrócony wzrok.
Czas wracać — mówię do siebie, lecz nie chcę posłuchać, bo tak dobrze, tak przyjemnie jest zatapiać się w idealnym błękicie upragnionej duszy.
Za każde poskąpione słowo.
Przekrzywiam leciutko głowę, przełykam głośno ślinę, a choć wewnątrz krwawię okrutnie, przykrywam łzy delikatnym uśmiechem. Idiotka.
Za każdą straconą sekundę.
Już czas. Już czas odwrócić wzrok, przestać widzieć — nie zasłużyłam. Zabrałam zbyt wiele, tak mocno nadwyrężyłam życiowy dar i przekleństwo widzenia człowieka, ale tak mocno marzyłam, tak strasznie pragnęłam urzeczywistnić go choć przez moment, choć przez chwilę zobaczyć człowieka — nie kształt własnych urojeń.
Za każdy żałosny gest.
Błękitne. Błękitną barwę ma jego dusza.
Znów pochylam się nieznacznie, łkam samotnie nad otrzymanym darem, który stanie się moim przekleństwem — do końca marzyć będę o kolejnej szansie, o kolejnej chwili, by móc tak po prostu spojrzeć mu w oczy i zobaczyć, nie patrzeć, nie zerkać niepewnie zza bariery niepewności i nieludzkiego istnienia. Na marne.
I to już czas, nadchodzi w końcu moment, gdy wszystko spowija kres — jestem na niego gotowa. Z krwawiącą duszą szepczę cicho. Błagam, by rozumiał. I pada w końcu to ostatnie słowo, skrywane przed nim z bojaźni, lęku ogromnego przed życiem, zarazem tak ostateczne, bez niego nie zaznam spokoju.
  Za samą siebie.
— Przepraszam. 




*postanowiłam, że będą to dwie części naraz, coby niepotrzebnie nie przedłużać publikowania całości

9 komentarzy:

  1. Wiersz bardzo mną poruszył. Spała, majac nadzieję, mając marzenia. Gdy umarła - nie śpi już tak, jak wtedy. A jednak napisała to tak... W łatwych słowach mocne przeslanie. przynajmniej ja tak to interpretuję.
    Co do drugiej części... czemu nie odpowiedziała, co czyta? ta dziewczyna za dużo analizuje, za bardzo się zadręcza, zdecydowanie. Może jednak da szansę jemu? Da szansę jemu pomóc jej? Liczę na to. Ona jeszcze zyje
    Zapraszam na swieżo dodaną nowość na niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie, miło, że obydwa twory wniosły ze sobą coś nowego ;)
      Dziękuję raz jeszcze i ściskam! ;*

      Usuń
  2. To w pewnym sensie piękne, że jedna osoba może tak wiele zmienić w naszym życiu. Codziennie przechodzimy koło dziesiątek ludzi, każdy z nich jest inny, na swój sposób ciekawy, a mimo to przywiązujemy się do jednego, konkretnego, który potrafi oddziaływać na nas o wiele bardziej niż cała reszta razem wzięta. Wydaje mi się, że właśnie to się dzieje w życiu dziewczyny. Ten jeden chłopak zmienia w niej więcej, niż wszyscy inni, których zna. Tylko ciekawa jestem jak długo to potrwa. Czy on zdoła przebić jej mur? W końcu ile razy można podchodzić do kogoś, kto nie raczy się nawet odezwać... A jak już mówi, to i tak niewiele :D Dlatego nie zdziwię się, jeśli chłopak w końcu się podda. Choć mam nadzieję, że jednak pozwolisz im trwać. Razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że często sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką naprawdę rolę dana osoba odgrywa w naszym życiu. I dopiero w ekstremalnych przypadkach, mniej lub bardziej, zaczynamy odczuwać jej brak, utratę - ale często jest już za późno.
      Dziękuję i ściskam mocno! ;))

      Usuń
  3. Chyba gdzieś zgubiłam wątek, ale teraz to już zupełnie nie rozumiem za co ona przeprasza. Za to że odebrała sobie życie, teraz tego żałuje? Czy jakoś źle interpretuję powyższy tekst? Jak na moje to za dużo metafor wydających mi się być stricte wierszowymi, a za mało opisów, dialogów, czegoś co pozwoliłoby mi i innych czytelnikom na głębsze poznanie bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za wszystko przeprasza, za każdy kolejny szczegół swojego życia, swojego zachowania, za to, czego pragnie i za to, jak się przed tym wstrzymuje. Za samą siebie przeprasza, bo wie, że to jej osoba przynosi najwięcej cierpienia tej drugiej, której nie chce krzywdzić.

      Usuń
  4. To on nie miał brązowych oczu? Coś źle skumałam? >.<
    Moze, ze ona była brązowymi oczami, a on niebieskimi, albo brązowe oczy to ktoś zupełnie inny.
    Pogubiłam się ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, a co do wiersza, to się na nich nie znam, więc zbytnio się nie wypowiem. Wzbudza współczucie do głównej bohaterki, która ciągle się miota między chcę a nie mogę.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń