niedziela, 20 listopada 2016

Przepraszam, ja nie umiem życia #9


Biel



Leżę.
Biały sufit wyznacza granice świata, w którym ugrzęzłam na dobre — nie wiem od kiedy i do kiedy trwać będę w stanie obezwładniającej niewiedzy — może tkwię tak od zawsze, na zawsze i nigdy nie było inaczej?
Nie wiem.
Biały sufit to jedyne, co widzę, jedyne, co mam w życiu.
Czy naprawdę żyję? Może tak wygląda śmierć, a życia nie ma — jakby nigdy nie było. Może ciało podążyło za duszą, martwą od wieków, teraz i ono zgasło.
Ach, jaka śmierć jest nijaka, tak obojętna, tak pusta i biała — jeśli to rzeczywiście ona, a nie kolejne dzieło otępiałego umysłu; nie stara się zbyt mocno, by objąć ramionami zwiastującymi koniec. Już dawno skończyłam życie, choć nie wiem, czy nawet je rozpoczęłam — przepraszam, naprawdę nie umiem życia; więc skoro śmierć to przeraźliwa wszechobecna biel i stan katatonicznej niemocy — jestem martwa.
Martwą mam duszę i ciało.
Przymykam oczy — nieco jednak działam, może to moje pogranicze między splątaniem a wolnością, między życiem a niebytem — ach, jak ja marzę o końcu istnienia, o niebycie najwyższym — bezmiarze nieodczuwania. Milczy jednak to ciało i czeka na swój kres, jedynie umysł czy dusza wyrywa się sporadycznie i krzyczy o wolność od wszystkiego — już nawet nie prosi, teraz tylko żąda. Świat ignoruje roszczenia.
Więc poczekam.
Na nieistnienie, na niebyt, na ostatni stopień nie-człowieczeństwa.
Otwieram oczy. Biel.
Patrzę głupio w ten sufit i czekam aż mi się zachce wstać, on jest tak cholernie biały, tak okrutnie biały, przeszywająco dogłębnie pierdolenie biały sufit mam w tym pokoju i mam wrażenie, że od zawsze gapię się w niego bez przerwy, bo nie chciałam chodzić. Ale teraz chcę — czy prawie-trup może mieć życzenia?
Zadzwonię, powinnam zadzwonić — wstanę, zadzwonię, usłyszę, wrócę, umrę na nowo.
Nie. Kogo próbuję oszukać? To nie dzień, gdy powracam do życia.

Patrzę i nie wiem coraz bardziej — czy kiedykolwiek żyłam, dzwoniłam, chodziłam, patrzyłam, mówiłam, słyszałam, myślałam, pragnęłam, kochałam, czy kiedykolwiek byłam człowiekiem?
Odpowiedzią grzmi jedynie biały sufit. Pierdolę. Skłamię kolejny raz, czekając na nieistnienie — dzisiaj jestem człowiekiem.
Potem przymykam oczy i wracam. Dotyk. Wzrok. Słuch.
I nic już nie ma, jakby nigdy nie było.
Tylko sny nieudolnie tkane złudnymi marzeniami. 




Jako że jest to ostatni fragment pierwszej części pt. "Przepraszam, ja nie umiem życia", niebawem pojawią się trzy ostatnie fragmenty całości, związane pod innym tytułem — "A irysy zakwitły na biało".
Z góry dziękuję i mocno przepraszam,
AA.

13 komentarzy:

  1. "To nie dzień, gdy powracam do życia" - to zdanie bardzo mi się skojarzyło ze mną. Co prawda nie mam takich problemów ze sobą jak bohaterka, ale czasem też zdarza mi się leżeć, patrzeć w sufit, nudzić i chcieć coś zrobić, ale nie wiedzieć co... Albo zrezygnować z czegoś, chcieć wrócić, a jednak tego nie robić. Bo takie powroty zawsze są ciężkie. Czasem trudno się zebrać, znaleźć motywację, przestać patrzeć w sufit i zacząć coś robić. Tylko że każda minuta takiego leżenia to strata czasu... Tak naprawdę, to po co to komu? Po co to jej? W czym to pomaga? Mam nadzieję, że znajdzie siłę, by wstać wreszcie z łóżka. A zmianę życia może powinna zacząć od przemalowania sufitu? :D
    Czekam na kolejne części ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh, pomysł z sufitem iście trafiony, złota rada! ;)
      Nie mogę się nie zgodzić ze wszystkim, co przedstawiłaś. Czasem jest naprawdę ciężko znaleźć to coś, co nas ruszy, podniesie i aktywuje do jakiegokolwiek działania. Dlatego jeśli mamy motywację i mamy kogoś, kto jest w stanie z nas ją wykrzesać - naprawdę wygraliśmy życie.
      Dziękuję! ;**

      Usuń
  2. Hm. Z jednej strony bylo to neco bardziej optymistyczne, ponieważ choć przez chwikę myslała o tym, by wstac, by zadzwonić, by żyć.. A więc nie zatraciła się do końca. Ale koniec końców, przynajmniej na razie, nie wstała. a powinna. Powinna przestać wpatrtywać się w sufit. Popatrzeć można, może nawet sie powinno. Trzeba mieć chwilę na refleksję, na przemyslenia. Ale to nie może dominować życia/istnienia... Czekan natrzy ostatnie fragmenty i szczerze mówiąc, ciekawi mnie, dlaczego mają inny tytuł. Jej marzenia... nie pomagają jej, takie mam wrażenie. Ale ostatnie zdanie jest przepiękne.
    powinnaś pisać "ach", nie "ah", tak na marginesie.
    Zapraszam na nowosc na Niezależnośc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za cenną uwagę, poprawiam! ;)
      Niezwykle trafne stwierdzenie z tym, że należy zachować balans pomiędzy refleksją nad życiem a samym życiem, które nie może zatracać się jedynie w myśleniu. Działanie jest równie ważne, ale jak widać - często ogromnie trudne.
      Dziękuję bardzo, i ściskam mocno! ;*

      Usuń
  3. Odnoszę wrażenie, że w tym rozdziale powróciliśmy do punktu wyjścia, czyli do leżenia w łóżku, gapienia się w sufit i chęci wykonania telefonu na co nie pozwala bohaterce jakaś dziwna siła, jakby jakaś tylko jej znana moc ją w tym łóżku trzymała.
    W niecierpliwości będę więc czekała na te "Irysy..." bo może one pozwolą mi bardziej zrozumieć całość, no i może w końcu doczekam się rozmowy z matką w cztery oczy, bo w tej części ona się chyba nie odbyła.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    „Się nie zdarza taka miłość...”
    „Prawdziwa Legenda”
    „Samotna Królewna”
    „Na kartkach pamiętnika...”
    „Zostaw uchylone...”
    „Polecam co przeczytałam” – recenzje
    „Taka Miłość, czyli moja twórczość” – blog autorski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie za przeczytanie i podzielenie się tyloma przemyśleniami. Sądzę, że tekst nie spełnił sporej części oczekiwań i czasem ciężko się w nim odnaleźć. Kiedyś, kiedy będę w stanie spojrzeć na niego świeższym okiem, być może coś w nim zmienię. A może zostanie już taki, bo widocznie taki miał być.

      Dziękuję raz jeszcze!
      "Irysy" już są, po prostu zapomniałam umieścić je w spisie treści, ale widnieją na stronie głównej ;)

      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
  4. Zmieniłaś adresik i miałem problem, by cię odnaleźć. Jak mogłaś nie powiadomić? A może powiadamiałaś i to ja taki gapa i nie zauważyłem. Jakkolwiek było, teraz to nieważne, ważne że w końcu cię odnalazłem i przeczytałem drugie z twoich opowiadanek. I choć "Zbrodnia Ikara" była moim zdaniem o wiele lepsza, to "Przepraszam, ja nie umiem życia" nie jest złe, jest po prostu inne. Nie pasuje mnie w tej opowieści to, że bohater jest jeden, nie ma więc żadnych relacji międzyludzkich, żadnych tematów, nad którymi ja mógłbym się rozwodzić.
    Dałaś za to bohaterkę z problemami psychicznymi, ale tak naprawdę nie wiem na skutek czego one powstały. Na skutek toksycznej relacji z matką? Jej braku? Nie wiem. Nie mogę więc jednoznacznie stwierdzić czy moim zdaniem dziewczę miało powód do załamania i poddania się, czy była skończoną idiotką wyolbrzymiającą problem. Stawiam na to drugie. Niestety moja wrażliwość na ludzką krzywdę w kontekście do samobójców jest całkowicie marna. Mam nieco hitlerowe podejście, że życie jest dla silnych, że przetrwają najsilniejsi, że świat nie został stworzony dla słabych. Jak ktoś więc z niczego robi problem, wszędzie widzi trudności i nie robi nic, by to zmienić, to sorry, ale sam sobie szkodzi, sam tworzy problem, którego nie ma i jak chce się zabijać, to trudno, po takiej osobie ciężko płakać, bo jest w moim mniemaniu zwyczajnie głupia i wartość w takim człowieku żadna, nawet religijna, bo jednak jako katolik jestem zdania, że tylko Bóg może odbierać życie drugiemu człowiekowi, ewentualnie jeden człowiek może drugiemu za karę (jestem za karą śmierci) lub w samoobronie, np na wojnie. Wszystkie przypadki odebrania życia samemu sobie, to dla mnie grzech ciężki, a nie powód do płakania nad taką osobą i szukanie w sobie winy jej odejścia.
    Jednak jeśli miałbym oceniać twoją prozę, to czytając ją czułem się tak jakbym czytał piękny wiersz, taki biały, bez rymów, ale cudowny i podobało mi się.

    Pozdrawiam
    https://dariusz-tychon.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem prawie pewna, że powiadamiałam o tej zmianie, taką informację zamieszczałam na każdym blogu, na który wchodziłam, a ich Autorzy pojawiali się u mnie. Może wiadomość ta gdzieś umknęła. Nie mam pojęcia.
      Jest mi ogromnie miło i dziękuję za przeczytanie!
      Głównym założeniem tej serii było właśnie to, by skupiała się wyłącznie na jednej bohaterce, gdzieniegdzie pojawiały się postacie, które miały jakiś wpływ na jej życie, ale zdarzało się to nieczęsto. Wiem, że taka forma może nieszczególnie przypadać do gustu, albo musi być wyjątkowo dobrze zrobiona, by ująć czymś czytelnika. Wiem, że tej jeszcze sporo brakuje.
      Przyczyn jako takich podanych nie mamy, próbowałam za to pokazać zaawansowany stopień problemów, w jakich tonie bohaterka i nie potrafi im sprostać.
      Trochę przeszkadza mi to odgórne ocenianie bohaterki, jako postaci wyolbrzymiającej. Czytam drugą tego typu opinię i naprawdę zastanawiam się, czy aż tak kategorycznie oceniamy inne osoby, które każdego kolejnego dnia stoją na naszej drodze. Nigdy nie zastanawiamy się, czy może spadł na nich ciężar, z którym nie moga sobie poradzić i przez który nie widzą już szans na dalsze życie? A może są wokół osoby, które sądzą, że w ogóle na nie nie zasłużyli, może postrzegają siebie jako ciężar dla innych i lepiej byłoby, gdyby tak naprawdę nigdy się nie pojawili.
      Myślę, że bohaterka ma nieco podobne podejście do Twojego. Nie uważa, że jest silna, co więcej ma przeświadczenie, że nie zasłużyła na pojawienie się na tym świecie i nigdy nie będzie potrafiła dać szczęścia ludziom, z którymi ma styczność. Że jest przyczyną jedynie cierpienia i trudności, dlatego lepiej, gdyby nigdy nie stanęła nawet na ich drodze. I nie umie pozbyć się tej świadomości.
      Życie nie jest takie jednoznaczne, często nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co tkwi w głowie drugiego człowieka. Dlatego jestem zdania, że nie można oceniać - z góry przypisywać danemu człowiekowi danej roli, danej etykiety. W każdym jest coś więcej niż tylko szeroko pojęta schematyczność, a niestety mamy tendencję do wkładania ludzi do jednego worka.
      Dziękuję bardzo za przeczytanie i zamieszczoną opinię! Ogromnie się ucieszyłam, widząc Twój komentarz i jeszcze raz przepraszam za zamieszanie ze zmianą adresu :))
      Pozdrawiam i weny!
      AA.

      Usuń
    2. Pewnie mi gdzieś umknęła, bo w tamtym czasie też mogłem zmieniać szablon i podstrony i... Na szczęście cię odnalazłem.
      Taka forma mnie ujęła, sam kiedyś napisałem miniaturkę o jednej osobie, gdzie inne postacie były poboczne, chyba nawet czytałaś "Nie bądź Don Kichotem".
      Właśnie mi brakowało najbardziej określenia jakie ona ma konkretnie te problemy, bo przez to też nie mogłem ocenić czy nie potrafi im sprostać, bo jest totalną skończoną miernotą życiową, czy po prostu problem, z którym przyszło jej się zmagać jest na tyle duży, że nawet ja, choć mam się za silnego faceta, nie byłbym w stanie jemu sprostać. Pokazałaś jedynie jej konflikt z matką i ciągłe użalanie się nad sobą właściwie bez powodu, stąd moje podejście, że tylko jojczy, narzeka, marudzi, zrzędzi, a gówno robi by cokolwiek zmienić.
      Ja jestem kiepskim psychologiem, to działka mojej żony i może całe szczęście, że ma zawód jaki ma, bo pewnie ja z moim podejściem bym własne dzieci powykańczał. Ja nie rozumiem jak człowiek może mieć problemy z psychiką, niechęć do życia, bo np coś mu się nie udało, czy uważać siebie za ciężar, póki nie ma ku temu jakiegoś wyraźnego powodu. Ty pokazałaś w jakim bohaterka jest stanie, ale jest w nim bez większego powodu, po prostu taka jest, tak sobie myśli, tak lubi się użalać i brakowało jej widocznie kopa w dupę, który by ją zmusił to powstania i przejścia tego życia choćby na kolanach - takie mam podejście, nie zmienię go.
      Nie umie pozbyć się tej świadomości? - Teraz piszesz jak moja żona, a ja zawsze takie gadanie uważam za bzdurę. Jeśli komuś nie podoba się to, że przynosi innym jedynie cierpienie i wydaje mu się, że jego życie jest puste, to niech coś w nim zmieni by było pełniejsze i przynosiło radość, a nie użala się nad sobą jak trzylatek co zsikał się w majty publicznie i po tym fakcie popłakał.
      Ja nie wkładam ludzi do jednego worka, ale niestety jestem zdania, że jak komuś nie podoba się jego życie, to niech je zmieni, albo zamieni się z kimś kto ma gorzej, może wtedy będzie w stanie docenić to co sam ma.
      Niestety ogólnie świat teraz za bardzo się cacka z ludźmi - rodzicie z dziećmi, małżonkowie z żonami, małżonki z mężami, dzieci z każdą wykonywaną czynnością i przez to odnoszą porażkę przy każdym zetknięciu z tym bardziej brutalnym życiem. Kiedyś nikt nie wieszał się przez to, że otrzymał wpierdol, a dziś dziecko potrafi grozić samobójstwem i uciekać z domu, bo dostało jedno lanie od ojca, a po wszystkim jeszcze być przytulane zamiast dostać poprawkę. Z mężami jest podobnie, użala się taki, że mało zarabia, zamiast iść do pracy nawet na 12 godzin dziennie by utrzymać rodzinę, ale po co, jak lepiej iść do opieki, pomarudzić i dostać pieniążki za free i czuć się przez to jak pizda, a nie jak facet. Więźniowie i wygodnickie cele. Szkoły gdzie rządzi dziciarnia i to ona zaprowadza porządek zamiast nauczyciel. Takich przykładów jest wiele i dotyczą jednego - za bardzo się sami z sobą cackamy i z innymi cackamy, zawierzając w te wszystkie psychologiczne brednie o złamaniu psychiki, złamaniu człowieka, odebraniu mu czegoś choćby małym okazaniem emocji, z drugiej strony mamy emocji nie tłumić... cóż, za moich czasów nie było ani depresji, ani ADHD, a było mniej psychologów, jaki z tego wniosek? Więcej zepsuli niż ponaprawiali. I piszę to wszystko jako mąż psycholożki. Ja się wcale nie zgadzam z jej poglądami, motywami, z jej zdaniem. Wiesz jakie przez to mamy ciekawe dyskusje nieraz przy kolacji lub nocami gdy nie możemy spać?

      Usuń
    3. A więc to opowiadanie skończyłem czytać. Już myślę, za które się brać jako kolejne.

      Pozdrawiam i serdecznie zapraszam:
      „Nie jesteś sama” – publikacja nowego rozdziału następuje w każdy poniedziałek

      Usuń
    4. Naprawdę chciałabym móc polecić coś wartościowego, ale raczej nie jestem w stanie. Może kiedyś.
      Dziękuję za zaproszenie, już kilkukrotnie zabierałam się za czytanie tej historii, i na Wattpadzie, i na blogu, ale do tej pory coś mi zawsze zaprzątało głowę. Ale pojawię się, na pewno.

      Usuń
  5. "Głupstwo żyć, kiedy życie jest męczarnią, a odjęcie go sobie jest receptą, kiedy śmierć ma być lekarstwem."
    William Shakespeare – Otello
    Tak mi się przypomniał ten cytat. I chyba pasuje do myśli głównej bohaterki. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń